Tomasz Gollob i jego długa, kręta droga na światowy szczyt

Niesamowite, że dwadzieścia lat był w światowej czołówce, a tytuł wywalczył dopiero w wieku 39 lat. Tomasz Gollob w drodze po mistrzostwo porywał tłumy fanów, ale też potykał się i upadał. Zawsze jednak wstawał i dzięki żelaznej psychice dojechał na szczyt, choć droga była długa i kręta.

Gollob to typ sportowca, który ma predyspozycje, by odnosić sukcesy w wielu dyscyplinach. Zaczynał od piłki, wpatrzony w swojego idola i krajana Zbigniewa Bońka. Dobrze radzi sobie nawet grając w hokeja. Jednak jego prawdziwą pasją są motocykle. Zanim postawił na żużel, startował w zawodach motocrossowych i wyścigach motocyklowych.

Skuteczny biznes rodzinny i jego wrogowie

Reklama

Sukcesy przyszły bardzo szybko nie tylko dlatego, że Tomasz ma wielki talent, ten szósty zmysł, dzięki któremu potrafi przewidzieć sytuację o ułamki sekund szybciej niż rywale i wybrać optymalny tor jazdy. Za sukcesami stał jego ojciec. Władysław Gollob sprzedał swój warsztat samochodowy, aby zainwestować w karierę swoich synów. Dokładnie zaprogramował, a potem znakomicie prowadził karierę Tomka i starszego z braci - Jacka.

Profesjonalny "klan Gollobów" wykraczał poza rzeczywistość minionego systemu. To musiało budzić zazdrość, ale z drugiej strony sami Gollobowie nie dawali się lubić. "Papa" Gollob był bezkompromisowy w sądach i więcej niż szorstki w ich wygłaszaniu. Przez konfliktowy charakter zrażał ludzi nie tylko do siebie, ale i do synów. "Klan" mocno trzymał się razem i izolował. Do tego dochodziła ostra jazda na torze.

Tomek nie odpuszczał. Błyskawicznie rozwijał się, ale jeździł brawurowo, upadał i podcinał rywali. To przysparzało mu wrogów nie tylko na naszych torach.

Pierwszy raz o mistrzostwo świata Tomasz walczył w 1993 roku. O losach tytułu decydowały wtedy jeszcze tylko jedne zawody. Gollob w pięciu biegach zdobył osiem punktów i zajął siódme miejsce. W 1995 roku jednodniowe finały zastąpił cykl Grand Prix. Wygrał wtedy inauguracyjny turniej we Wrocławiu. Jeździł odważnie i agresywnie. Rywale zaczęli się go bać.

Samosąd Australijczyka, a Polak staje się bad boyem

Podczas GP Wielkiej Brytanii w walce na torze potrącił Craiga Boyce'a. Australijczyk upadł, szybko się pozbierał, podszedł do Golloba i bez słowa jednym ciosem znokautował Polaka, tak że ten spadł z motoru.

Zobacz, jak Boyce zaatakował Tomasza Golloba:

Boyce nie był jedynym w stawce, który chciał wyrżnąć Golloba w twarz za jego szaleńczą jazdą. Na karę finansową, którą dostał krewki Australijczyk złożyli się solidarni z nim pozostali zawodnicy.

Do Golloba przylgnęła łatka "bad boya". Na długo, bo najwyraźniej wcale mu nie przeszkadzała. Sam przyznaje, że nakręca go stres. Im większy, tym lepiej jeździ. Czy sam potrzebował wrogów, aby go mobilizowali, czy też w poczuciu lojalności wobec "klanu", pakował się w kolejne kłopoty. W 2004 roku podczas meczu ligowego w Tarnowie Tomasz Bajerski przeszarżował i wpadł w Jacka Golloba. Tomasz wyskoczył na tor i na oczach tysięcy widzów pięściami wymierzył sprawiedliwość. Podobno poprawił jeszcze w parku maszyn. Skończyło się w sądzie.

Konkurenci docenili jego klasę

Konfliktów, przepychanek i wrogów było więcej, ale w ostatnich latach Gollob zmienił się. Już nie patrzy na rywali spod łba. Uśmiechnie się, zagada, poklepie po plecach. Na początku kariery musiał radzić sobie z wrogością rywali, teraz w Terenzano jako jeden z pierwszych pogratulował mu ustępujący mistrz świata Jason Crump. Australijczyk zdjął swój plastron z numerem 1, flamastrem napisał na nim nazwisko nowego mistrza i z namaszczeniem wręczył Gollobowi.

Nawet znany z brawurowej jazdy Nicki Pedersen, z którym Gollob wielokrotnie miał na pieńku, komplementował Polaka: "Tomasz jest jak stare wino, które z latami staje się coraz lepsze".

Gollob zdobył mistrzostwo w wielkim stylu - wygrał cztery z dziesięciu tegorocznych eliminacji, tylko w trzech zabrakło go na podium. Jednak Pedersen już trzykrotnie był mistrzem świata, a Ivan Mauger i Tony Rickardsson mają na koncie po sześć tytułów. To niesamowite, że Gollob przez kilkanaście lat był faworytem, zajmował miejsca w czołówce, a tytuł zdobył dopiero teraz, w wieku 39 lat.

Wstrząśnienie mózgu w walce o Złoty Kask

W 1997 i 1998 roku zdobywał brąz. Rok później, przed finałowym turniejem prowadził w klasyfikacji generalnej. Po drodze chciał jeszcze wygrać finał Złotego Kasku. Zamiast zwycięstwa był karambol. Wyleciał za bandę i uderzył w słupek. Do szpitala trafił z wstrząsem mózgu, a lekarze musieli amputować mu koniuszek palca. Na finał GP do Vojens jednak pojechał. Poharatany nie był w stanie obronić przewagi - został wicemistrzem.

W kolejnych sezonach mistrzostwo było już coraz dalej, a w 2003 roku przyszedł kryzys. Dziś przyznaje, że zastanawiał się wtedy, czy nie rzucić wszystkiego w diabły. Impuls do ciężkiej pracy dała mu zmiana klubu. Po piętnastu latach "klan Gollobów" opuścił bydgoską Polonię. Tomasz odzyskał motywację w Tarnowie. Razem z Tonym Rickardssonem poprowadził "Jaskółki" do dwóch tytułów mistrza Polski.

Indywidualista Gollob znakomicie sprawdzał się w roli lidera zespołu. Wziął pod swoje skrzydła młodego Marcina Rempałę i stworzył z nim parę, która często przywoziła dublety.

Kolejna zmiana klubu też wyszła mu na dobre. Po pierwszych sukcesach w Grand Prix, Gollob zaczynał mieć coraz większe problemy przez sztuczne tory, których przybywało w cyklu. Gdy poszedł do Stali Gorzów potrzebował czasu, aby oswoić się z trudnym tamtejszym obiektem, ale właśnie te doświadczenia były bezcenne w walce o mistrzostwo świata. W 2007 roku zakończył Grand Prix na 4. miejscu. Z żelazną konsekwencją co rok poprawiał się o jedną lokatę, a więc koleją rzeczy po wicemistrzostwie w minionym sezonie, w tym powinien wygrać. I wygrał!

Żona: Tomek przyłożył mi pistolet do głowy

Nie przeszkodził mu nawet rodzinny dramat. Żona Brygida publicznie oskarżyła go o wyłudzenie kredytu, sfałszowanie jej podpisu, a także psychicznie i fizyczne znęcanie się nad nią. Gollob odpiera zarzuty, także ten, jakoby przystawił żonie do głowy pistolet. W prasie pojawiła się wypowiedź jego córki, że nienawidzi ojca za to, co zrobił matce. Przed finiszem walki o mistrzostwo Gollob zapowiedział, że przez lata startów nauczył się rozdzielać sprawy rodzinne od walki na torze i problemy nie odbiją się na jego dyspozycji. Potwierdził to na torze.

Ma niesamowicie mocną psychikę. Życie nie szczędziło mu razów, ale zawsze potrafił się pozbierać. Jak wtedy, gdy trafił do szpitala ze wstrząsem mózgu po katastrofie lotniczej awionetki pilotowanej przez ojca.

Długo wspinał się na szczyt, ale kolejne twarde lądowania nie zniechęciły go do dalszej walki. Cel był jasny. Co powiedział fanom, gdy w końcu go osiągnął? - Przepraszam, że aż dwadzieścia lat musieliście czekać na moje mistrzostwo...

Największe sukcesy Tomasza Golloba:

Medale indywidualnych mistrzostw świata (7):

złoty - 2010

srebrne - 1999, 2009

brązowe - 1997, 1998, 2001, 2008

Zwycięstwa w turniejach Grand Prix (20):

1995 - Wrocław

1997 - Linkoeping

1998 - Bydgoszcz

1999 - Praga, Wrocław

2001 - Berlin

2002 - Bydgoszcz

2003 - Bydgoszcz

2004 - Bydgoszcz

2005 - Bydgoszcz

2007 - Bydgoszcz

2008 - Krsko, Kopenhaga, Bydgoszcz

2009 - Malilla, Terenzano

2010 - Praga, Toruń, Vojens, Terenzano

Medale drużynowych mistrzostw świata i Drużynowego Pucharu Świata (9):

złote - 1996, 2005 (DPŚ), 2007 (DPŚ), 2009 (DPŚ), 2010 (DPŚ)

srebrne - 1994, 1997, 2001 (DPŚ), 2008 (DPŚ)

Tytuły indywidualnego mistrza Polski (8):

1992, 1993, 1994, 1995, 2001, 2002, 2006, 2009

Dowiedz się więcej na temat: Klan | w drodze | Grand Prix | szczyt | gollob | Tomasz Gollob

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama