Wielka gra po nudnym meczu, czyli kto krzywdzi Real Madryt?

Po zwycięstwie nad Sevillą 1-0 Jose Mourinho pokazał listę 13 błędów arbitra, które skrzywdziły jego drużynę. W rewanżu prezes gości Jose Maria del Nido oskarżył "królewski" klub o perfidną akcję wywierania presji na sędziów.

"Gdybym był kibicem, nie dałbym za obejrzenie tego meczu nawet jednego euro, jeśli zobaczyłbym go w telewizji przełączyłbym się na inny kanał wybierając nawet ligę wietnamską" - czy zgadniecie, kto w taki sposób mógł ocenić 90 minut zmagań w hicie ligi hiszpańskiej Real Madryt - Sevilla (1-0)? Oczywiście Jose Mourinho. Trener "Królewskich" kibicem nie jest, więc tak naprawdę, w ten wyszukany sposób chciał pogratulować swoim graczom cudu, którego dokonali. "Wygrali mecz właściwie nie do wygrania" - ocenił.

Spalone, których nie było i karne, które powinny być podyktowane

Reklama

Trenerowi Realu chodziło nie tylko o braki kadrowe (Marcelo, Xabi Alonso, Higuain), a także o pracę arbitra, który notorycznie krzywdził drużynę gospodarzy. W 64. min w starciu z Alvaro Negredo drugą żółtą kartkę dostał Ricardo Carvalho, mimo to grając w dziesiątkę Real wygrał - Angel di Maria zdobył zwycięską bramkę na 13 minut przed końcem.

Na konferencji prasowej po meczu Mourinho wyjął listę 13 grubych błędów Closa Gomeza, wśród nich niepodyktowany rzut karny dla Realu po ataku Escude na Granero i trzy nieistniejące spalone, które skutkowałyby sytuacjami sam na sam. Na tym show trenera Realu się jednak nie skończył. Jose zaatakował działaczy klubu, z Jorge Valdano na czele, że nie biorą w obronę drużyny. Portugalczyk ma żal, bo zawsze musi robić to sam, co kończy się dla niego dyskwalifikacjami. Mourinho publicznie poprosił o spotkanie z Florentino Perezem dodając, iż jest zmęczony walką w pojedynkę.

Siły, które sprzyjają Barcelonie?

Portugalczyk zasugerował też, że istnieją w hiszpańskiej piłce siły, które sprzyjając Barcelonie chciały, by liga została rozstrzygnięta przed zakończeniem 2010 roku. Tym tropem poszedł również redaktor naczelny dziennika "Marca", który na swoim blogu mówił nawet o trzech niepodyktowanych jedenastkach dla "Królewskich". Przyznał, że Barcelona gra niewiarygodnie, mimo wszystko widzi takich, którzy utrudniają pogoń Realowi. "Jeśli istnieją w naszej piłce ludzie zabiegający o to, by emocje w walce o tytuł umarły jeszcze przed końcem roku, obeszli się oni smakiem" - skwitował Eduardo Inda.

Zdaniem prezesa Sevilli ta cała akcja Realu przeciw arbitrowi była zaplanowana z góry. Jose Maria del Nido uważa, iż "królewski" klub ma opracowaną strategię wywierania presji na arbitrach przyjeżdżających na Santiago Bernabeu. Poza Mourinho i działaczami bierze w nich udział ośmiu piłkarzy: czterech na boisku i czterech na ławce rezerwowych (zawsze ci sami), którzy dają sędziemu do zrozumienia jak bardzo krzywdzi gospodarzy.

Awantura przy ławce

Jak widać "dogrywka", która odbyła się po 90 minutach nudnego meczu zrekompensowała wszystkim brak emocji na boisku. Już w przerwie asystent Mourinho, Silvino Louro tak popchnął delegata Realu Agustina Herrerina, że ten wylądował na ziemi. Louro pokłócił się z Gonzalo Hurtado - asystentem trenera Sevilli Gregorio Manzano, a Herrerin chciał go uspokoić.

Jest jeszcze jeden człowiek, który na długo zapamięta wczorajszy wieczór. Przed tygodniem Alvaro Negredo zaatakował "Królewskich" za to, jak traktują swoich wychowanków (w tym także jego). Na Santiago Bernabeu miał wymarzoną okazję, by utrzeć nosa swoim wychowawcom, ale zmarnował ją wzorcowo. W ten sposób potwierdził, że Real miał jednak rację sprzedając go do Sevilli za 15 mln euro.

Efekt tego wszystkiego jest taki, że Real wygrał kolejną ważną bitwę - i choć nie jest u szczytu formy, nie pozwala, by Barcelona zniknęła mu z oczu.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: Jose Mourinho | Wielka gra | Real Madryt | FC Sevilla

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje