Sikora: Brak medalu to nie koniec kariery

Tomasz Sikora krytycznie ocenił swój biathlonowy występ w zimowych igrzyskach. Do kraju wróci bez medalu, ale zapowiada, że to jeszcze nie koniec jego kariery. W ostatniej rozgrywanej konkurencji, biegu ze startu wspólnego na 15 km, zajął 11. miejsce.

"Teraz chcę się skupić na końcówce sezonu i ostatnich zawodach Pucharu Świata. Wiem, że jestem dobrze przygotowany i myślę, że powinno być dobrze. Potem usiądę i zacznę się zastanawiać co dalej. Na pewno igrzyska nie są kluczowym momentem" - ocenił 36-letni zawodnik AZS AWF Katowice.

Reklama

Odejście od kadry zapowiedział trener Roman Bondaruk. Zaoferował jednocześnie, że może pozostać konsultantem Sikory.

"Słyszałem o tym, ale w cztery oczy jeszcze nie rozmawialiśmy. Przed igrzyskami bez sensu było o tym dyskutować. Ja również, jeśli zostanę, zastanawiam się czy trenować dalej z kadrą, czy tak jak to było w ubiegłym roku - indywidualnie" - powiedział.

Każdy miał nadzieję, że historia zatoczy koło i Sikora, podobnie jak cztery lata temu w Turynie, po medal sięgnie w ostatniej z rozgrywanych konkurencji. W niedzielę znowu jednak zawiodło strzelanie. Dwa pudła w pierwszym podejściu przekreśliły praktycznie jego szanse na dobrą lokatę.

"Na pewno nie mogę niczego zwalić na stres. Ten towarzyszył mi przy biegu indywidualnym na 20 km. Wtedy ręce mi się trzęsły, w niedzielę było w porządku. Najgorsze, że ja każdy niecelny strzał widzę, a nie mogę go na tyle przytrzymać by był trafiony" - zaznaczył Sikora.

Według niego duże znaczenie miał początek rywalizacji w Whistler. Nieudany, z powodu pogody, występ w sprincie odebrał mu szanse na walkę w biegu na dochodzenie.

"Później ta presja jest już o wiele większa, a medali do zdobycia coraz mniej. Czasami bywa i tak, że za bardzo się chce" - ocenił.

Co ironiczne. Sikora uważa, że do tych igrzysk był znacznie lepiej przygotowany niż przed czterema laty, kiedy sięgnął po srebro w biegu ze startu wspólnego.

"Forma biegowa jest naprawdę bardzo dobra. Znacznie lepsza niż w Turynie. Ze strzelaniem jest tak, że jak idzie bardzo dobrze to potem przychodzi dołek. Niestety, u mnie przyszedł on właśnie teraz. Już po dwóch, trzech treningach tutaj na miejscu wiedzieliśmy, że coś się dzieje z pozycją leżącą. Strzelanie nie było takie pewne. Staraliśmy się to skorygować, poprawić, ale jak widać nie udało się" - skomentował.

Dlatego właśnie Sikora najbardziej nastawiał się w Whistler na sprint. "Wiedziałem, że to strzelanie w ostatnich latach jest takie jakie jest i to był taki bieg, gdzie są tylko dwie wizyty na strzelnicy. To właśnie tutaj miałem największe szanse" - dodał.

Sikora do Whistler jechał z nadziejami na medal. Ostatecznie zajął 29. miejsce w sprincie, 18. na dochodzenie, 7. w biegu indywidualnym i 11. ze startu wspólnego.

Z Whistler Marta Pietrewicz

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama