Smuda: Jestem teraz ostrzejszy niż dawniej

- Być może jestem teraz jeszcze ostrzejszy niż dawniej, ale według mnie taki ma być właśnie trener. Nie blady, przestraszony przed meczem, tylko z wybałuszonymi, przekrwionymi oczyma. Z takim wyglądem i nastawieniem jesteś gotów do walki na całego. Jeśli jeszcze to się udziela piłkarzom, to może się zdarzyć, że mecz przegrasz, ale nikt ci nie zarzuci, że przeszedłeś obok niego! I o to chodzi! - powiedział nam nowy selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda.

INTERIA.PL: Kto tak naprawdę zrobił pana selekcjonerem: kibice czy PZPN?

Reklama

FRANCISZEK SMUDA, trener Zagłębia Lubin i selekcjoner reprezentacji Polski:- Teraz, gdy jest już po wszystkim, można powiedzieć, że wybrali mnie i kibice, i PZPN, ale też komisja PZPN-owska, która prowadziła rozmowy z kandydatami. Oni wspólnie wybrali selekcjonera.

Ale miał pan gigantyczne poparcie ze strony kibiców - w naszej ankiecie na ćwierć miliona głosów aż 66 procent zostało oddanych na pana. Widać, że ludzie wierzą w hasło: "Smuda czyni cuda". Trzyma pan teraz na barkach wizytówkę polskiej piłki, która jest w fatalnym stanie. I wszyscy będą chcieli dobrych wyników, nie oglądając się na to, że mamy słabych piłkarzy. Czy ta odpowiedzialność nie przytłacza, nie paraliżuje?

- Absolutnie nie jest paraliżująca, tylko wręcz motywująca do osiągania wyników. Kibice obserwują polską piłkę i wiedzą, że z dnia na dzień nie da się odmienić gry reprezentacji. Ten proces wymaga czasu. Najlepszym przykładem jest moja przygoda z Lechem. Podczas pierwszego roku pracy w Poznaniu nie zbudowałem jeszcze zespołu, który by regularnie wygrywał i czarował swą grą. Udało się to dopiero w drugim, a zwłaszcza w trzecim sezonie. Ale co pół roku widać było, jak drużyna robiła postępy i piłkarsko wyglądała coraz lepiej. A to jest najistotniejsze, bo jak my piłkarsko będziemy silni, to w końcu zaczniemy wygrywać!

Kibice się obawiają, że PZPN "urobi" pana.

- Spokojnie, dam sobie radę. Ja zawsze wytrzymuję ciśnienie i najtrudniejsze momenty, w których czasem nawet lecą obelgi w moją stronę. To mnie nawet dodatkowo mobilizuje. Inaczej to bym nie był trenerem. Taki trener, który się trzęsie, jest blady przed meczem, niech zapomni o sukcesach! Jak się zbliża mecz, to muszą ci oczy wychodzić z orbit i wszyscy w szatni to muszą widzieć. I dopiero wtedy dostają tlenu do mózgu i mogą "zapieprzać" na całego.

Czego nauczyła pana kadencja Leo Beenhakkera?

- Przede wszystkim muszę pilnować, żeby wszyscy zawodnicy w klubach byli świetnie przygotowanie fizycznie. To będzie mój cel numer jeden. Jeśli uda się go zrealizować, to na zgrupowanie kadry będzie przyjeżdżał przygotowany od strony motorycznej piłkarz i będzie można z nim "pałować" taktykę i stałe fragmenty gry. Nie przeczę, że zawsze trzeba będzie zadbać o poprawę szybkości i odzyskanie świeżości przed meczami, żeby zawodnik na boisku przez 90 minut mógł się nie zatrzymywać...

Jakim cudem chce pan mieć przygotowanego fizycznie piłkarza, który w swoim klubie grzeje ławę, jak to się coraz częściej zdarza naszym "Orłom" za granicą?

- Będę miał w sztabie specjalnego trenera, który za to przygotowanie zawodników w klubach będzie odpowiadał. Fachowiec ten będzie kadrowiczom robił testy, a komu trzeba wyznaczał indywidualne treningi dla uzyskania jak najlepszej dyspozycji.

To będzie fizjolog?

- Nie, normalny trener. Mam już kandydata, ale na razie nie chcę go ujawniać, dopóki wszystko nie zostanie załatwione.

Czy pracujący w Wiśle trener Jacek Kazimierski zgodził się już przejąć odpowiedzialność za bramkarzy w reprezentacji?

- Jacek to na kolanach do sztabu kadry przyjdzie (śmiech), ale też trzeba powiedzieć otwarcie, że to jest dobry fachowiec.

Błyskawicznie, nazajutrz po wyborze na selekcjonera musiał pan rozesłać powołania. Miał pan jakieś wątpliwości?

- Mimo zmęczenia po meczu Zagłębia z Polonią Bytom, siedziałem do czwartej nad ranem i próbowałem złożyć jak najlepszą kadrę. Przyszło mi to jednak nadspodziewanie łatwo. Może dlatego, że na co dzień pracuję w polskiej piłce. Zawodników naszej ligi znałem perfekt , wiem też, kto jest w dobrej formie. Natomiast jeśli chodzi o "zagranicznych", to z tej grupy, którą powołałem, zdecydowana większość gra w swoich klubach. Nawet "Muraś" już gra (Rafał Murawski - przyp. red.).

- Niektórzy zarzucają mi: jak ja mogłem powołać Marcina Kowalczyka z Dynama Moskwa, skoro go nie widziałem? Wystarczająco długo jestem trenerem, żeby na pierwszy rzut oka rozpoznać, jak ten piłkarz jest uzdolniony! To jeszcze młody chłopak, ma dopiero 24 lata. Takiego talentu nie można zmarnować! Ja go na siłę chciałem sprowadzić do Lecha, zanim jeszcze poszedł do Moskwy. Grał wówczas kapitalnie! W reprezentacji Polski może jeszcze zabłysnąć.

Leo Beenhakker i Stefan Majewski nie powoływali Patryka Małeckiego, twierdząc, że musi się on jeszcze ogrywać w młodzieżówce. U pana "Mały" od razu jest wezwany do kadry A.

- Taki zawodnik, jak on, musi sprostać każdemu wyzwaniu: grze w klubie, w młodzieżówce, ale też w pierwszej reprezentacji! Musi nabierać doświadczenia wszędzie, gdzie tylko ma możliwość. Ale ci młodsi muszą się też uspokoić, a Patryk szczególnie. Chodzi mi o jego ostatnie wypowiedzi, publiczną krytykę pod adresem kolegów. Jeśli mu się to powtórzy, od razu ode mnie...

...dostanie pierwszą "bombę"!

Rok temu Paweł Brożek mówił nam, że nie należy do pańskich ulubieńców, a jednak powołanie dostał. Co pan sądzi o "Broziu"? Czy jego talent rozwinął się tak, jak się na to zanosiło?

- Na razie nie jest w najwyższej formie. Jestem jednak przekonany, że to utalentowany i bramkostrzelny zawodnik. Spróbuję go "odblokować", pomóc mu w odzyskaniu dawnej skuteczności. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że to jeden z tych zawodników, na których powinna się opierać kadra na mistrzostwach Europy! Moim zadaniem jest jak najlepsze przygotowanie Brożka i jemu podobnych do tego turnieju.

Odkurzył pan dla reprezentacji Polski Kamila Kosowskiego. Liczy pan na jego witalność, cechy wolicjonalne?

- "Kosa" ma zagrać tak, jak w dwumeczu z Barceloną. Ja wiem, że od tego czasu minęło już osiem lat, ale to powinno zadziałać na jego korzyść. "Kosa" ma dobry charakter. Wiem, że on rozegra tutaj supermecze, da z siebie wszystko. Jeżeli zdarzyły mu się kiedykolwiek w życiu - nieważne: czy w piłkarskim, czy w prywatnym - jakieś błędy, to on już wszystko naprawił i teraz jest o wiele dojrzalszy. Po meczach Ligi Mistrzów widać, że jest "odblokowany". On potrafi grać w zespole "pierwsze skrzypce". Powtarzam, niech on mi zagra takie mecze, jak z Barcą, a wystarczy.

Michał Żewłakow do Euro 2012 może nie dotrwać jako zawodnik w reprezentacyjnej formie, ale nikt tak jak on nie potrawi wprowadzać na boisko młodszego pokolenia obrońców, takich jak na przykład Adam Kokoszka. Czy o to panu chodziło, kiedy powoływał pan - grającego jakby nie było w Lidze Mistrzów - obrońcę mistrza Grecji?

- Dokładnie tak. Poza tym nie jest powiedziane, że Żewłakow czy inni piłkarze, na których narzekano za kadencji Leo Beenhakkera, przy mnie nie będą się prezentowali lepiej. Nie znamy przyczyn takiej a nie innej postawy tych chłopaków w przegranych eliminacjach. Dlatego nie wolno ich przekreślać. Wierzę, że każdy z nich u mnie może być dużo, dużo lepszy. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce.

Spośród bramkarzy powołał pan Wojciecha Szczęsnego, a nie bardziej doświadczonego Łukasza Fabiańskiego, który zaliczył dobry występ w Pucharze Ligi przeciwko Liverpoolowi?

- Łukasza nie mogłem powołać, bo jest kontuzjowany.

Widać było, że na wygraniu meczu z Polonią Bytom, który został rozegrany kilka godzin po mianowaniu pana na selekcjonera, szczególnie panu zależało. Jakby to wyglądało, że drużyna selekcjonera przegrywa i jest na ostatnim miejscu? Nikt by nie brał pod uwagę, że przyszedł pan po pięciu kolejkach i nie miał wielkich środków na wzmocnienia.

- Naturalnie, że mnie zależało i chłopakom też zależało. Jestem takim typem trenera, że jak wiem, czego potrzeba zespołowi, to potrafię się razem z nim "zczepić" i wydobyć z niego to "coś", co spowoduje, że drużyna zacznie funkcjonować należycie.

Ilu trenerów będzie w sztabie reprezentacji Polski Franciszka Smudy?

- Jeszcze dokładnie nie powiem. Mam teraz czas, żeby się spokojnie zastanowić i podglądnąć, jak to wygląda w reprezentacjach, które dominują na świecie.

Jeszcze przed wyborem na selekcjonera na naszych łamach zapowiadał pan sparingi z najmocniejszymi reprezentacjami. PZPN zapewni panu takich sparingpartnerów?

- Prezes Lato był zgodny w tej kwestii ze mną. Sam podczas rozmowy "w cztery oczy" powiedział, że interesują nas tylko silne zespoły. Jako były piłkarz najlepiej wie, że w konfrontacji z tymi silnymi zespołami można najwięcej się nauczyć. Przed awansem z Widzewem do Ligi Mistrzów grałem sparingi tylko z silnymi zespołami z Bundesligi. Gdy zaczęliśmy z nimi wygrywać, poczułem, że możemy powalczyć nawet w Lidze Mistrzów.

Gdzie będzie zgrupowanie przed meczem z Rumunią?

- W Grodzisku Wielkopolskim. Są tam świetne boiska, dobry ośrodek, a poza tym chcę też chłopakom odmienić coś, żeby im się nie znudziło ciągle to samo miejsce zgrupowań (ostatnio kadra ćwiczyła we Wronkach - przyp. red.).

Marek Koźmiński zostanie dyrektorem reprezentacji?

- Chciałbym, aby do tego doszło, ale PZPN musi z nim porozmawiać tak samo, jak to zrobił ze mną. Osoba, która ma zostać dyrektorem, musi się całkowicie poświęcić tej pracy, znaleźć na to czas. Oczywiście, Marek by się świetnie nadawał. Zna języki, ma kontakty, zna się na piłce, jest inteligentny. Czegóż więcej trzeba?

Proszę na koniec powiedzieć, ile razy padła panu komórka po tym, jak został pan selekcjonerem?

- Muszę powiedzieć, że mam bardzo mocno baterię, ale i tak telefon rozładował się trzy razy. Ostatnią rozmowę w miniony czwartek zakończyłem kwadrans po północy. Gratulacji było co niemiara, odebrałem chyba z milion telefonów, esemesów ponad sto. Nie od wszystkich zdołałem odebrać. Przy okazji za pośrednictwem INTERIA.PL chciałem przeprosić wszystkich tych, od których nie mogłem odebrać telefonu, ale jak się to wszystko uspokoi, ułoży, postaram się regularnie odbierać.

Rozmawiał: Michał Białoński

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

SMUDA ZAŁATWIŁ BOENISCHA DLA REPREZENTACJI POLSKI!

KOŁTOŃ: Gdy Franz znalazł się na zakręcie, miał samobójcze myśli

Dowiedz się więcej na temat: mecz | selekcjoner | kadry | kibice | Franciszek Smuda | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje