Trener Lecha w szoku, dostał obuchem w głowę

Po meczu z Zagłębiem Lubin trener Lecha Poznań Jacek Zieliński sprawiał wrażenie człowieka, który wie co się stało, ale nie wie, jak do tego mogło dojść. Po jednej trzeciej sezonu mistrzowie Polski tracą do lidera z Białegostoku już 14 punktów!

- Trudno coś sensownego powiedzieć, człowiek czuje się jakby obuchem w głowę dostał. Przegraliśmy bardzo ważny mecz, którego nie mieliśmy prawa przegrać. To się jednak wydarzyło - mówił Zieliński. Trener Lecha od dłuższego czasu mówi jednak, że razem ze swoimi asystentami szuka przyczyn tak słabej formy swojej drużyny. I nadal tej odpowiedzi nie może znaleźć. Tymczasem rywale w ligowej tabeli wciąż uciekają, a Lech zamiast myśleć o gonieniu lidera, musi oglądać się na strefę spadkową. Nad przedostatnim Śląskiem Wrocław ma już tylko dwa punkty przewagi. Swojej jedyne dwa zwycięstwa poznaniacy odnieśli właśnie nad drużynami z tejże strefy spadkowej - Śląskiem i Cracovią.- Pierwsza połowa nie zapowiadała tego, co się później stanie. W drugiej było już gorzej. Sami sobie nawarzyliśmy tego piwa i sami musimy sobie poradzić - lakonicznie tłumaczył Zieliński.

Reklama

Szkoleniowiec Lecha żalił się na sytuację kadrową swojej drużyny. Dziś nie zagrali: kontuzjowani Grzegorz Wojtkowiak i Artur Wichniarek, pauzujący za żółte kartki Manuel Arboleda oraz Tomasz Bandrowski. Sytuacja tego ostatniego jest ciekawa, bo opiekujący się piłkarzami Lecha doktor Tomasz Piontek z kliniki Rehasport zapewniał, że Bandrowski może już grać. - Lekarze tak mówili, ale to trzeba pytać jeszcze Bandrowskiego. Powiedział mi wczoraj, że nie czuje się jeszcze na tyle sprawny by grać. A nie chce osłabiać drużyny - opowiadał Zieliński. Miejsce Bandrowskiego zajął młody Kamil Drygas, zamiast Arboledy i Wojtkowiaka w obronie grali Djurdjević i Kikut. - Dzisiaj widać było, jakie mamy możliwości kadrowe. Pod nieobecność Bandrowskiego i Arboledy ta gra w defensywie nie wyglądała tak jak powinna. Tyle że sytuacji kadrowej nie zmienimy, w Manchesterze zagra może jeszcze tylko Arboleda. Musimy więc zmienić coś w głowach piłkarzy - zapowiedział Zieliński.

Już w czwartek lechitów czeka wyjątkowo ciężka przeprawa - zagrają na City of Manchester Stadium. A Manchester City, jeśli w niedzielę choćby zremisuje na wyjeździe z Blackpool, będzie wiceliderem Premiership z niewielką stratą do Chelsea. Lech większych szans na nie ma, a bardziej ambitna gra znów wiele może go kosztować. Bo wątpliwe, aby poznaniacy zregenerowali się przed spotkaniem w Zabrzu z Górnikiem, które jest zaplanowane trzy dni później. Lech nie będzie jednak kalkulować. - Podejście nie ma znaczenia, i tak będziemy musieli tam wiele sił zostawić. Pojedziemy zagrać jak najlepszy mecz w naszym wykonaniu. Zdajemy sobie sprawę, że aby przywieźć dobry wynik, to trzeba zagrać życiówkę, wznieść się na wyżyny. Nie będziemy jednak myśleć, ile ten mecz będzie nas kosztował. O Zabrzu pomyślimy po powrocie z Anglii - mówi Zieliński. Kibice Lecha dobitnie jednak pokazali, co myślą o postawie piłkarzy. Ich zdaniem gracze Lecha starają się pokazać z jak najlepszej strony w pucharach, a spotkań ligowych nie traktują zbyt ambicjonalnie. - Ja się z tym stwierdzeniem kibiców nie zgodzę. Też się zastanawiam, co się dzieje w lidze, ale recepty jeszcze nie udało się znaleźć - powiedział Zieliński.

Dowiedz się więcej na temat: mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje