Sprawa zamknięcia stadionu GKS

Sprawy stadionu GKS Katowice ciąg dalszy. Przypomnijmy, że parę dni temu za kibicami GKS wstawił się wiceprezeydent Katowic Jerzy Chmielewski, który poręczył przed PZPN i policją i zapowiedział, że w razie potrzeby zasiądzie na "blaszoku".

Wczoraj poznaliśmy odpowiedź PZPN, który zdaje się udobruchał się trochę po interwencji wiceprezydenta.

Reklama

- Fakt, że pan Chmielewski zasiądzie na "Blaszaku" z kibicami GKS, nie jest dla nas argumentem do odwieszenia zakazu. No bo jeśli dojdzie do rozrób, to kto będzie ponosił odpowiedzialność? Katowicki stadion ma wiele uchybień. Karą chcieliśmy zmobilizować klub do poprawy stanu bezpieczeństwa. To ładny obiekt, ale trochę zaniedbany. A przecież tak niewiele potrzeba. Wystarczy połatać trochę dziur w płotach i zapobiec wchodzeniu na stadion kibiców, którzy nie kupili biletów. Trzeba też postawić kilka przenośnych toalet: szczególnie chodzi o umieszczenie ich przy trybunie dla kibiców przyjezdnych - powiedział Marcin Stefański z PZPN.

Jeśli sprawa faktycznie dotyczy toalet, dziur i biletów to przez najbliższe dwa tygodnie istnieje teoretyczna szansa na zawieszenie kary. Zwłaszcza z wpadaniem na stadion przez płot powinniśmy sobie jak najszybciej (w kibicowskim środowisku) poradzić, bo zarówno klub jak i my mamy w tej kwestii spory interes.

- Karę można w każdej chwili odwiesić. Jednak teraz krok należy do Katowic, do miasta, do klubu. Poprawcie bezpieczeństwo na swoim stadionie, a my karę odwiesimy - próbuje motywować katowickie środowisko Marcin Stefański.

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | chmielewski | stadiony | gks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje