Steven Gerrard: Ten proces odmienił moje życie

Nie od dziś wiadomo, że angielscy piłkarze do grzecznych nie należą. Picie alkoholu, zabawy z prostytutkami, bójki i sprawy sądowe wśród nich są na porządku dziennym. Niektórzy z nich wyciągają jednak ze swoich błędów nauczkę. Do takich należy kapitan Liverpoolu, Steven Gerrard.

Piłkarz, który w grudniu 2008 roku pobił w klubie w Liverpoolu didżeja, Marcusa McGee, bo nie podobała mu się muzyka, został uniewinniony. Jednak przyznał, że bardzo żałuje swojego czynu i nigdy już nie powtórzy swojego zachowania.

Reklama

- Znalazłem się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Przykro mi z powodu tego, co zrobiłem, bo to wydarzenie uczyniło skazę na moim wizerunku. Od teraz, kiedy moi kumple z drużyny będą chcieli świętować wygrany mecz w pubie, ja nie pójdę z nimi, tylko zostanę w domu, z rodziną - powiedział zawodnik.

Gerrard nie zamierza zostać ascetą, ale ma zamiar podchodzić do imprez z umiarem.

- Oczywiście, będę się bawił, ale w rozsądnych granicach. Przecież musi istnieć równowaga pomiędzy szalonym życiem imprezowicza, a życiem mnicha. Jednak nie mogę zapominać, że najważniejsza jest piłka i to, żebym był w dobrej formie - przyznał pomocnik "The Reds".

Piłkarz okazał również skruchę po incydencie w pubie. Uważa, że to był pojedynczy wybryk.

- Zawsze starałem się traktować ludzi z szacunkiem, tak jak oni traktowali mnie. Ten jeden raz tak nie postąpiłem i naprawdę jest mi przykro - zakończył Gerrard

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Życie | Gerrard

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje