Wołowski: Co oznacza porażka Barcelony?

Czy pierwsza porażka Barcelony w Primera Division otwiera Puszkę Pandory, czy jest tylko incydentem po którym wszystko natychmiast wróci do normy? Łatwo uwierzyć, że Xavi, Messi i Iniesta mieli na Vicente Calderon słabszy dzień, ale gra Ibrahimovica i Busquetsa może oznaczać większe kłopoty.

Nie ma drużyny, która by deprymowała Atletico tak jak Real Madryt i nie ma takiej, która by motywowała je bardziej niż Barcelona. Zespół z Vicente Calderon pobił lidera jego własną bronią sprawiając, że bój o tytuł rozgrzewa się do czerwoności. Do 10 kwietnia, czyli terminu Gran Derbi jeszcze daleko, ale wobec dwóch punktów różnicy między najlepszymi zespołami data rewanżu na Santiago Bernabeu nabiera niemal symbolicznego znaczenia.

Reklama

Czy to, co w niedzielny wieczór przytrafiło się na Vicente Calderon niepokonanej dotąd Barcelonie może mieć dalszy ciąg? Czy słabsza gra Messiego, Xaviego i Iniesty to incydent, czy też ofensywnemu trio zaszkodziła nonszalancja Sergio Busquetsa, który nie zabezpieczał pola za ich plecami? Yaya Toure wciąż jest kontuzjowany, do tego doszedł uraz Keity, jedyną zmianą na pozycji defensywnego pomocnika może być ustawienie tam Rafaela Marqueza.

Pep Guardiola z pewnością się na to nie zdecyduje, Busquets to jego "dzieło" - w półtora roku zrobił z debiutanta kadrowicza. Wychowanek "La Masia" ma w swoim kraju notowania przewyższające znacznie jego dokonania i po jednym przegranym meczu, trener z pewnością z niego nie zrezygnuje. Toure wraca już za tydzień, jego pozycja w tym sezonie zdecydowanie jednak osłabła.

Jeszcze pewniejsze miejsce niż Busquets ma u Guardioli Zlatan Ibrahimovic, który od dwóch miesięcy dostojnie człapie po boisku. Nie wybiega do prostopadłych podań, nie potrafi oderwać się od obrońcy, przez co ataki Barcy stają się przewidywalne i statyczne. Można odnieść wrażenie, że jakaś zła wróżka okradła Szweda nawet z niebanalnej techniki, bo trudno przypomnieć sobie, kiedy wygrał indywidualny pojedynek. Nie po to jednak Guardiola zamieniał go na Eto'o z 50-milionową dopłatą, by posadzić na ławce, kiedy nadchodzi rozstrzygająca część sezonu. Zresztą, w jakiej formie może być Krkic, który drugi rok gra tylko epizody?

Na pewno od następnego meczu wzmocni się obrona Barcelony, do gry wrócą Pique, Marquez i Czyhryński, tego pierwszego bardzo brakowało w Madrycie. Na Vicente Calderon okazało się jeszcze raz, że szczególnie bez Daniego Alvesa, ale też Abidala gra skrzydłami mistrza Hiszpanii traci zbyt wiele. Obaj boczni obrońcy wciąż jednak będą się leczyć - pierwszy, co najmniej tydzień, drugi, co najmniej pięć.

Porażka z Atletico to jeszcze nie tragedia, ale z pewnością zespół Quique Sancheza Floresa pokazał innym jak grać z Katalończykami. Jak? Ich własną bronią, czyli wysokim pressingiem, którym gracze Pepa Guardioli spychają do desperackiej obrony kolejnych rywali. W niedzielę sami zostali zepchnięci, nawet taki gracz jak Simao odebrał im piłkę pięć razy. Messi nie odebrał żadnej, a stracił 16 - dwa razy więcej niż normalnie. To samo Xavi, któremu gracze Atletico zabierali futbolówkę aż 14-krotnie na 77 minut gry! Dotąd udawało się to rywalom Katalończyków średnio sześć razy w meczu. Na tym tle nieźle wypada nawet Zlatan ze swoimi ośmioma stratami.

W niedzielny wieczór gracze Realu śledzili hit kolejki z zapartym tchem, a potem świętowali sąsiedzką przysługę kolegów z Calderon. Prasa w Madrycie z satysfakcją donosi, że wyścig o mistrzostwo zaczyna się od nowa. Ich zdaniem Real jest nawet w lepszej sytuacji. Sevilla, Barcelona, Valencia, Atletico, Villarreal - tych wszystkich rywali podejmuje u siebie, gdzie dotąd w 11 meczach zdobył komplet 33 punktów strzelając aż 35 bramek. W całej lidze dorównuje mu tylko Mallorka (10 zwycięstw u siebie) i właśnie z nią Królewscy będą zdawać najtrudniejszy wyjazdowy egzamin.

Przegrywając pierwszy mecz w sezonie Barca zachowała pozycję lidera, ale znalazła się w zasięgu Realu, który na miejsce na szczycie wyczekuje od przegranego starcia na Camp Nou. Dzięki Atletico Królewscy zostali naładowani pozytywną energią potrzebną nie tylko do dalszego pościgu za Barceloną, ale przede wszystkim przełamania bariery 1/8 finału Champions League, gdzie notowali porażki w pięciu ostatnich sezonach. Według dziennika "Marca" do Lyonu zespół Pellegriniego jedzie w euforii. Walka o krajowe mistrzostwo jest prestiżowa, oba hiszpańskie kolosy nie kryją jednak, że ich najwyższym celem jest występ na Santiago Bernabeu, nie 10 kwietnia, ale 22 maja. Barca i Real myślą więc nie o jednym, ale o dwóch Gran Derbi.

POROZMAWIAJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM O PRIMERA DIVISION

***

HISZPANIA: Wyniki, strzelcy bramek i tabela, sprawdź sam!

Przeczytaj felietony Dariusza Wołowskiego w INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: Primera Division | Real | Dariusz Wołowski | porażka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje