Wspaniały Bryant, ale nie Kobe

Wreszcie powody do radości ma nasz jedynak w National Football League. Sebastian Janikowski trafił z 31 oraz 35 jardów, a Oakland Raiders wygrali u siebie z Arizona Cardinals 22-9.

Ekipa z Kalifornii jest ostatnią drużyną w tym sezonie, która poznała smak zwycięstwa.

Reklama

Najlepszym graczem Raiders był jednak Randy Moss. Jego siedem złapanych piłek (jedno przyłożenie) dało gospodarzom 129 jardów i pozwoliło przerwać serię jedenastu porażek z rzędu.

Janikowski, poza dwoma field goalami, dwukrotnie skutecznie wykonał także kopnięcia po touchdownach.

Polak nie zawiódł, ale to inny kicker w siódmej kolejce został bohaterem. Chodzi o Matta Bryanta, którego 62-jardowy strzał przesądził o "domowym" zwycięstwie Tampa Bay Buccaneers nad Philadelphia Eagles 23-21.

W historii NFL były tylko dwa celne uderzenia z większego dystansu - 63-jardowe uderzenia Toma Dempseya z 1970 oraz Jasona Elama z 1998 roku. - Kiedy kopnąłem piłkę, powiedziałem do siebie: "no cóż, może" - opowiadał o całej sytuacji Bryant. - Potem straciłem kontakt wzrokowy i... nagle ktoś na mnie wskoczył. Wtedy pomyślałem: "no tak, chyba trafiłem".

Celny field goal w ostatniej sekundzie zadziwił także szkoleniowca Buccaneers. - Byłem zszokowany - przyznał Jon Gruden i trudno mu się dziwić. Tym bardziej, że poprzedni persolany rekord jego kickera wynosił 50 jardów.

Dramatyczną końcówki oglądali także widzowie w Atlancie i Kansas City. W tym pierwszym przypadku do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka, w której Morten Andersen trafił z 32 jardów, dając miejscowym Falcons zwycięstwo nad broniącymi tytułu Pittsburgh Steelers 41-38.

Zespół z Atlanty do sukcesu poprowadził Michael Vick, ustanawiając rekord kariery dzięki czterem podaniom na przyłożenia. Jego młodszy, ale bardziej utytułowany vis a vis Ben Roethlisberger zapisał na swoim koncie 16 (z 22 prób) celnych podań zanim w trzeciej kwarcie musiał opuścić murawę po starciu, w którym ucierpiała jego głowa.

Na Arrowhead Stadium w Kansas City końcówka także należała do gospodarzy, a konkretnie do Lawrence'a Tynesa, który z 53 jardów przesądził o wygranej Chiefs nad San Diego Chargers 30-27.

Bez porażki w lidze pozostają jedynie Chicago Bears (w tej kolejce pauzowali) oraz Indianapolis Colts, którzy - dzięki 342 jardom i czterem podaniom na TD - poradzili sobie w swojej RCA Dome z Washington Redskins (36-22).

Za niespodziankę można uznać wyjazdowe zwycięstwo Minnesota Vikings w Seattle 31-13, ale nie będzie to już takie dziwne, gdy dowiemy się o kontuzji pierwszego quarterbacka Seahawks. Matt Hasselbeck skręcił kolano w III kwarcie (po ataku E.J. Hendersona) i sprawił, że coach gospodarzy Mike Holmgren miał po meczu łzy w oczach...

Zobacz WYNIKI niedzielnych meczów siódmej kolejki

Dowiedz się więcej na temat: Sebastian Janikowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje