Włoszczowska pozwala sobie na więcej

Z rodziną i z sympatią spędzi Boże Narodzenie mistrzyni świata w kolarstwie górskim Maja Włoszczowska. Na święta przygotuje ciasto orzechowo-czekoladowe, wafle, sałatkę i przymierza się do pasztetu.

- Wigilię organizujemy z mamą w Jeleniej Górze. Mieszkamy w jednej kamienicy na dwóch piętrach. W tym roku uda się zgromadzić przy stole większe grono, jedenaście osób, jeśli moja sympatia dojedzie z Wrocławia, a za pośrednictwem skype'a połączymy się z tatą w Wielkiej Brytanii - powiedziała Włoszczowska.

Reklama

Srebrna medalistka olimpijska lubi przed świętami piec ciasto. - Trudno jest je zachować na święta, bo błyskawicznie znika. Uwielbiam je, ale staram się pilnować wagi i pozwalam sobie na więcej tylko w okresie świątecznym. Sernik i jabłecznik zostawiam do przygotowania niezrównanej w tym babci. Nie zapomnę o spaleniu kalorii. Na pewno pobiegam na nartach - dodała.

Włoszczowska czuje się wypoczęta i zrelaksowana po trzytygodniowych wakacjach, które spędziła w listopadzie w Indiach i Nepalu.

- Wróciłam zachwycona. Odpoczęłam psychicznie, bo pod względem fizycznym był to intensywny wyjazd. Obejrzałam zabytki Agry - Tadź Mahal i Czerwony Fort, ale większe wrażenie zrobiło na mnie święte miasto Hindusów - Waranasi, gdzie można było dotknąć prawdziwych Indii. Potem pojechaliśmy do Nepalu. Zorganizowaliśmy trzydniową wyprawę trekingową. W tak krótkim czasie nie zajdzie się daleko, ale wdrapaliśmy się na wysokość 3200 metrów. Oglądałam Annapurnę i Daulaghiri o wschodzie słońca. Niezapomniany widok. Na koniec wakacji skok do Goa, nicnierobienie, wylegiwanie się na plaży - opowiadała.

Na wakacjach Włoszczowska prawie zapomniała o rowerze. - Nie było okazji do pedałowania. Ach, prawda, pożyczyłam rikszę od pewnego sympatycznego Nepalczyka. Indie i Nepal zrobiły na mnie ogromne wrażenie i na pewno kiedyś tam wrócę.

Kończący się rok Włoszczowska ocenia... ambiwalentnie. - To był trudny rok. Pod względem sportowym - najlepszy z dotychczasowych, zostałam mistrzynią świata. Ale z drugiej strony - sukcesy naprawdę dużo mnie kosztowały, ciężko przyszły. Początek sezonu nie był najlepszy. Blisko trzy tygodnie chorowałam, co dla sportowca jest katastrofą. Do tego doszły zawirowania wokół PZKol. (związek ma ogromne kłopoty finansowe - PAP). Wprawdzie nasza grupa znajduje się pod szczególną opieką, ale napięcie dawało się odczuć. W końcu doczekałam się jednak nagrody - złotego medalu mistrzostw świata, który wspaniale smakował - przyznała.

Jakie plany ma Włoszczowska na przyszły sezon? - Chciałabym, by tęczowa koszulka pojawiała się we wszystkich wyścigach na czele. Najważniejsze będą kwalifikacje do Londynu. Mamy spore szanse, by zakwalifikować na igrzyska dwie dziewczyny. Oczywiście celem są też mistrzostwa świata w Champery, gdzie będę bronić tytułu.

A cele pozasportowe? - Czytać, rozwijać się, być może również pod kątem dziennikarskim, nie jeść słodyczy (śmiech), uczyć się języków. Z tym ostatnim jest gorzej. Już rok temu miałam takie postanowienie, ale wszędzie mogę porozumieć się po angielsku i... lenistwo bierze górę.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Maja Włoszczowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama