Szymański nie zawodzi Lozano

"Dostałem od Raula drugą szansę i myślę, że w miarę ją wykorzystałem" - przyznał Grzegorz Szymański, jeden z bohaterów zwycięskiego thrilleru z Francją na początek zmagań w finałowym turnieju Ligi Światowej rozgrywanym w katowickim Spodku.

"Za każdym razem jeśli będę miał taką okazję będę się starał grać na maksa, zresztą po to jest się w reprezentacji. Raul mi zaufał i na razie chyba go nie zawiodłem" - podkreślił Szymański, który podobnie jak w pamiętnym meczu z Rosją na MŚ w Japonii udanie zastąpił na parkiecie Mariusza Wlazłego.

Reklama

"Oni byli nastawieni na ataki Mariusza, który łapie wysoko i bije mocno po kierunkach, natomiast ja gdzieś tam wciskałem, obijałem te ręce i oni się po prostu nie spodziewali" - barwnie opisał receptę na pokonanie Franuzów atakujący PZU AZS Olsztyn.

Szymański, mimo protestów polskich kibiców, nie miał zastrzeżeń do wyboru MVP spotkania, którym został najskuteczniejszy w ekipie "Trójkolorowych" Antoine Rouzier.

"Jest to współmierne, wiadomo, ten który najwięcej haruje i tyra dostaje najlepszego zawodnika, a nie ten, który wejdzie w trzecim secie i "smyrnie" się parę razy i od razu kreuje się go bohaterem" - stwierdził jasno Grzegorz Szymański.

"To nie był wielki styl, a ja robiłem co mogłem. Nie chcę tutaj prorokować na następne mecze, na pewno będą bardzo ciężkie. Nie wiadomo co z Mariuszem, będę ja grał, a na pewno nie jestem na tyle skuteczny jak Mariusz, który "ciągnie" grę w reprezentacji", natomiast ja tylko gdzieś tam "podciągam", także spokojnie" - dodał na koniec bohater meczu z Francją.

Rafał Dybiński, Katowice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje