Stała "dzika karta" dla Szweda?

Można powiedzieć, że jestem już ukształtowanym zawodnikiem. Dlatego chciałbym jak najszybciej zmierzyć się z najlepszymi w tak prestiżowej imprezie, jak Grand Prix - powiedział w rozmowie z INTERIA.PL Fredrik Lindgren.

Szwed w tym roku kilkakrotnie pokazał, że zasługuje na miano kandydata na następcę Tony Rickardssona. Pojawiając się w turniejach cyklu z "dziką kartą" prezentował się znakomicie. Niezłe wyniki notował w lidze polskiej, choć był to dla niego debiutancki rok w Ekstralidze. Z powodzeniem ścigał się też w innych ligach. W awansie do przyszłorocznej edycji Grand Prix przeszkodził mu uraz. Teraz pozostaje liczyć na przyznanie stałej "dzikiej karty" przez organizatorów.

Reklama

- Staram się raczej nie myśleć o tej sprawie. Zobaczymy, jakie decyzje zapadną. W czasie tego roku robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby prezentować się jak najlepiej - powiedział Fredrik Lindgren.

Można oczekiwać, że starania Szweda nie pozostaną niezauważone. W stawce najlepszych na świecie żużlowców nie pozostał przecież żaden reprezentant kraju "Trzech Koron". Lindgren to z pewnością obok Andreasa Jonssona główny kandydat do nominacji do GP 2008.

Jego pojawienie się w doborowym gronie może wnieść wiele ożywienia. Zawodnik znany jest bowiem z waleczności i determinacji. Pomimo że tak naprawdę wciąż uczy się żużlowego rzemiosła, pokazał już wiele razy, iż stać go na wyrównaną i zwycięską walkę z najlepszymi.

Konrad Chudziński

Dowiedz się więcej na temat: Grand Prix | karta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje