Wołowski: Barcelona biła Atletico od niechcenia

Trener Barcelony obawiał się przyjazdu Atletico na Camp Nou, bo, jak mówił, rywal jest ranny. Po 40 minutach był martwy przegrywając 0:4. Skończyło się na 5:2 dla drużyny Pepa Guardioli.

To co działo się w pierwszym hiszpańskim klasyku w tym sezonie, to nie była jednak klasyczna masakra piłą mechaniczną. Barcelona zdobyła gola w 3. min (Ibrahimovic), potem szybko na 2:0 (Messi) i od tej pory grała w zasadzie dość leniwie, przyspieszając co 10 minut, by po raz kolejny pokonać bramkarza Atletico.

Reklama

Do 40. min, do wspaniałej akcji Ibrahimovica z Messim i strzału do pustej bramki Keity, gospodarze utrzymywali częstotliwość zdobywania goli co 600 sekund. W międzyczasie Atletico miało kilka okazji na bramki, bo obrona Barcy z Czyhrynskim i Maxwellem była mało skoncentrowana. W końcu gol padł, zdobył go zięć Maradony - Sergio Aguero, któremu asystował podaniem głową... Sergio Busquets. Defensywny pomocnik Barcy zachował się beznadziejnie główkując na oślep w kierunku własnej bramki, ale też Dmytro Czyhrynski biegł za Argentyńczykiem absolutnie bez przekonania.

Druga połowa była leniwa, w końcówce gola zdobył Forlan. Po stracie piłki w środku boiska, stoperzy Barcy nie zdążyli wrócić ze skrzydeł. W 90. min gospodarze przeprowadzili jednak piękną akcję i Messi zdobył bramkę prawą nogą. I różnica w tabeli między Barcą a Atletico wzrosła do 8 pkt (po trzech meczach).

Gospodarze zrobili masę błędów w defensywie, ale wygrali dość łatwo, biorąc nawet pod uwagę to, że goście nie zagrali słabego meczu. Trzeba jednak znacznie lepszych rywali, by stwierdzić, czy jest to już ta Barca z poprzedniego sezonu.

ZOBACZ TEKST I DYSKUTUJ NA BLOGU DARKA WOŁOWSKIEGO!

CZYTAJ TEŻ:

BARCELONA - ATLETICO 5:2

Dowiedz się więcej na temat: Camp Nou | bramki | Dariusz Wołowski | FC Barcelona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje