"Toninho" wciąż wierzy w siebie

"Dobrze jest poczuć, po tak słabym występie w sobotnim Grand Prix, że wciąż mogę być dobrym jeźdźcem" - podsumował swój występ w niedzielnym spotkaniu w barwach Włókniarza Częstochowa Antonio Lindback na łamach swojego serwisu internetowego.

Czarnoskóry Szwed zapisał na swoim koncie 5 punktów, a najwięcej radości sprawiły mu zwycięstwo w pierwszym biegu nad Hansem Andersenem i porażka w drugim tylko z Jasonem Crumpem. Niestety dorobku w dalszej części spotkania nie zdołał już powiększyć.

Reklama

Pięć "oczek" to z pozoru niewiele, jak na zdobycz w polskiej Ekstralidze. Dla Lindbacka była to jednak osłoda po sobotnim występie na torze we Wrocławiu. W drugiej odsłonie tegorocznego cyklu Grand Prix szwedzki żużlowiec nie zdołał ani razu minąć linii mety na punktowanej pozycji. Tym samym zajął w turnieju ostatnie miejsce.

Porażka była tym dotkliwsza, że dwa tygodnie wcześniej we włoskim Lonigo Antonio radził sobie niewiele lepiej. Jego dorobek stanowiły wówczas 3 punkty, a za plecami pozostali tylko Rune Holta i reprezentant miejscowych Mattia Carpanese. Jeżeli Lindback nie zdoła poprawić swojej skuteczności, to nie ma co liczyć w tym roku na powtórzenie wyniku z poprzedniego sezonu. A przypomnijmy, że Szwed do ostatniego turnieju walczył wtedy z Jarosławem Hampelem o miejsce premiowane pozostaniem w cyklu. Ostatecznie dopiero druga z polskich odsłon zadecydowała o tym, że "Mały" z wynikiem 91 punktów uplasował się na IX pozycji, a Lindback z 89 "oczkami" został sklasyfikowany o jedno miejsce niżej.

Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: szwed | Grand Prix

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje