Smorawiński: Plastik nie jest substancją zabronioną

Plastiku nie ma na liście zabronionych substancji - podkreśla szef Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie prof. Jerzy Smorawiński, komentując doniesienia mediów o podejrzeniu stosowania transfuzji krwi przez hiszpańskiego kolarza Alberto Contadora.

"Pogoń za sensacją przekracza już wszelkie granice. Znam listę zabronionych substancji i nie ma na niej plastiku" - powiedział PAP czołowy polski ekspert od spraw dopingu.

Reklama

We wtorek niemiecka telewizja ARD, idąc śladem publikacji francuskiego dziennika "L'Equipe", poinformowała, że w próbkach moczu pobranych w lipcu od Contadora wykryto mikroskopijne drobiny plastiku w stężeniu ośmiokrotnie wyższym niż u przeciętnego człowieka, co mogłoby świadczyć o dokonanej transfuzji. Trzykrotny zwycięzca Tour de France kategorycznie odrzucił oskarżenia.

Smorawiński zauważa, że istnieje przecież narzędzie, którym można wykryć transfuzję czy autotrasfuzję krwi (przetoczenie własnej krwi, wcześniej zamrożonej po treningach wysokogórskich).

"Najlepsi kolarze muszą posiadać paszporty biologiczne. W nich są zawarte parametry krwi każdego zawodnika, precyzyjnie określone. Każde odchylenie od normy prędzej czy później wyjdzie na jaw. Tak parę lat temu wpadł Aleksander Winokurow, u którego pewne postaci krwinek uległy zdeformowaniu" - wyjaśnił.

W styczniu profesor Jordi Segura z Barcelony zwrócił uwagę na fakt, że w próbkach moczu osób, które poddały się transfuzji krwi, występują chemiczne związki plastiku w stężeniu co najmniej czterokrotnie wyższym niż u zwykłego człowieka. Szef laboratorium katalońskiego przesłał wyniki badań Światowej Agencji Antydopingowej.

Segura nie krył zdziwienia doniesieniami mediów o sprawie Contadora. "Jeśli ta metoda wykrywania plastiku została już wdrożona, to jesteśmy bardzo zaskoczeni, ponieważ nikt się z nami nie konsultował" - powiedział w czwartek Segura agencji AFP. Przyznał jednak, że metoda jest znana również współpracującemu z Barceloną laboratorium w Kolonii, które badało próbkę Contadora.

"Segura jest autorytetem w dziedzinie walki z dopingiem. Być może chodzi o jakieś pionierskie badania" - skomentował Smorawiński.

Na liście zabronionych środków jest natomiast clenbuterol, którego śladowe ilości wykryto w organizmie Contadora podczas tegorocznego Tour de France. Hiszpan bronił się, że nieświadomie zjadł skażoną wołowinę.

Clenbuterol w niektórych krajach, m.in. w Chinach, jest legalnie dopuszczony w ograniczonych ilościach do tuczu zwierząt i drobiu. W dopingu stosują go głównie ciężarowcy i kulturyści.

"Substancja ta zwiększa siłę mięśniową, a nikt mi nie powie, że nie potrzeba siły w Tour de France. Z drugiej strony Alberto Contador jest zawodnikiem światowej klasy, otoczonym fachowcami. Doskonale wie, że clenbuterol, środek wręcz prostacki, jest wykrywalny w każdym laboratorium. Coś się tu nie zgadza" - ocenił Smorawiński.

Contador, najlepszy kolarz ostatnich lat, jest tymczasowo zawieszony. Grozi mu dwuletnia dyskwalifikacja i być może odebranie zwycięstwa w tegorocznym Tour de France.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: laboratorium | clenbuterol | tour de france | tour | france | plastik | substancja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje