Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

- Nie będziemy kalkulować, ile możemy przegrać, ale musimy wygrać niedzielne spotkanie za wszelką cenę - oświadczył przed wyjazdem do St. Petersburga na ostatni mecz grupy C Ligi Mistrzów drugi trener piłkarzy ręcznych Orlenu Wisły Płock Krzysztof Kisiel.

Zdjęcie

Piotr Chrapkowski (rzuca) z Orlenu Wisły Płock/fot. Marcin Bednarski /PAP/EPA
Piotr Chrapkowski (rzuca) z Orlenu Wisły Płock/fot. Marcin Bednarski
/PAP/EPA
Spotkanie z St. Petersburg HC 26 lutego zadecyduje o tym, która z tych drużyn zajmie czwarte miejsce w grupie - ostatnie premiowane awansem do 1/8 finału.

Ponieważ u siebie mistrzowie Polski wygrali 30-26 i mają na koncie dwa punkty więcej od Rosjan, więc aby grać dalej mogą sobie pozwolić nawet na porażkę, ale nie większą niż trzybramkowa, bądź czterobramkowa przy strzelonych co najmniej 26 golach.

Reklama

Do Petersburga drużyna Wisły pojedzie w swoim najsilniejszym składzie. W Płocku pozostaną tylko: kontuzjowany Arkadiusz Miszka, Grzegorz Gomółka i Joakim Baeckstroem. Ten ostatni jest przygotowany do gry, trenuje z pełnymi obciążeniami, ale zgłosił swoją gotowość zbyt późno, by można mu było załatwić rosyjską wizę.

Krzysztof Kisiel zapewnia, że nastroje w drużynie są dobre, a zawodnicy już zapomnieli o porażce w przedostatniej kolejce Ligi Mistrzów z Metalurgiem Skopje, która udaremniła możliwość walki o trzecie miejsce w tabeli grupy C.

- Jesteśmy skoncentrowali i zmobilizowani, także świadomi, że to będzie zupełnie inny mecz niż ten z Macedończykami. Planujemy pewne zmiany, ale o szczegółach na razie nie chcę mówić - zaznaczył.

Piłkarze Wisły przed ostatnią kolejką Ligi Mistrzów mówili przede wszystkim o odbudowaniu pewności siebie po meczu sprzed tygodnia z Metalurgiem Skopje, przegranym w Płocku 20-24.

- Po tym spotkaniu byliśmy przybici, bo co tu dużo mówić, wierzyliśmy w zwycięstwo. Jeśli nie stracimy wiary we własne umiejętności, to jest ogromna nadzieja, że zdobędziemy dwa punkty. Ale łatwo na pewno nie będzie - ocenił kołowy Wisły Zbigniew Kwiatkowski.

Kibice płockiej drużyny wierzą, że uda się ponownie wygrać z rosyjską ekipą. Do Petersburga jedzie ich spora grupa, a wśród nich prezydent miasta Płocka Andrzej Nowakowski.

- Wierzymy, że mecz z Metalurgiem to był tylko wypadek przy pracy. W Płocku Wisłę dopingowało 5 tys. kibiców, nie możemy zostawić piłkarzy bez wsparcia w Petersburgu. Mamy nadzieję, że po zakończeniu ostatniego spotkania w fazie grupowej będziemy świętować zwycięstwo Wisły i awans do następnej rundy Ligi Mistrzów. Płoccy piłkarze potrafią grać, wierzymy, że wykorzystają swoje umiejętności. Przecież taka okazja może się już nie powtórzyć. Jestem pewien, że oni mają świadomość, że trzymają za nich kciuki nie tylko kibice w hali w Petersburgu, także tysiące widzów przed telewizorami. Jestem przekonany, że na boisku zostawią zdrowie, siły i energię. Udowodnili, że można rywali pokonać, w Płocku wygrali, mogą to też zrobić na wyjeździe - powiedział Nowakowski.

Płocki zespół wyjeżdża w piątek wieczorem do Warszawy, by w sobotę wylecieć do Petersburga. Na miejscu powinni zameldować się około godz. 16.00. Mecz rozpocznie się w niedzielę o godz. 15.00 czasu lokalnego. - Oznacza to, że sędziowie rozpoczną pojedynek o godz. 12.00 czasu polskiego. My nie jesteśmy przyzwyczajeni do grania o tej porze. Przed wieloma laty tak zaczynały się mecze, ale ustaliliśmy, że dla nas to będzie godz. 15.00 - powiedział Kisiel. Mecz pokaże Polsat Sport Extra.

INTERIA.PL/PAP