Wild Oats XI zwycięzcą regat Sydney-Hobart

Australijski jacht "Wild Oats XI" Boba Oatleya, dowodzony przez Marka Richardsa, został oficjalnie ogłoszony zwycięzcą 66. żeglarskiego wyścigu Sydney-Hobart. Protest złożony na załogę 30-metrowej jednostki został odrzucony przez międzynarodowe jury regat.

W proteście zakwestionowany został sposób przekazania meldunku o minięciu jednego z punktów kontrolnych, przylądka Green na południowym wschodzie Australii. Kapitan powiadomił organizatorów telefonem komórkowym, natomiast instrukcja żeglugi obligatoryjnie stanowi, że należy uczynić to przez radio. Sposób meldowania pozycji jachtu ma bowiem istotne znaczenie dla służb ratunkowych.

Reklama

Okazało się jednak, że przyczyną podania pozycji przez telefon, a nie przez radio UKF, była awaria tego urządzenia na pokładzie. Zgodnie z procedurą, załoga została wezwana do przerwania wyścigu, gdyż łódź bez sprawnego radia nie może brać udziału w regatach. Jacht skierował się do najbliższego portu, ale 20 minut później żeglarze zdołali naprawić radio. Problemy z łącznością występowały jeszcze do samej mety.

"Wild Oats XI", rekordzista trasy od 2005 roku (1 dzień, 18 godzin, 40 minut i 10 sekund), tym razem pokonał 628 mil w linii prostej w 2 dni, 7 godzin, 37 minut i 20 sekund, z przeciętną prędkością nieco powyżej 11 węzłów.

Na szóstym miejscu wyścig do Hobart ukończył pierwszy jacht spoza Australii - brytyjski 72-stopowy "Ran" Niklasa Zennstroma, dowodzony przez Tima Powella. Jego załoga również musiała wziąć udział w rozpatrywaniu protestu - dokładnie z tego samego powodu, dla którego przed stolik komisji sędziowskiej wezwani zostali przedstawiciele "Wild Oats XI".

W klasyku Sydney-Hobart prowadzonych jest kilka klasyfikacji, ale najważniejsze są dwie - według kolejności mijania mety oraz z zastosowaniem przelicznika IRC Handicap uwzględniającego parametry jachtów. A w tej o zwycięstwo walczą trzy jachty australijskie: "Local Hero", "Victoire" oraz "Secret Men's Business 3.5".

Tradycyjnie w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia z Sydney wystartowało na arcytrudną trasę 87 jachtów, m.in. z Australii, Nowej Zelandii, Francji, Rosji, Wielkiej Brytanii, Włoch i USA. Wczesnym popołudniem drugiego dnia regat nad flotę nadciągnął bardzo silny wiatr, którego prędkość dochodziła do 50 węzłów.

Kilka jachtów walczących o zwycięstwo musiało się wycofać, m.in. "Youzoo" Ludde Ingvalla, "Shamrock" Tony'ego Donnellana oraz "Brindabella" Jima Cooneya, która triumfowała w 1997 roku. W sumie z powodu uszkodzeń osprzętu lub urazów wśród załóg, od momentu startu wycofało się 19 łodzi. Tegoroczna edycja klasyka jest więc wyjątkowo trudna, zwłaszcza że przez niemal całą trasę jachty żeglują pod silny wiatr.

Po raz pierwszy regaty rozegrano w 1945 roku. Ich pomysłodawca, oficer Royal Navy John Illingworth chciał, by wielka impreza żeglarska pomogła otrząsnąć się Australijczykom z koszmaru wojennego, a zarazem stanowiła początek tworzenia nowoczesnego jachtingu. Przez wiele lat wyścigi na Morzu Tasmana były najważniejszymi regatami Southern Cross Cup.

Kiedy w 1975 roku amerykański jacht "Kialoa" Johna Killroya ustanowił wspaniały rekord trasy, rozpoczęła się batalia o jego poprawienie. Australijczycy z wygranej uczynili sprawę narodową. Rekord został pobity dopiero w 1996 roku, ale dokonał tego niemiecki Maxi ILC Morning Glory, dowodzony przez Hasso Platnera.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: jacht | sydney hobart

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje