W Hiszpanii szok po śmierci Daniela Jarque

Piłkarze czołowych klubów hiszpańskich są zszokowani śmiercią kapitana Espanyolu Barcelona Daniela Jarque, który zmarł, prawdopodobnie na zawał serca, w sobotę w hotelu w Bolonii, gdzie drużyna przygotowywała się do towarzyskiego meczu z Bologną. Miał 26 lat.

Zawodnicy planują wystąpienie z żądaniem, aby w klubach częściej przeprowadzano kompleksowe badania kardiologiczne, które wykryją ewentualne początki choroby wieńcowej.

Reklama

Jarque został znaleziony nieprzytomny w swoim pokoju i natychmiast przewieziony do szpitala. Pierwsza pomoc z użyciem defibrylatora podjęta przez lekarza klubowego, a następnie sanitariuszy pogotowia, nie powiodła się.

Ustalono, że w chwili, gdy doszło do tragedii, Jarque rozmawiał przez telefon ze swoją dziewczyną i nagle zamilkł. To ona powiadomiła działaczy zespołu, że coś złego stało się z piłkarzem. Sparing z Bologną został odwołany, a drużyna wróciła do Barcelony. Na razie nie są znane wyniki autopsji piłkarza przeprowadzonej w poniedziałek we Włoszech.

"Problemy zdrowotne ma wielu piłkarzy, ale wielu z nas je lekceważy. Trzeba zrobić wszystko co możliwe, abyśmy byli pod dokładniejszą kontrolą lekarską. Tylko wtedy będzie można zapobiec kolejnym tragediom" - uważa reprezentant Hiszpanii i zawodnik Liverpoolu Albert Riera.

Zatrzymanie akcji serca było w ostatnich latach przyczyną zgonu kilku innych piłkarzy. W 2003 roku w trakcie meczu Pucharu Konfederacji zmarł kameruński pomocnik Marc-Vivien Foe (28 lat). Przed dwoma laty 22-letni Antonio Puerta z FC Sevilla zasłabł na boisku i zmarł trzy dni później w szpitalu. Również w 2007 roku serce 35-letni Phila O'Donnella z Motherwell zatrzymało się w czasie gry.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Daniel | zmarły | szok

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje