Stefan Szczepłek: Rodzi się kult Deyny

Stefan Szczepek to największy w Polsce specjalista od Kazimierza Deyny. Spod jego pióra wyszła znakomita biografia piłkarza. Redaktor "Rzeczpospolistej" śledził karierę Deyny od jego pierwszego meczu w Legii aż do tragicznej śmierci.

INTERIA.PL: Skąd się wzięła pańska fascynacja Kazimierzem Deyną?

Reklama

Stefan Szczepłek, "Rzeczpospolita": - Sprawa jest prosta. Był to genialny piłkarz. Jako młody chłopak, warszawiak, byłem nim zafascynowany. Podobne fascynacje przeżywało zapewne wielu kibiców w swoich miastach. Ja miałem to szczęście, że mój idol zrobił międzynarodową karierę, że znał go cały świat.

Od pierwszego meczu Deyny w barwach Legii w 1966 roku widać było, że na Łazienkowskiej pojawił się ktoś wyjątkowy. Wtedy oczywiście chodziło się kibicować Legii, ale spora grupa ludzi przybywała na stadion, aby podziwiać Kazika, choć w zespole byli tak znakomici piłkarze, jak Lucjan Brychczy, Bernard Blaut czy Robert Gadocha. Poza tym Deyna zafascynował mnie jako człowiek. Był skromny, taki wyciszony. Wyżywał się tylko na boisku. Po latach to się zmieniło, ale to życie go zmieniło. Zginął w wypadku prowadząc samochód będąc pod wpływem alkoholu. Grał w piłkę do 40. roku życia, bo po prostu nic innego nie potrafił robić. Wcześniej stracił wszystkie pieniądze. Oszukał go jego zaufany menedżer, który miał dostęp do konta rodziny Deyny. Już po śmierci Kazia jego żona wygrała z nim proces, ale nic na tym nie zyskała, bo ten menedżer był już bankrutem.

A kiedy poznał pan Deynę osobiście?

- Jeszcze zanim zostałem dziennikarzem. Jako młody chłopak chodziłem na treningi Legii, jeździłem na zgrupowania zespołu do Świdra w ośrodku "Pod Dębem". Wtedy był swobodny dostęp do piłkarzy. Gdy zostałem dziennikarzem, to szybko nawiązało się między nami porozumienie. Może dlatego, że sam grałem w piłkę. Kazik zobaczył, że nie przewracam się na boisku i powiedział, że możesz o nas pisać i nas oceniać. Zawsze jakoś się wspieraliśmy. Nabrał do mnie zaufania, bo wiedział, że jak rozmawiamy prywatnie, to ja tego nie napiszę.

Wyraził pan opinię, że Deyna - jako piłkarz - wyprzedził swoją epokę. Ja natomiast uważam, że trafił idealnie na swój czas. Jego styl gry wpasował się w futbol przełomu lat 60. i 70. Obecnie, przy jego brakach szybkościowych, nie zostałby tak wybitnym piłkarzem.

- Tego nigdy nie sprawdzimy. Najważniejsze, że on znakomicie dostosował się do tego, jak wówczas grano. A był piłkarzem wybitnym i o tym nie my Polacy o tym decydowaliśmy. Wniósł wiele do rozwoju piłki nożnej. Wspaniale wykonywał stałe fragmenty gry, no i te jego podania. Fenomenalny szachista Garij Kasparow potrafił przewidywać podczas partii 17 ruchów do przodu. Deyna na boisku miał podobną intuicję i zmysł. On naprawdę czuł, co się za chwilę wydarzy na boisku.

Wiem, że Kazik w Polsce nie był poza Warszawą uwielbiany. Został wygwizdany po strzeleniu gola dającego nam awans na mundial w meczu z Portugalią. Dla mnie to zdarzenie było swoistą cezurą. Od tej chwili na naszych stadionach rozpanoszyło się chamstwo i zdziczenie.

Od śmierci Kazimierza Deyny minęło 20 lat. Czy pana zdaniem jego postać jest należycie wykorzystywana jeśli chodzi o popularyzację futbolu przez Legię czy PZPN?

- Przez Legię tak. Dostrzegam, że w Warszawie rodzi się kult Deyny. Młodzi chłopcy, którzy urodzili się już po jego śmierci, noszą koszulki z jego podobizną. Zawiązała się grupa, której celem jest postawienie pomnika Deyny obok stadionu Legii. To budujące, bo nie dostrzegam, aby taki kult otaczał innych tragicznie zmarłych mistrzów sportu, jak Tadeusz Ślusarski czy Władysław Komar. Natomiast PZPN nie robi zbyt wiele, aby wykorzystać pamięć o Kaziu. Jest co prawda turniej dla młodych chłopaków im. Kazimierza Deyny, ale nie wiem czy jego uczestnicy wiedzą kim był patron tych zawodów.

Jan Tomaszewski apeluje, aby nowy stadion Legii został nazwany imieniem Kazimierza Deyny. Jak pan odnosi się do tego pomysłu?

- Nie będzie to takie proste. Po pierwsze, ten stadion jest przebudowywany i ma już swoją nazwę. Jest to Stadion Wojska Polskiego im. Józefa Piłsudskiego. Uważam, że pomnik Deyny ustawiony obok będzie najwłaściwszym sposobem, aby uczcić jego pamięć.

Rozmawiał: Grzegorz Wojtowicz

Dowiedz się więcej na temat: stadiony | Kazimierz Deyna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje