Wisła - prawdziwy mistrz czy "jednooki wśród ślepców"?

Trzy kolejki przed końcem sezonu piłkarze Wisły zapewnili sobie 13. w historii klubu tytuł mistrza Polski. Radość była ogromna, bo po raz pierwszy - w erze Tele-Foniki - przed rozpoczęciem rozgrywek ekipa "Białej Gwiazdy" nie była stawiana w gronie zdecydowanych faworytów. Nie ma co ukrywać, że zadanie znacznie ułatwiła konkurencja, a w zasadzie jej brak. Jan Tomaszewski nie ma wątpliwości, że mistrzowska Wisła, to "jednooki wśród ślepców".

Po letniej wyprzedaży i pucharowej klęsce z Karabachem wydawało się, że nadszedł kres dominacji Wisły na krajowych boiskach. - Zdecydowaliśmy się na ryzykowny proces budowy drużyny, trzeba było wprowadzić do składu ośmiu nowych zawodników, ale na szczęście się udało - mówił po meczu z Cracovią prezes Bogdan Basałaj, który w lipcu ubiegłego roku objął ponowne rządy przy Reymonta.

Klub był w rozsypce

Reklama

Wracając do Wisły Basałaj chyba nie spodziewał się z jakimi problemami musi się zmierzyć. Po sezonie 2009/10 krakowski klub znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Był wakat na stanowisku prezesa, dyrektora sportowego, szefa działu marketingu, a nadzorujące budowę stadionu władze miasta Krakowa dawały (i dalej dają) popis niekompetencji oraz ignorancji w prowadzeniu tej inwestycji.

Z drużyny odeszli wszyscy obrońcy, w tym dwa filary zespołu Arkadiusz Głowacki i Marcelo. Trener Henryk Kasperczak na letnim zgrupowaniu miał do dyspozycji 13 zawodników. Przypomnienie tych faktów jest o tyle istotne, aby uzmysłowić sobie z jakiego poziomu Wisła zaczynała sezon.

Kluczowe dla klubu decyzje zapadły pod koniec sierpnia. Basałaj zatrudnił na stanowisku dyrektora sportowego Stana Valckxa, a ten ściągnął trenera Roberta Maaskanta. Holenderski duet miał dać drużynie nową jakość. Początek ich pracy w Krakowie był jednak kiepski. Valckx zaliczył dwie transferowe wpadki ściągając Nourdina Boukhariego i Serge Branco, a Maaskant długo nie mógł nadać drużynie odpowiedniej jakości.

- Kiedy tutaj przyjechałem nie było wiary w tytuł - wspominał po spotkaniu z Cracovią holenderski szkoleniowiec.

Zimowa rewolucja

Postępy były, ale wolne. Pewnie dlatego zimą zdecydowaną się na kolejną rewolucję w składzie sprzedając braci Brożków i nie przedłużając kontraktu z bramkarzem Mariuszem Pawełkiem. Tym razem Valckx już udowodnił, dlaczego kiedyś z powodzeniem pełnił podobną funkcję w PSV Eindhoven. Ściągnął pięciu nowych piłkarzy (Maor Melikson, Siergiej Pareiko, Cwetan Genkow, Kew Jaliens i Michaił Siwakow), którzy (zwłaszcza trzej pierwsi) dali drużynie nową jakość.

Powszechnie uważa się, że zimowe transfery do Wisły przeprowadzone zostały w sposób modelowy (wnikliwy scouting, obserwacje w meczach na żywo), ale tak było tylko w dwóch przypadkach - Meliksona i Genkowa.

Pozyskanie Pareiki to spora zasługa...Tomasza Frankowskiego, a więc napastnika konkurencyjnej Jagiellonii. - Zadzwonił do mnie kolega z Hiszpanii, że jest bramkarz, który szuka klubu - powiedział INTERIA.PL. "Franek". - Jagiellonia nie była nim zainteresowana z dwóch powodów, bo pozycja Grześka Sandomierskiego była niepodważalna, poza tym klub nie byłby w stanie spełnić jego wymagań finansowych. Skontaktowałem się więc z drugim trenerem Wisły Kaziem Moskalem i poinformowałem go o tej ofercie. Tam pogłębili temat i tak trafił on do Wisły. Czy żałowałem? Trochę tak, gdy obronił mi karnego.

Co to za mistrz?

Nie ma co ukrywać, że zadanie Wiśle znacznie ułatwiła konkurencja, a w zasadzie jej brak. Jan Tomaszewski nie ma wątpliwości, że mistrzowska Wisła, to "jednooki wśród ślepców". - Tego mistrzostwa nikt tak naprawdę nie chciał zdobyć - twierdzi. - W tym sezonie nie było wyrównania poziomu, ale zjazd w dół. No bo co to za liga, w której nie brylują takie kluby, jak Legia czy Lech?

Tomasz Frankowski nie chce aż tak drastycznie stawiać sprawy. - Jaka jest siła obecnej Wisły okaże się latem. Może Maaskant wprowadzi ten zespół do Ligi Mistrzów? Na pewno jednak zmniejszył się dystans między ścisłą czołówką, a środkiem tabeli.

Pytany czym Wisła przewyższała jego Jagiellonię odparł bez wahania - regularnością. - Od 20. kolejki, poza dwoma wpadkami z Górnikiem i ze Śląskiem, konsekwentnie gromadziła punkty. Poza tym strzelanie bramek było tam rozłożone na sześciu, siedmiu zawodników, nie tak jak u nas. Ja mam 11 goli, a następny w kolejce chyba 3. W Wiśle na początku rundy grę ciągnęli Małecki i Kirm, potem Genkow czy Melikson.

Nie zmarnować czasu

Maaskant zrealizował swój pierwszy sportowy cel, jaki postawiono mu w Wiśle - odzyskał mistrzowski tytuł. Teraz jego zadaniem będzie wprowadzenie zespołu do Ligi Mistrzów.

- Skoro na Wisłę chodzi teraz dwa razy więcej kibiców niż wcześniej, to pewnie znajdą się środki, aby wzmocnić zespół - uważa Frankowski. - Gdyby to dotyczyło Jagiellonii to potrafiłbym wskazać, na jakich pozycjach należy wzmocnić zespół. Na pewno przydałby się konkurent dla Genkowa w ataku i ktoś w defensywie.

- Teraz się cieszymy, od jutra dalej pracujemy - deklarował po meczu z Cracovią prezes Basałaj. To bardzo ważne, bo Wisła nie może powtórzyć błędu z poprzedniego sezonu, który przytrafił się także Lechowi Poznań i już na pierwszym zgrupowaniu trener Maaskant musi mieć gotową kadrę. Jeśli nie dostanie on czasu na przygotowanie i zgranie zespołu, to pucharowa przygoda zakończy się jak ostatnio - kompromitacją.

Zobacz radość wiślaków po wywalczeniu mistrzostwa:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje