Urbaś przeciwko bojkotowi

Dla reżysera najważniejsza w życiu jest ceremonia wręczania Oscarów, sportowiec trenuje, by wystartować na igrzyskach, dlatego też decyzja, którą podjął Spielberg była dla niego łatwiejsza niż dla zawodników bojkot.

My nie jesteśmy obiektywni w tej sprawie - powiedział 32-letni rekordzista Polski na 200 m Marcin Urbaś.

Reklama

Amerykański reżyser Steven Spielberg zrezygnował w lutym z funkcji doradcy do spraw artystycznych pekińskich igrzysk na znak protestu przeciwko wydarzeniom w sudańskim Darfurze. Urbaś natomiast jest przeciwnikiem bojkotowania igrzysk w stolicy Chin.

Najszybszy Europejczyk w hali w tym sezonie na 200 m oczywiście nie popiera jednak tego, co obecnie dzieje się w Chinach.

- Nie mieszajmy polityki ze sportem. To dwie oddzielne sprawy. Nie zapominajmy, że to nie dzieje się od dzisiaj, tylko trzeba było się nad tym zastanowić siedem lat temu, gdy Pekin został wybrany na organizatora igrzysk - zaznacza sprinter.

Urbaś zadowolony jest z tego, że Polski Komitet Olimpijski nie będzie stawiał żadnych ograniczeń dla sportowców jeśli chodzi o wolność wypowiadania się.

- Cieszę się, że prezes Nurowski nie będzie od nas wymagał podpisania żadnej klauzuli milczenia. Oczywiście jeśli pojadę na igrzyska, to przede wszystkim by startować na zawodach i nie będę niczego manifestował, ale jeśli zostanę zapytany o zdanie na pewno je wyrażę. Na tym przecież polega wolność słowa - powiedział zawodnik AZS AWF Poznań podczas rozmowy z PAP.

Pięciokrotny mistrz Polski na 200 m uważa, że zawody w Pekinie będą niesamowitym zdarzeniem dla wszystkich - sportowców, kibiców i działaczy.

- Miałem okazję startować i być na ceremonii zamknięcia Uniwersjady w Pekinie w 2001 roku i to przeszło moje największe wyobrażenia. Brałem udział w dwóch igrzyskach, w 2000 roku w Sydney i w 2004 w Atenach, ale czegoś takiego nie przeżyłem. Jestem przekonany o tym, że Chińczycy wymyślą coś niesamowitego - prorokuje halowy mistrz Europy na 200 m z 2002 roku w Wiedniu.

Pobyt w stolicy Chin przed siedmioma laty lekkoatleta wspomina bardzo dobrze.

- Mieszkaliśmy w czymś takim jak wioska olimpijska, odcięci od rzeczywistości, ale mieliśmy możliwość zwiedzania. Byliśmy również w niebezpiecznych rejonach, ale nigdy nam się nic nie stało, nigdy nas nikt nie zaczepił, nie widzieliśmy również żadnych zamieszek - opowiada wielokrotny reprezentant Polski.

Urbaś, który został uznany drugim lekkoatletą lutego w Europie w plebiscycie EAA twierdzi, że powietrze w czasie igrzysk na pewno ulegnie polepszeniu.

- Smog jest problemem, ale siedem lat temu dwa tygodnie przed Uniwersjadą wyłączone zostały wszystkie dymiące fabryki w Pekinie i w jego okolicach. Mieszkańcy pierwszy raz od trzech lat zobaczyli czyste słońce - wspominał specjalista biegu na 200 m.

Po bardzo udanym sezonie halowym wydaje się, że Urbaś przeżywa swoją drugą młodość na bieżni.

- Liczę na wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej. Po problemach ze zdrowiem wreszcie wszystko zmierza w dobrym kierunku. Czuję radość z biegania i chęć do dalszych treningów. Znowu się nakręciłem. Finał olimpijski w sztafecie 4x100 m jest jak najbardziej realny, a może uda się sprawić niespodziankę? - zastanawia się sprinter.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: spielberg

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama