Widzew liczy na sprawiedliwy werdykt

W środę 2 kwietnia Związkowy Trybunał Piłkarski będzie rozpatrywał odwołania Widzewa Łódź i Zagłębia Lubin od kar nałożonych przez Wydział Dyscypliny PZPN za udział obu klubów w aferze korupcyjnej.

O godz. 14 rozpocznie się postępowanie w sprawie Widzewa a dwie godziny później - Zagłębia. Przewodniczący ZTP Krzysztof Malinowski poinformował, że decyzja trybunału w sprawie obu klubów zostanie ogłoszona po godz. 18.

Reklama

Na posiedzenie zostali zaproszeni przedstawiciele obu klubów. Do Warszawy wybiera się cały zarząd Widzewa i dwóch prawników, którzy będą reprezentowali klub. "Liczymy na sprawiedliwy i satysfakcjonujący nas werdykt" - powiedział wiceprezes Widzewa Grzegorz Bakalarczyk.

Jego zdaniem klub nie powinien ponosić odpowiedzialności za działania osób, które brały udział w procesie korupcyjnym. "Trzeba walczyć z korupcją, jednak największe sankcje powinny dotykać faktycznych sprawców. W tej chwili jeździmy tłumaczyć się z tego, co działo się przed naszym przyjściem do Widzewa i o czym nie mieliśmy pojęcia. Przejmując klub skrupulatnie sprawdziliśmy jego finanse. Przedstawiono nam też dokumenty licencyjne z trzech kolejnych sezonów, na podstawie których Widzew otrzymywał od PZPN licencję na grę w lidze. Co jeszcze mogliśmy zrobić? Nie było żadnych informacji i sygnałów, że Widzew może być zamieszany w aferę korupcyjną. Teraz musimy tłumaczyć się tak, jakbyśmy to my byli sprawcami korupcji" - powiedział Bakalarczyk.

Przyznał, że gdyby w momencie przejmowania Widzewa obecne władze miały wiedzę o zamieszaniu klubu w aferę korupcyjną, to nie zdecydowałyby się na tę inwestycję. "Nie znam człowieka, który chciałby wyłożyć swoje pieniądze na przedsięwzięcie, w którym musiałby ponosić konsekwencje nie swoich działań" - dodał.

Bakalarczyk uważa, że trzeba wprowadzić takie regulacje dyscyplinarne, które chroniłyby inwestorów przychodzących do klubów z zewnątrz. "Nie może być tak, że po zainwestowaniu milionów złotych w klub nowy właściciel dowiaduje się np., że pięć, dziesięć czy piętnaście lat temu w tym klubie pracował człowiek, który jest zamieszany w jakąś aferę i z tego powodu klub zostaje zdegradowany i ponosi ogromne konsekwencje finansowe. Surowo trzeba ukarać tego człowieka, a nie klub. W przeciwnym wypadku inwestorzy nie będą chcieli angażować się w polską piłkę" - dodał.

Poinformował też, że w Widzewie wprowadzono surowe kary dla osób, którym udowodniono by udział w procesie korupcyjnym. "Odpowiednie zapisy są w kontraktach zawodników, którzy podpisywali też oświadczenia, że nie brali udziału i nie mieli żadnej wiedzy o procesach korupcyjnych. Podobne oświadczenia podpisywali również pracownicy klubu. Jeżeli któraś z osób zatrudnionych obecnie w Widzewie będzie zamieszana w korupcję, to zapłaci karę w wysokości miliona złotych" - powiedział Bakalarczyk.

W oparciu o dokumenty przekazane przez wrocławską prokuraturę prowadzącą śledztwo w sprawie korupcji w polskim futbolu w styczniu członkowie WD PZPN podjęli decyzję o degradacji Widzewa o jedną klasę rozgrywkową. Na klub nałożono dodatkową karę sześciu ujemnych punktów na starcie nowego sezonu oraz grzywnę w wysokości 35 tys. złotych.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Sprawiedliwy wśród Narodów Świata | PZPN | klub | Widzew

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama