Wołowski: Rok bez Premier League?

Naczelne pytanie związane z piłkarskimi rozgrywkami w Lidze Mistrzów dotyczy klubów z Wysp. Ich dominacja w ostatnich pięciu latach nie podlega dyskusji, ale skoro największe imperia dopada kryzys, to może już w tym roku?

Pamiętacie słowo: "feeling"? Ostatnio wielki z nim kłopot mieli Hiszpanie, gdy trener Barcelony Pep Guardiola próbował wyjaśnić przyczyny wymiany Samuela Eto?o na Zlatana Ibrahimovica. Trudno było znaleźć hiszpański odpowiednik, w końcu fachowcy od Primera Division dali za wygraną i do dziś posługują się wersją angielską.

Reklama

Mnie angielskie przeczucie dopadło podczas derbów Mediolanu, które nie tylko bardzo mnie zemocjonowały, ale kazały myśleć, że niedoceniane kluby Serie A są w stanie wziąć rewanż na Anglikach. Przed rokiem, w 1/8 finału Champions League było wielkie lanie: Chelsea wyeliminowała Juventus, Manchester Inter, a Arsenal Romę. Italia nie miała reprezentanta w ćwierćfinale, co dla kraju mistrzów świata, było narodową klęską. Na dodatek porażkę poniósł walczący o Puchar UEFA Milan, co dopełniło obrazu kryzysu w Serie A. Latem Mediolan opłakiwał stratę Kaki i Ibrahimovica, a tifosi musieli pogodzić się z myślą, że ich kluby tracą kontakt z czołówką pod każdym względem.

A przecież jeszcze tak niedawno, w dziesięcioleciu między 1989, a 1998 rokiem trafił się tylko jeden finał Pucharu Europy bez drużyny włoskiej (Crvena Zvezda - Marsylia w 1991).

Anglicy mogą być w nastrojach zupełnie przeciwnych, odwołując się do historii najnowszej. Trzeba się cofnąć aż do roku 2004, by przypomnieć sobie finał Ligi Mistrzów bez przedstawiciela Premiership. W ostatnich trzech sezonach najsilniejsza liga świata miała w półfinale po trzy zespoły. Dominacja Premier League w Europie jest bezdyskusyjna, ale skoro największe nawet imperia nie są "impregnowane" na kryzys, to może przyjdzie on już w tym roku? Czy problemy ekonomiczne, a także sportowe Liverpoolu i Manchesteru United nie są zapowiedzią kłopotów?

Konfrontacja z Milanem będzie dla klubu z Old Trafford niezwykle trudna. Anglicy przewyższają podstarzałych kawalerów Silvio Berlusconiego intensywnością gry, ale w wielu innych aspektach im ustępują. W przegranych derbach z Interem David Beckham udowodnił, że wciąż nie ma na świecie gracza, który potrafiłby dośrodkować lepiej niż on. Milan nie jest młody, ale czy drużyna Fergusona też nie opera się na weteranach takich jak Giggs i Scholes? W dodatku w Champions League to właśnie podupadły włoski gigant dokłada ekstra nie wiadomo skąd 30 procent. Przekonał się o tym najskuteczniejszy zespół tej edycji, Real Madryt, który nie jest może jeszcze drużyną w pełni ukształtowaną, ale na Santiago Bernabeu w tym sezonie wygrał aż 13 razy. Oddał punkty tylko raz, właśnie drużynie Pirlo, Pato, Ronaldinho i Seedorfa.

Z pozoru tylko łatwiejsze zadanie czeka Chelsea. W derbach Mediolanu Inter udowodnił, że jest drużyną, która w walce wręcz nie pęka przed nikim. Przeciwnie, to jej żywioł. Jose Mourinho przebudował zespół od podstaw, być może nie składa się on z graczy genialnych, ale genialnie zdyscyplinowanych i mocnych psychicznie. Dla wyrzuconego z Chelsea Portugalczyka 1/8 finału Champions League to będzie wyzwanie jego życia. Tak jak dla hegemona Serie A w ostatnim pięcioleciu, który nie może się pozbyć kompleksu drużyny zaściankowej. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Arsenal jest faworytem w starciu z Porto. Ostatni zdobywca Pucharu Europy dla Portugalii (2004) nie jest tak mocny jak w poprzednim sezonie, kiedy wyeliminował Atletico, a w starciu z Manchesterem otarł się o półfinał. Dziś zajmuje w lidze dopiero trzecie miejsce, ale też ma swoje szanse z przeżywającą kłopoty ze środkowym napastnikiem drużyną Arsene'a Wengera. Teoretycznie jednak "Kanonierzy" mają do ćwierćfinału najłatwiejszą drogę.

Zespoły z Wysp czeka na przełomie lutego i marca trudny test, znacznie cięższy niż 12 miesięcy temu. Najbardziej prawdopodobne jest rozwiązanie kompromisowe, ale tak jak możliwe są trzy zwycięstwa, tak nie da się wykluczyć samych porażek. A to by oznaczało, że katastrofa, która spotkała w grupie Liverpool oznaczała coś więcej, niż tylko wewnętrzne problemy zespołu Beniteza. Na razie jednak to tylko "feeling" podsuwa mi takie rozwiązanie.

DYSKUTUJ O TEKŚCIE Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU!

Dowiedz się więcej na temat: kryzys | dominacja | Liga Mistrzów | Serie A | Dariusz Wołowski | Premier League

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje