Szok w Rosji po klęsce Isinbajewej

Sport jeszcze raz dowiódł, że jest nieprzewidywalny; nie można dzielić medali przed zawodami - tak radio Echo Moskwy skomentowało sensacyjne wyniki konkursu skoku o tyczce kobiet w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w lekkiej w Berlinie.

Klęskę dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej i dwukrotnej mistrzyni świata Jeleny Isinbajewej rozgłośnia określiła jako "smutną wiadomość".

Reklama

Żadna z rosyjskich stacji telewizyjnych nie prowadziła w poniedziałek bezpośredniej relacji z Berlina. Kanał Sport powtarzał wieczorem niedzielny piłkarski mecz ligowy Spartak Moskwa - FC Moskwa.

Kanał Pierwszy (dawana ORT) rozpoczął transmisję dopiero o 22.30 czasu moskiewskiego (21.30 polskiego), by - jak to anonsowano - pokazać triumfy Isinbajewej, Gulnary Gałkinej-Samitowej w biegu na 3000 metrów z przeszkodami i Tatiany Lebiediewej w trójskoku.

Po nieudanym występie Gałkinej-Samitowej (zajęła dopiero czwarte miejsce) i porażce Isinbajewej (nie zaliczyła żadnej wysokości) ta państwowa telewizja przerwała bezpośredni przekaz ze stolicy Niemiec i zaczęła odtwarzać występy innych reprezentantów Rosji w trzecim dniu mistrzostw.

O klęsce Isinbajewej telewizyjny komentator zdążył tylko powiedzieć, że trzeba będzie przeanalizować, czy nie popełniła ona błędu, rozpoczynając konkurs od wysokości 4,75. Jako zwyciężczynię konkursu Kanał I wymienił Monikę Pyrek, która faktycznie zdobyła srebrny medal, a mistrzynią została Anna Rogowska.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: mistrzyni | sport | szok

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje