Wołowski: Martwi znów żywi

Dwa gole Davida Villi z Sevillą i dwie asysty Karima Benzemy z Herculesem Alicante są dla Barcelony i Realu zdecydowanie większą nowiną, niż kolejne bramki Leo Messiego i Cristiano Ronaldo.

Primera Division - wyniki, strzelcy bramek, składy, tabela

Reklama

Pep Guardiola odetchnął z zachwytem. Wystarczyło, że na Camp Nou pojawił się silny rywal, wystarczyło, że mógł wystawić optymalny skład i jego przemęczona drużyna w mgnieniu oka przeobraziła się w tę sprzed dwóch lat, gdy w swojej twierdzy nie tylko wygrywała, ale demolowała przyjezdnych. Relacje z meczu znów pełne są terminów bokserskich, bo też goście z Sewilli zachowywali się jak Andrzej Gołota w pojedynku z Lennoksem Lewisem - stanęli w szranki bez nadziei, że uda im się przetrwać choćby początek. Nie przetrwali nawet czterech minut.

Kolejne gole Leo Messiego są już niezmiennym refrenem w Barcelonie, bez względu na to, czy drużyna gra dobrze, czy źle. W ostatnich 61 spotkaniach Argentyńczyk trafił do siatki 61 razy. Nie ma słów zachwytu, na które by nie zasłużył posiadacz "Złotej Piłki" i "Złotego Buta", zwłaszcza, że wobec kłopotów zdrowotnych Xaviego, on bywa w zespole rozgrywającym. Po wspaniałym rajdzie Messiego David Villa zdobył pięknego gola na 2:0.

"Kiedy ośmiu mistrzów świata plus najlepszy piłkarz świata, plus reprezentant Brazylii i reprezentant Francji zaczynają grać na poważnie rywal może jedno: bezradnie patrzeć na futbolówkę poruszającą się z prędkością piłeczki do ping ponga i modlić się, żeby ktoś z tej niezwykłej jedenastki pomyli kiedyś choć jedno zagranie". Powyższy fragment to nie cytat z prasy katalońskiej, ale z madryckiego dziennika "Marca".

Bezsprzecznie największym wydarzeniem meczu Barca - Sevilla nie były gole Messiego, ale Villi. W ośmiu kolejkach otwierających sezon "El Guaje" zagrał aż 611 minut trafiając do siatki zaledwie dwa razy. Przed rokiem, o tej porze, w Valencii miał już siedem bramek. Jego kłopoty z adaptacją w Barcelonie były powodem do żartów - szukający rozgłosu mag Pepe ogłosił nawet, że zaczarował piłkarza.

Do Villi "przyczepił się" też Jose Mourinho, który broniąc Karima Benzemy stwierdził, że w innych wielkich klubach są napastnicy w jeszcze gorszej formie, i nikt nie robi z tego tragedii. Przed spotkaniami 9. kolejki dziennik "Marca" zapytał czytelników: "kto jest w gorszej sytuacji Benzema, czy Villa". Na odpowiedź nie czekał długo.

Karim Benzema był bohaterem spotkania w Alicante, w którym Real przegrywał do przerwy 0-1. "Królewscy" grali dobrze, chwilami nawet bardzo dobrze, ale zwycięstwo zapewniło im dopiero wejście Francuza w 75. minucie. "Martwy jest jednak żywy" - napisała "Marca" po tygodniu powtarzania informacji, że Mourinho ma dość leniwego Karima i latem pozbędzie się go z klubu.

Słowa pochwały dla Benzemy znalazł po meczu nawet Cristiano Ronaldo, który w ostatnich trzech kolejkach ligowych zdobył 10 goli! Odkąd przyszedł do Realu Madryt zostając najdroższym graczem na świecie nigdy nie był w tak doskonałym nastroju. Jego zdaniem trudny pojedynek w Alicante z jedynym w tym sezonie pogromcą Barcelony odmieniła fantastyczna gra kolegów i genialne decyzje Jose Mourinho.

Im lepszy jest Ronaldo, tym mniej podkreśla własne zasługi. Tymczasem jego średnia bramek dla Realu jest równie imponująca jak Messiego (46 goli w 48 oficjalnych meczach). Florentino Perez chciał zrobić z Portugalczyka nowy symbol klubu i cel osiągnął. Trzeba jeszcze tylko sięgnąć po tytuły - czyli poradzić sobie z Messim i Barceloną.

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu!

Dowiedz się więcej na temat: Cristiano Ronaldo | Jose Mourinho | Dariusz Wołowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje