Trener Piotrcovii szykuje rywalkom niespodziankę

- Do spotkań z SPR-em przygotowujemy się spokojnie, dziewczyny są zmobilizowane i z pełną wiarą podchodzą do tego, co nas czeka. Od wtorku pracujemy już nad pewnymi sprawami, którymi chcemy zaskoczyć SPR - powiedział trener Piotrcovii, Roman Jezierski, przed kolejnymi meczami finału play-off ekstraklasy piłkarek ręcznych.

- Jednak większych niespodzianek ze strony jednego czy drugiego zespołu raczej nie będzie. Tutaj decydujące znaczenie odegra sfera mentalna - dodał szkoleniowiec.

Reklama

- Długi weekend dla sportowców i trenerów nie istnieje - tym razem jednak jest to okres szczególnie gorący.

- Zgadza się. Sport faktycznie taki już jest, że jak inni odpoczywają, to my pracujemy, bo najczęściej w weekendy dajemy ludziom rozrywkę. Tak się składa, że w sobotę i - w co wierzę - także w niedzielę, przyjdzie nam grać bardzo ważne mecze.

- Jak samopoczucie przed tymi decydującymi meczami?

- Przygotowujemy się do nich spokojnie, dziewczyny są zmobilizowane i z pełną wiarą podchodzą do tego, co nas czeka. Od wtorku pracujemy już nad pewnymi sprawami, którymi chcemy zaskoczyć SPR. Jednak większych niespodzianek ze strony jednego czy drugiego zespołu raczej nie będzie. Tutaj decydujące znaczenie odegra sfera mentalna.

- Piotrcovia przegrywa jednak w finale 0:2, to mało komfortowy wynik.

- Faktycznie, teraz bliżej złota jest SPR. My jednak przez wiele minut pierwszego i drugiego meczu pokazaliśmy, że potrafimy grać. Tydzień temu w lepszej dyspozycji zdecydowanie były lublinianki, miały atut własnej hali i dopingującej publiczności. Teraz my gramy u siebie i to daje nam pewną przewagę.

- W drugim meczu w Lublinie mimo sporej już straty Piotrcovia doszła SPR na remis. A była szansa nawet na prowadzenie.

- Przez 15 minut odrobiliśmy stratę ośmiu bramek, bo taka w pewnym momencie różnica dzieliła oba zespoły. Ta pogoń na pewno kosztowała dziewczyny trochę zdrowia. Do tego dochodzą jeszcze - niewykorzystana stuprocentowa sytuacja, kiedy to mogliśmy wyjść na prowadzenie jedną bramką, następnie przestrzelony rzut karny - kto wie, czy to nie podcięło dziewczynom skrzydeł. Wtedy mogła wkraść się odrobina braku wiary, że jednak może się nie udać.

- Gra w defensywie i pozycja kołowej - mogły przyprawić Pana o ból głowy po pierwszych meczach.

- Jeśli chodzi o porównanie zawodniczek - Eli Kopertowskiej i Iriny Artsiomenki z Moniką Marzec i Ewą Damięcką, to na pewno wypadliśmy zdecydowanie słabiej. Jednak na tej pozycji nie jest najważniejsze zdobywane bramki, ich głównym zadaniem jest gra pod zespół. Nie ulega wątpliwości, że to było nasze słabe ogniwo, dwójka wspomnianych zawodniczek z Lublina rzuciła nam jeszcze sporo bramek. Świadczy to o naszej słabej grze obronnej. Mam nadzieję, że w sobotę zagramy już lepiej, a wtedy rozegramy również mecz w niedzielę, w co mocno wierzę.

MICHAŁ BRAUN

Dowiedz się więcej na temat: dziewczyny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje