Stawowy: Stać nas na mistrza

- Być może teraz daleko wybiegnę w przyszłość, ale spełnieniem mojej roli w Cracovii, będzie sytuacja, jeżeli "Pasy" w 2006 roku, kiedy klub będzie obchodził jubileusz stulecia, skutecznie włączą się do walki o mistrzostwo Polski - powiedział Wojciech Stawowy, trener Cracovii.

- Pod tym kątem buduję drużynę i mocno wierzę, że ten zespół, który mamy obecnie, wzmocniony jednym, dwoma piłkarzami, będzie w stanie powalczyć o ten cel - dodał szkoleniowiec "Pasów".

Reklama

- 5 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Jak pan ocenia ten bilans swojego zespołu?

- Ogólnie uważam, że runda jesienna była udana w wykonaniu moich podopiecznych. Jestem zadowolony z ich gry, bo pokazaliśmy dobrą piłkę, co zostało dostrzeżone m.in. przez nominacje do tytułu Drużyna Roku tygodnika "Piłka Nożna". Poza tym kilku zawodników zadebiutowało w kadrze "B" reprezentacji Polski, a inni czekają na powołania. To cieszy. Po rundzie pozostał jednak również duży niedosyt, bo na jesieni zdarzały się nam wpadki, jak np. porażka z GKS-em Katowice, stąd tylko szóste miejsce w tabeli, a mogło być znacznie lepiej. Po dobrze przeanalizowanej rundzie i wyciągnięciu odpowiednich wniosków Cracovię, jako zespół cały czas się rozwijający, stać wiosną na poprawę w swojej grze. To jest dopiero półmetek sezonu, a moją drużynę trzeba ocenić za całokształt dokonań.

- Z jakich elementów w grze zespołu jest pan najbardziej zadowolony?

- Drużyna pokazała, że ma swój styl. Gramy piłkę ofensywną, u piłkarzy widać duże zaawansowanie techniczno-taktyczne. Z tego można się cieszyć, jednak w każdym elemencie piłkarskim występują jeszcze pewne braki, nad którymi trzeba pracować. Zarówno ja i zawodnicy mamy tego świadomość.

- Co w takim razie będzie pan chciał w zimie zmienić, poprawić?

- Jeśli chodzi o nasz sposób gry, to niczego nie będziemy zmieniali. Postaramy się tylko doskonalić elementy, które cały czas ćwiczymy, żeby błędy wyeliminować do minimum.

- O Cracovii mówi się, że lepiej gra z zespołami silniejszymi od siebie, (remis z Wisłą, wygrana z Groclinem), niż z teoretycznie gorszymi (porażki z Katowicami, Górnikiem Łęczna, Odrą Wodzisław). Z czego to wynika?

- Porażki na początku rozgrywek, w Łęcznej i z Odrą, wynikły z braku doświadczenia. Myśmy płacili tzw. "frycowe". Przegrywaliśmy mecze po błędach indywidualnych poszczególnych zawodników, które wynikały z tego, że większość piłkarzy jeszcze niedawno grała na boiskach trzecioligowych. Teraz ich życie uległo diametralnej zmianie, nabrało dużego rozpędu. Nikt z nas nie wiedział, czego można się spodziewać po ekstraklasie i stąd te początkowe niepowodzenia. Prawdziwa wpadka zdarzyła się nam dopiero w Katowicach, gdzie przegraliśmy z "czerwoną latarnią".

Wracając jednak do treści pytania, taka postawa zawodników tkwi w kwestii mentalnej. Piłkarze bardziej się mobilizują na mecze z rywalem teoretycznie silniejszym, natomiast tej determinacji brakuje w starciach z przeciwnikiem z "niższej półki". I to jest dla mnie materiał do pracy i analizy. Jeżeli chcemy być drużyną, o której mówi się, że zalicza się do czołówki naszej ekstraklasy, to musimy przede wszystkim wygrywać z zespołami, które są od nas niżej w tabeli. Być może teraz daleko wybiegnę w przyszłość, ale spełnieniem mojej roli w Cracovii, będzie sytuacja, jeżeli "Pasy" w 2006 roku, kiedy klub będzie obchodził jubileusz stulecia, skutecznie włączą się do walki o mistrzostwo Polski. Pod tym kątem buduję drużynę i mocno wierzę, że ten zespół, który mamy obecnie, wzmocniony jednym, dwoma piłkarzami, będzie w stanie powalczyć o ten cel.

- Może wpływ na wyniki uzyskiwane przez Cracovię w rundzie jesiennej mają wahania formy, jakie przeżywała drużyna?

- Poza Wisłą Kraków, która także nie zawsze zachwyca swoją dyspozycją, ale mimo wszystko jest niepokonana w naszej lidze, nie można wskazać drużyny, która charakteryzowałaby się tym, że ma ustabilizowaną formę. Tym bardziej dotyczy to beniaminka, którego większość zawodników nigdy nie grała w ekstraklasie. Myślę, że stabilna forma przyjdzie w przyszłym sezonie, drugim Cracovii w pierwszej lidze. Tegoroczne rozgrywki są czasem na nabranie doświadczenia, które powinno procentować.

- Powiedział pan, że chce, aby Cracovia włączyła się w przyszłym sezonie do walki o mistrzostwo Polski, ale co z tym sezonem. Przed początkiem rozgrywek stwierdził pan, że cel postawicie sobie po rundzie jesiennej. Jest szóste miejsce i co dalej?

- Cel jest jeden. Na wiosnę musimy zagrać lepiej niż na jesieni. Po pierwsze, jesteśmy bogatsi o doświadczenia z rundy jesiennej, po drugie wiemy jak "poruszać" się w ekstraklasie, po trzecie mamy dobry, perspektywiczny zespół, a po czwarte potrafimy grać w piłkę, co udowodniliśmy w niejednym spotkaniu. Wiem, że kibice chcieliby usłyszeć co innego, mianowicie że w rundzie wiosennej będziemy walczyć o europejskie puchary. Musimy jednak twardo chodzić po ziemi. Nie można do naszego zespołu stosować powiedzenia "apetyt rośnie w miarę jedzenia". Trzeba rozsądnie podejść do sprawy, dać chłopakom czas na walkę o najwyższe cele, wywieranie presji byłoby olbrzymim błędem.

Oczywiście w każdym meczu Cracovia wychodzi i gra o zwycięstwo. Jeżeli w rundzie rewanżowej będziemy grali lepiej niż w minionej, to powinniśmy zdobyć przynajmniej o połowę więcej punktów niż na jesieni. Gdyby tak się stało, to Cracovia na pewno znajdzie się na miejscu dającym możliwość gry w europejskich pucharach.

- Czy jednak w perspektywie pucharów i walki o mistrzostwo Polski zespół nie powinien być wzmocniony?

- Wcale nie uważam, że drużyna potrzebuje wzmocnień, aby walczyć o te cele. My nie po to przez dwa lata budowaliśmy zespół, żeby w perspektywie sukcesów go zmieniać. Chcę, żeby Cracovia włączyła się do walki o mistrzostwo Polski mając taką kadrę jak obecnie, bo tych chłopaków na to stać. Wiadomo jednak, że każdą budowaną drużynę, również sukcesywnie się wzmacniana. Jak popatrzymy na obecny skład "Pasów" to ewidentnie widać, że potrzebujemy jednego klasowego napastnika i będziemy go szukać. Pozostałe formacje są kompletne. Jest tam zdrowa rywalizacja, są bardzo dobrzy piłkarze i tam nie trzeba na siłę nic zmieniać.

- Kogo dokładnie ma pan na myśli, mówiąc o napastniku?

- Mam listę. Są na niej Mirosław Spiżak (MSV Duisburg) i Tomasz Moskała (Groclin Grodzisk Wielkopolski), a także paru piłkarzy, których nazwisk nie mogę teraz podać (wymienia się nazwiska Adriana Sikory, Macieja Iwańskiego, Dariusza Pawlusińskiego i Marcina Chmiesta - przyp red.). Są to jednak gracze, którzy na pewno wzmocniliby siłę naszej drużyny. Czy oni pojawią się już teraz czy dopiero w czerwcu czas pokaże. Nie będziemy jednak niczego robić na siłę, bo dobry zespół już przecież mamy. Żeby jednak być drużyną, która walczy w pucharach, walczy o mistrzostwo, cały czas musimy naszą pracę doskonalić, a każde nowe ogniwo, które trafia do Cracovii musi nie tylko być wzmocnieniem pod względem piłkarskim, ale także mentalnie pasować do grupy.

Rozmawiał Paweł Pieprzyca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje