Trener Dolcanu nie deklaruje walki o ekstraklasę

- Nie spodziewałem się, że moja drużyna zajdzie tak daleko. Zaczęli dzwonić do mnie dziennikarze z całej Polski, ale nie namówicie mnie na żadne deklaracje. Stąpamy mocno po ziemi i walczymy o jak najwyższą pozycję w tabeli. Do ekstraklasy nam jeszcze daleko - mówi Marcin Sasal, trener Dolcanu z podwarszawskich Ząbęk. Jego drużyna po rundzie jesiennej zajmuje czwarte miejsce w tabeli Unibet 1. ligi.

Zaczął pan pracę z drużyną z Ząbek w styczniu 2008 roku. Czy wtedy uwierzyłby pan, że po niespełna dwóch latach Dolcan będzie zajmował 4. miejsce w tabeli I ligi?

Reklama

Marcin Sasal: - Nie, bo nawet nasz cel był wtedy inny. Graliśmy w trzeciej lidze i planowaliśmy się w niej utrzymać, czyli po reorganizacji grać w nowej II lidze. Pamiętam, że mieliśmy sporą stratę do Ruchu Wysokie Mazowieckie, dlatego nikt nie spodziewał się tego, że awansujemy z pierwszego miejsca.

Jak wiele zmienił w pana życiu awans do pierwszej ligi? Jak poradził sobie pan ze wzrostem zainteresowania ze strony mediów?

- Wcześniej moja praca faktycznie nie była medialna, ale to nieistotne, bo ja od zawsze byłem osobą komunikatywną. Nie boję się mówić o pewnych rzeczach głośno i dosadnie. Zresztą, pracowałem jako dyrektor szkoły, a do tego zajęcia wspomniane cechy są potrzebne. Poza tym kontraktów z mediami łatwo można się nauczyć. A co do zmian: większe zainteresowanie ze strony mediów pojawiło już po awansie ze starej trzeciej do nowej pierwszej ligi. Oczywiście teraz jest ono jeszcze większe. Wcześniej interesowała się moim zespołem jedynie prasa lokalna, a teraz dzwonią do mnie dziennikarze z całej Polski. Wszystko się pozmieniało, ale ja wielkiej różnicy nie czuję. Tyle, że zadają mi trudniejsze pytania i czasem trzeba ważyć słowa.

Sprawy mogą posunąć się jeszcze dalej. Dziś mówi się nawet, że Dolcan ma szansę na grę w ekstraklasie.

- Chciałbym przypomnieć, że już awansem do pierwszej ligi sprawiliśmy, przede wszystkim sobie, sporo kłopotów. Nie mogliśmy korzystać z własnego obiekcie, musieliśmy jeździć prawie 70 kilometrów do Nowego Dworu Mazowieckiego, a tam graliśmy poniżej oczekiwań. Myślę nawet, że gdybyśmy wtedy w końcu nie wrócili na własny stadion, spadlibyśmy do drugiej ligi. Co do grze w ekstraklasie: staram się tonować nastroje, które udzielają się czasem także zawodnikom. Myślę bowiem, że nadal jest widoczna przepaść między nami, a drużynami z ekstraklasy. Oczywiście jeśli zespoły, które walczą o miejsca premiowane awansem, znowu będą trwonić punkty, tak jak w minionej rundzie, to stworzy się szansa na awans. Wtedy będzie trzeba ją po prostu wykorzystać. Nasz problem polega jednak na tym, że nie mamy stadionu przystosowanego do wymogów ekstraklasy i w przypadku awansu znowu musielibyśmy zacząć załatwiać wszystko na wariackich papierach. Ja i piłkarze oczywiście o tym nie myślimy. Chcemy po prostu zakończyć sezon na jak najwyższym miejscu w tabeli. Cel minimum to miejsce w pierwszej szóstce

Czy faktycznie trzeba studzić zapędy piłkarzy? Zawodnicy z Ząbek poczuli się zbyt pewnie?

- To, że wszyscy powinniśmy ostudzić sobie głowy, stwierdziłem po meczach ze Stalą Stalowa Wola i ŁKS-em. Dobrze wiedzieliśmy, jak podejść do tych spotkań, jednak założeń przedmeczowych nie wypełniliśmy. Wcześniej czegoś takiego nie było. Jednak zauważmy, że trzykrotnie mieliśmy szansę wskoczenia na drugie miejsce tabeli, ale ani razu nam się nie udało. To pokazuje, że przed nami jeszcze wiele pracy. Zapewniam jednak, że stąpamy mocno po ziemi, a ja nie dam się podkusić, by zadeklarować, że awansujemy do ekstraklasy. Zawodnicy, jak sądzę, też nie. Rozmawiałem z nimi o tym.

Może Dolcan po prostu nie poradziłby sobie w ekstraklasie? Którzy z pana podopiecznych prezentują "ekstraklasowy" poziom?

- Nie da się tak po prostu odpowiedzieć na to pytanie. Czy wtedy, gdy ja trenowałem w niższych ligach, ktoś mówił, że swoim warsztatem prezentuję poziom pierwszoligowy? Wtedy prezesi klubów 1. ligi nie wiedzieli, że istnieje taki ktoś jak Marcin Sasal. Tak samo było z zawodnikami Dolcanu, który dopiero teraz nie są anonimowi. Z drugiej strony: być może gdybym sprowadził do Ząbek dobrego zawodnika z ekstraklasy, okazałoby się, że on do Dolcanu nie pasuje i będzie musiał siedzieć na ławce rezerwowych. To złożona sprawa.

Czy w Dolcanie szykują się jakieś zmiany personalne?

- Tak, ale nie umiem powiedzieć, ile ich będzie. Na pewno nie będą one radykalne. Moim zdaniem dwóch albo trzech zawodników co rundę trzeba wymienić w kadrze zespołu, by zwiększyć rywalizację. Co prawda w zeszłą zimę zmian było jeszcze więcej, ale wtedy dopiero budowaliśmy drużynę. Konkrety? W ciągu dwóch tygodni spotkam się z zarządem, podsumujemy rundę i zastanowimy się nad tym, co będzie dalej. Jeśli jacyś moi zawodnicy otrzymają propozycję gry w ekstraklasie, ja za nogi trzymał ich nie będę. Zresztą, razem z prezesem obiecaliśmy zawodnikom, że będziemy się starali ich wypromować.

Jakie plany ma Dolcan na okres przygotowawczy?

- Załatwiliśmy już wszystkie formalności związane z wyjazdem na dwa obozy. Pierwszy w Kołobrzegu, a drugi w Dzierżoniowie Jeszcze nie stać nas na to, by wyjeżdżać za granicę. Plan sparingowy też jest już w zasadzie dopięty, bo zespoły z niższych klas rozgrywkowych bardzo chcą z nami grać. Mamy jednak jeszcze kilka wolnych terminów i będziemy szukać silnego przeciwnika. Zagramy na pewno z Widzewem. Planujemy także na tydzień przed inauguracją rundy wiosennej zmierzyć się z ŁKS-em. Rozegramy w sumie około ośmiu sparingów.

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: ziemie | zawodnicy | Marcin Sasal

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje