Wesley Sneijder: Historia geniusza niedocenionego

Zaskakujące, jak krótka jest pamięć jajogłowych ekspertów piłkarskiej centrali! Gran Derbi w pięknym stylu wygrane przez Barcelonę skutecznie wymazały z pamięci kapituły wyścigu o Złotą Piłkę świadomość istnienia zawodnika, który w roku 2010 był równie znakomity jak piłkarze Barcy. Bo chociaż Wesley Sneijder gra w piłkę mniej widowiskowo niż Messi, Xavi i Iniesta, to bez wątpienia nie gra w nią gorzej.

Kliknij i wygraj bilet na finał Ligi Mistrzów! To ostatnia okazja!

Reklama

Tutaj głosowaliśmy na najlepszego piłkarza 2010 roku! Kliknij i sprawdź wyniki!

- Kiedy masz ojca-byłego piłkarza, a twój starszy brat całe dnie spędza na boisku, to kwestią czasu pozostaje, kiedy sam będziesz kopał piłkę - mówił kilka lat temu w wywiadzie Wesley Sneijder. Jeden z najlepszych obecnie piłkarzy świata miał siedem lat, kiedy razem z bratem, Jeffreyem poszli na trening trampkarzy Ajaksu Amsterdam. - Chociaż pochodziliśmy z Utrechtu, nasz ojciec ani przez moment nie miał wątpliwości, gdzie powinniśmy grać. Ajax to był oczywisty wybór - opowiadał Wesley.

Kiedy Sneijder przyszedł na trening Ajaksu, jego starszy brat już od dwóch lat kopał piłkę w słynnej szkółce klubu ze stolicy Holandii. Kolegami Jeffreya byli Maarten Stekelenburg, po latach bramkarz reprezentacji "Oranje", która zdobyła srebro na mundialu w RPA i pomocnik tego zespołu, Rafael van der Vaart. Chociaż konkurencja do miejsca w składzie już wtedy była ogromna, Wesley potrzebował tylko jednego treningu, by trenerzy zdecydowali się włączyć go do drużyny.

- Pobyt w szkółce Ajaksu to coś wyjątkowego. Trenerzy nie tylko uczyli nas świetnie grać w piłkę, ale przede wszystkim byli dobrymi wychowawcami - opowiadał Sneijder. Taka laurka wystawiona szkoleniowcom akademii piłkarskiej to cenna rzecz, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że Sneijder nie był potulnym nastolatkiem. Chociaż skalą talentu przewyższał wszystkich kolegów, bardzo trudno było zapanować nad jego wybuchowym charakterem. Od najmłodszych lat miał tendencje do boiskowych wybryków i kolejni trenerzy nie potrafili przemówić mu do rozsądku.

Szczypał rywali i kopał po kostkach

- W dosłownie każdym meczu pyskował do sędziego i zarabiał żółte kartki. Na dodatek prowokował przeciwników - szczypał ich i kopał po kostkach, kiedy sędzia akurat odwracał wzrok. Trudno było nad nim zapanować i pewnego dnia wspólnie z trenerami zaczęliśmy się zastanawiać, co zrobić, by okiełznać Wesleya. Wiedzieliśmy, że nie zmienimy jego osobowości, zresztą nie chcieliśmy tego robić. Postanowiliśmy więc przekuć jego wady w zalety - mówił Danny Blind, który był koordynatorem akademii piłkarskiej Ajaksu w czasach, gdy Sneijder po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę trenera pierwszego zespołu.

Wkrótce Wesley zamiast z zapamiętaniem kopać rywali po kostkach, zaczął seryjnie zdobywać bramki. Zostawał po treningach ćwiczyć rzuty wolne i w krótkim czasie stał się prawdziwym ekspertem od wykonywania stałych fragmentów gry. Kwestią czasu stał się także jego debiut w pierwszym zespole Ajaksu.

Szansa pojawiła się, gdy w końcówce roku 2002 amsterdamski zespół nawiedziła prawdziwa plaga kontuzji. Znowu Blind: - Pewnego razu do mojego gabinetu przyszedł Ronald Koeman, który wówczas był trenerem Ajaksu. Powiedział, że potrzebuje kilku zawodników z mojej drużyny - między innymi pomocnika. Poleciłem mu Wesleya, bo w tamtym okresie był zdecydowanie najlepszym piłkarzem akademii. Poza tym wiedziałem, że nie przestraszy się wyzwania, miał mocny charakter.

Błysk geniuszu dostrzegli w Madrycie

Sneijder zadebiutował w Eredivisie 2 lutego 2003 roku i szybko stał się kluczowym zawodnikiem w talii Koemana. W Amsterdamie zachwycał w sumie przez cztery lata, a jego wielki talent dostrzegli szybko giganci piłkarskiego świata.

Tak Sneijder podbijał Europę. Najpiękniejsze bramki dla Ajaksu:

Chociaż do wyścigu o podpis Wesleya na kontrakcie stanęły w lecie 2007 roku takie tuzy jak Manchester United, czy AC Milan, najbardziej konkretny okazał się wielki Real Madryt. Sternikiem "Królewskich" był wówczas Ramon Calderon, który władzę w Realu objął po szalonym Florentino Perezie. Nowy prezydent nie chciał, aby do stolicy Hiszpanii w dalszym ciągu migrowali jedynie najwięksi gwiazdorzy światowej piłki i zapragnął definitywnie skończyć z pomysłem "galaktycznej" drużyny, któremu hołdował Perez. Zamiast tego Calderon zaproponował, by trener Bernd Schuster zbudował zespół z najbardziej utalentowanych młodych piłkarzy.

Wkrótce madryccy skauci skierowali swój wzrok na Amsterdam, a ich uwagę przykuł fenomenalny rozgrywający. Po kilku tygodniach pod Amsterdam Areną zaparkowała limuzyna z delegacją z Madrytu. Tym razem jednak do Holandii nie przyjechali skauci, ale komitet transferowy Realu. Działacze "Królewskich" wyłożyli na stół 27 mln euro i wskazali Sneijderowi miejsce, w którym ma podpisać się pod kontraktem. 23-letni wówczas piłkarz nie zastanawiał się ani chwili i parafował umowę. Następnego dnia był już w Madrycie.

Sen, który szybko się skończył

- Życie w sercu Hiszpanii jest jak sen, to coś wspaniałego - wspominał Sneijder. - Jednak kiedy jesteś piłkarzem Realu, to 24 godziny na dobę musisz być przygotowany na to, że reporterzy dosłownie wejdą ci do domu. Trzeba być niezwykle mocnym psychicznie, aby poradzić sobie z tą szaloną presją i zainteresowaniem mediów - mówił.

Pierwsze dni i miesiące w białej koszulce Realu były jednak dla Wesleya znakomite. Sneijder już po swoim debiutanckim występie zaskarbił sobie sympatię kibiców, strzelając zwycięskiego gola w meczu derbowym z Atletico Madryt. W kolejnym spotkaniu dwa razy posłał piłkę do siatki Villarrealu, a fanom zapadła w pamięć zwłaszcza cudowna bramka z rzutu wolnego. Sneijder nie zwolnił tempa już do końca sezonu, a dzięki jego znakomitej grze Real zdobył ostatnie jak do tej pory Mistrzostwo Hiszpanii.

Sneijder w Madrycie. Obejrzyj jego gole:

Po latach obfitujących w sukcesy, w końcówce roku 2008 dla holenderskiego geniusza przestało na krótko świecić słońce. Wesley doznał kontuzji więzadeł krzyżowych i przez ponad trzy miesiące zamiast na murawie spędzał czas na operacyjnych stołach. Po powrocie na boisko Sneijder nie zdołał wrócić do wysokiej formy, a Juande Ramos, który zastąpił Bernda Schustera nie chciał opierać zespołu na holenderskim pomocniku.

Sms-y od... The Special One

- Nie potrzebowałem wiele czasu, by wyczuć, że w Madrycie nikt już mnie nie potrzebuje - opowiadał w swoim stylu Sneijder. - Nie wyobrażałem sobie, by zostać w Realu ekskluzywnym zapchajdziurą, jak Raul. Wolałem odejść do innej drużyny i być ważnym zawodnikiem. Na Madrycie świat się nie kończy - dodał.

Tymczasem we Włoszech był ktoś, kto tylko czekał na taką deklarację ze strony krnąbrnego geniusza. Jose Mourinho, trener Interu Mediolan, narzekania Sneijdera potraktował jak sygnał do ataku i wkrótce po tym, jak Holender wylał swoje żale na łamach hiszpańskich gazet... wysłał mu kilkanaście sms-ów, w których przekonywał Wesleya do przejścia do Interu.

Sneijder długo zastanawiał się nad tym, czy Włochy będą odpowiednim miejscem, by kontynuować karierę. - W Interze ty i Samuel (Eto'o, również sprowadzony przez Mourinho do Interu) odżyjecie. Chcę wygrać z wami Scudetto i Ligę Mistrzów - pisał do Sneijdera Mourinho. Słynny portugalski trener okazał się na tyle przekonujący, że po kilku tygodniach Wesley nie miał już żadnych wątpliwości - podpisał kontrakt z mediolańskim klubem.

Gotowy umrzeć za Mourinho

Pod skrzydłami Mourinho Sneijder nareszcie mógł wziąć oddech pełną piersią. Błyskawicznie zrozumiał taktyczne zawiłości "calcio" i do spółki z Samuelem Eto'o i Diego Milito stworzył w ofensywie prawdziwą maszynkę do strzelania goli. Przepowiednia Mourinho wkrótce zaczęła się spełniać - Inter prowadził w Serie A, żelazną dyscypliną taktyczną zamęczał także kolejnych rywali w Lidze Mistrzów. Dla Sneijdera nie było w sezonie 2009/10 rzeczy niemożliwych. Strzelał cudowne bramki z rzutów wolnych, bombardował z zapamiętaniem bramkarzy rywali potężnymi pociskami wystrzeliwanymi z niebotycznych odległości, fantazyjnie rozgrywał piłkę. W najtrudniejszych momentach był na boisku adiutantem Mourinho równie ważnym, jak "Il Capitano" - Javier Zanetti.

Powtarzane przez portugalskiego szkoleniowca Interu jak zaklęcie słowa o mistrzostwie Włoch i zwycięstwie w Lidze Mistrzów stały się rzeczywistością w maju 2010 roku. "Nerazzurri" pokonali w finale Bayern Monachium, a Sneijder zaliczył asystę przy pierwszej bramce Milito. - Wygraliśmy, bo każdy z nas był perfekcyjnie przygotowany przez trenera. Kiedy jestem na boisku, mogę nawet umrzeć za Mourinho, byle tylko odnieść zwycięstwo - mówił po historycznym sukcesie Sneijder.

Wielkie chwile przeżywał Wesley także w finałach mistrzostw świata w RPA. Holandia grała wspaniale eliminując kolejno Słowację, Brazylię i Urugwaj, a receptę na znakomicie zorganizowany zespół "Oranje" znalazła dopiero Hiszpania w meczu finałowym. Po końcowym gwizdku Howarda Webba Wesley długo nie mógł się pogodzić z porażką i boiskowy wojownik po raz pierwszy w karierze po klęsce zalał się łzami. Sneijder na mundialu był największą gwiazdą Holandii, prezentował się wybornie i strzelił aż pięć bramek, zdobywając ex aequo koronę króla strzelców turnieju.

Wesley Sneijder: Rok 2010 w pigułce

Pamięć dobra, lecz krótka

Kiedy w październiku opublikowano listę zawodników nominowanych do Złotej Piłki FIFA za rok 2010, wydawało się, że zwycięzcą zostanie ktoś z grona Sneijder, Leo Messi, Andres Iniesta i Diego Forlan. Eksperci FIFA i France Football mieli jednak inne zdanie. Sneijdera zabrakło nawet w finałowej trójce graczy ubiegających się o tytuł najlepszego w mijającym roku. Zamiast niego znaleźli się w niej Messi, Iniesta i Xavi, czyli trójka piłkarzy Barcelony.

Zaskakujące, jak krótka jest pamięć jajogłowych ekspertów piłkarskiej centrali. Listopadowe Gran Derbi w pięknym stylu wygrane przez Barcelonę skutecznie wymazały z pamięci kapituły prestiżowego wyścigu o Złotą Piłkę świadomość istnienia zawodnika, który w roku 2010 był równie znakomity jak piłkarze wspaniałego zespołu Pepa Guardioli.

Bo chociaż Sneijder gra w piłkę mniej widowiskowo niż niesamowici graczy Barcelony, to bez wątpienia nie gra w nią gorzej. W 2010 pokazał, że piłkarscy geniusze nie upodobali sobie wyłącznie Katalonii, ale i inne zakątki Europy. I choćby za to należało mu się miejsce w gronie absolutnie najlepszych.

Czytaj inne teksty Bartka i dyskutuj z nim na blogu!

Dowiedz się więcej na temat: Samuel Eto'o | Gran Derbi | Jose Mourinho

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje