Wenta: Ktoś czuwał nad nami

Polscy piłkarze ręczni zapewnili sobie awans do półfinału mistrzostw świata w Chorwacji po dramatycznym zwycięstwie nad Norwegią (31:30). Decydującą bramkę zdobył na kilka sekund przed końcem Artur Siódmiak.

"Gdy Norwegowie prowadzili w końcówce widziałem, że u niektórych naszych zawodników na ławce już pojawiały się łzy w oczach" - powiedział na pomeczowej konferencji prasowej trener biało-czerwonych Bogdan Wenta.

Reklama

Do historii polskiego sportu przejdą chyba słowa polskiego trenera, kiedy o czas na 15 sekund przed końcem meczu poprosił szkoleniowiec Norwegów. "Spokojnie panowie. Do końca 15 sekund. Mamy dużo czasu. Oni wycofają bramkarza. Odbieramy im piłkę i rzucamy do pustej bramki" - mówił Wenta swoim podopiecznym. Jego słowa sprawdziły się na boisku i w polskim obozie zapanował szał radości!

"Dopisało nam trochę szczęście i dokonaliśmy czegoś, co wydawało się nieprawdopodobne. Dziś zwycięstwo należało się Norwegii. Zdarzył się cud. Widocznie ktoś na górze czuwał nad nami i pozwolił wygrać" - podsumował uradowany Bogdan Wenta, który po raz drugi doprowadził biało-czerwonych do najlepszej czwórki mistrzostw świata.

Szkoleniowiec biało-czerwonych dodał, że polska federacja powinna zagwarantować Arturowi Siódmiakowi dożywotnią pensję.

ZPRP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Artur Siódmiak | biało

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama