Tomaszewski: Kazik to był nasz generał

Kazimierz Deyna jest dla mnie najwybitniejszym polskim piłkarzem, z którym miałem przyjemność i nieprzyjemność grać - twierdzi bramkarz Jan Tomaszewski. - O ile Pan Kazimierz Górski był dla nas papieżem futbolu, bo wierzyliśmy mu bezgranicznie, to Kazik dowodził nami na boisku, jak prawdziwy generał.

Ja, jako bramkarz, wiem to najlepiej, bo jako jedyny ogarniałem wzrokiem całe boisko. Nieraz sobie myślałem: niech on przerzuci tę piłkę na skrzydło, i po chwili Kazik posyłał podanie "na nos" do Gadochy czy Laty. Do perfekcji doprowadził umiejętność podawania wewnętrzną częścią nogi, to czym później zachwycał David Beckham. "Kaka" był piłkarskim geniuszem. Gdyby jego inteligencję boiskową przełożyć na jakąś naukową dyscyplinę, to byłoby o kolekcjonerem tytułów doktora honoris causa.

Reklama

A dlaczego wcześniej wspominałem, że miałem z nim nieprzyjemność razem grać i trenować? Byłem niezłej klasy bramkarzem, ale podczas treningów strzeleckich "Kaka" doprowadzał mnie do wściekłości. Na dziesięć strzałów strzelał jedenaście bramek, bo zawsze zdołał mi założyć jakąś "siatkę". On obnażał moją bramkarską wartość. Często miałem dość i zmieniałem grupę ćwiczących, aby nie bronić jego strzałów.

Dlaczego Deyna nie był powszechnie uwielbiany w całym kraju? Miał pecha, bo grał w Legii, która nie była klubem, za którym przepadano. Gdyby był piłkarzem Górnika Zabrze, to kochałby go cały kraj. A tak doszło do nieprzyjemnej sytuacji, gdy przed meczem z Portugalią został wygwizdany na Stadionie Śląskim. Ludzie chcieli, aby w kadrze grał Bronisław Bula z Ruchu. Był to naprawdę świetny zawodnik, ale rozgrywający w kadrze mógł być tylko jeden.

Nie mogłem pogodzić się też z tym, że zrobiono z niego kozła ofiarnego, po przegranym meczu z Argentyną na mistrzostwach świata w 1978 roku, bo nie wykorzystał rzutu karnego. To było niesprawiedliwe. Po tym meczu pierwszy do niego podszedłem i pogratulowałem mu, bo był to jego setny mecz w kadrze. On nie wykorzystał karnego, a ja zawaliłem pierwszego gola, którego strzelił Mario Kempes. Ten mecz przegrała cała drużyna. Nie zawsze można wygrywać.

Szkoda, że jego reprezentacyjna kariera zakończyła się w taki sposób. Uważam też, że Kazik popełnił ogromny błąd przechodząc do Manchesteru City. Brytyjski styl gry zupełnie mu nie odpowiadał. Gdy grałem w Beerschot dzwonili do mnie z różnych klubów belgijskich i francuskich i szukali kontaktu z Deyną. W tych ligach byłby on prawdziwą gwiazdą.

Czy Kazik był moim dobrym kolegą? Nie. Pod tym względem był to typowy "samotny biały żagiel". Poza boiskiem rzadko spędzał z nami czas, nie był liderem grupy. Rzadko się odzywał. Jego przywódczy geniusz objawiał się tylko na boisko. Słyszałem, że pod koniec życia miał problemy z alkoholem. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że gdy grał w Polsce, to nie pił. Uwielbiał natomiast kobiety. To mu jednak nie przeszkadzało w grze.

Jak można teraz uczcić jego pamięć Deyny? Zwracam się z ogromnym apelem do władz Legii, aby swój nowy, piękny stadion nazwano imieniem Kazimierza Deyny. Jego nazwisko jest znane na całym świecie. To byłby wielki honor dla Legii.

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz Deyna | bramkarz | Kazimierz | generał

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje