Ronaldinho: Bóg piłki nożnej zstąpił na ziemię

W jednym z meczów kibic podbiegł do Ronaldinho i uklęknął tuż przed nim składając mu hołd. To właśnie Ronaldo de Assis Moreira pokazał, że w dobie futbolu zdominowanego przez wielkie pieniądze można po prostu cieszyć się grą w jej najpiękniejszym wydaniu. Był jak wysłannik z niebios, który zstąpił na ziemię, by przypomnieć, że dla milionów kibiców piłka nożna to religia.

"To nie jest zwykły piłkarz, nigdy taki nie był! To bóg futbolu!" - krzyczał do mikrofonu komentator, gdy Ronaldinho strzelił kolejną bramkę, która zadziwiła świat. Chociaż dla dziennikarzy i kibiców istotnie był bogiem, to sam nigdy nie stracił kontaktu z ziemią. Uśmiechał się szeroko zawsze gdy zdobywał gole, niezależnie od tego, czy pokonywał Ikera Casillasa, czy bramkarza osiedlowej drużyny z Porto Alegre.

Reklama

Kibice kochali go, bo był uosobieniem tego, co najpiękniejsze w brazylijskim futbolu. Każdym dotknięciem piłki mówił "Joga bonito" - graj pięknie.

Szmaty i stare ubrania

Historia Ronaldo de Assis Moreiry zaczęła się na ulicach miasta Porto Alegre. Jego ojciec pracował w stoczni, a matka była pielęgniarką. -Chociaż żyliśmy w drewnianym domku w faweli, to tworzyliśmy naprawdę szczęśliwą rodzinę. Rodzice starali się, aby niczego nam nie brakowało - opowiadał w reportażu dla brazylijskiej telewizji Ronaldinho. Jako dzieciak spędzał czas głównie ze swoim bratem, Roberto. - Kiedy tylko mogliśmy, wychodziliśmy na ulicę, żeby kopać piłkę. Długo nie mieliśmy porządnej futbolówki, dlatego musieliśmy radzić sobie inaczej. Zbieraliśmy szmaty i stare ubrania, zawijaliśmy je w kulkę i... piłka była gotowa!

"Ronaldinho podaj, Ronaldinho strzelaj" - pokrzykiwał starszy brat naszego bohatera, a malec z zapamiętaniem strzelał w okoliczne mury. Za rywala w pierwszych latach życia służył Ronaldinho oprócz brata, także... pies. - Dzięki niemu nauczyłem się panować nad piłką naprawdę dobrze - żartował Ronnie. - Stawka gry była bardzo wysoka, bo kiedy szczeniak dopadał piłki, to gryzł ją i szarpał na kawałki, zmuszając mnie do pracy nad nową - opowiadał po latach z nieodłącznym uśmiechem.

Mały Ronaldo się przeprowadza

Charakterystyczny szeroki uśmiech był od zawsze jego znakiem firmowym. W okolicy, gdzie się wychowywał, szybko zyskał niemałą sympatię. - Mało kto zwracał się do niego po imieniu. Długo był najmniejszy na boisku, miał zabawne chude nogi i szybko wymyśliliśmy mu pseudonim Ronaldinho, czyli "mały Ronaldo"- mówił Roberto. Niespodziewanie to właśnie brat "Ronniego" dzięki swemu piłkarskiemu talentowi już w pierwszych latach życia wyciągnął rodzinę z faweli prosto do willowej dzielnicy Porto Alegre, zwanej Guaruja.

Jako młody chłopiec Roberto pokazywał wielki talent i jego rodzice otrzymali od władz klubu Gremio, w którym grał propozycję przeprowadzki do domu z basenem. - To było inne życie. Byłem bardzo dumny z Roberto, bo dzięki jego wielkiemu talentowi nasze życie naprawdę się zmieniło - wspominał Ronaldinho. - Nasi rodzice długo nie mogli się przyzwyczaić do nowego miejsca, chyba nigdy do końca im się to nie udało - mówił.

Wołanie bez odpowiedzi

Pewnego dnia rodzina przeżyła prawdziwy dramat. Joao Moreira, ojciec Ronaldo i Roberto, wrócił do domu z pracy i poszedł odpocząć do basenu. W międzyczasie Donia Miguelina, żona Joao, i ich córka, Deisi jak zwykle przygotowywały obiad, a chłopcy byli na treningu Gremio. Kiedy posiłek był gotowy, Donia Miguelina zawołała męża. Raz, potem drugi i trzeci, w końcu wyszła do ogrodu i natychmiast zaczęła krzyczeć. Ciało Joao bezwładnie unosiło się na wodzie. Lekarze orzekli, że mężczyzna zmarł na atak serca.

- Byliśmy zrozpaczeni i razem z Ronaldinho długo nie mogliśmy dojść do siebie. Mama była w szoku. Przez miesiąc po śmierci ojca była w szpitalu i prawie się nie odzywała - opowiadał Roberto. Także dla niego nie był to łatwy okres, bo doznał groźnej kontuzji i musiał zakończyć świetnie zapowiadającą się karierę. Jego brat miał jednak więcej szczęścia.

Zostań tutaj i stawaj się coraz lepszy

Ronaldinho był znany w całym stanie Rio Grande do Sul już od czasu, gdy miał 13 lat. Głośnym echem odbił się jego wyczyn w barwach trampkarzy Gremio, kiedy w jednym meczu mistrzostw stanowych strzelił... 23 bramki! W krótkim czasie stał się nadzieją nie tylko dla klubu z Porto Alegre, ale także jednym z najuważniej obserwowanych piłkarzy młodego pokolenia w całej Brazylii.

Pierwszym wielkim turniejem, który należał do Ronaldinho były mistrzostwa świata do lat 17. w 1997 roku. To po tym turnieju po raz pierwszy do Porto Alegre ofertę przysłała FC Barcelona.

Katalończycy oferowali za nastolatka 4 mln dolarów, ale szefowie Gremio nawet nie rozpatrywali tej propozycji, sądząc że za kilka lat mogą sprzedać go za znacznie większe pieniądze.

Ronaldinho: Joga bonito - graj pięknie:

"Ronnie" nie protestował, bo przeprowadzkę do Europy na tak wczesnym etapie kariery odradzał mu starszy brat. - "Zostań tutaj, stawaj się lepszym piłkarzem, a za kilka lat nadejdzie odpowiedni czas i wtedy pojedziesz za ocean" mówił mi Roberto, a ja byłem jeszcze dzieciakiem. Nie wiedziałem, jak planować swoją przyszłość. Chciałem po prostu grać w piłkę, bo to dawało mi radość i pozwalało zapomnieć o bólu, jaki sprawiła mi śmierć taty - tłumaczył Ronaldinho.

Wkrótce wokół młodego geniusza futbolu zaczęło się kręcić coraz więcej agentów, którzy poczuli, że sprzedając ten piłkarski diament do Europy mogą zrobić interes życia. - Nigdy mnie to nie interesowało. Wielkie pieniądze szkodzą piłce nożnej, zaślepiają ludzi i przez to piłka traci dużo ze swojego naturalnego piękna. Bardzo wcześnie postanowiłem, że w rozmowach z różnymi klubami będzie mnie reprezentował mój starszy brat - mówił Ronnie.

Paryż i Rio nocą

Roberto od początku bardzo starał się, by znaleźć odpowiedni klub dla swojego brata. Był bliski wynegocjowania umowy z Arsenalem Londyn i szkockim Saint Mirren, ale w obu przypadkach na przeszkodzie stanęły przepisy zabraniające klubom z Wysp Brytyjskich sprowadzania piłkarzy spoza Unii Europejskiej bez odpowiedniego doświadczenia w reprezentacji. Po trzech latach gry w Gremio, nareszcie pojawiła się oferta interesująca pod względem sportowym i finansowym. Nadeszła z Francji, z drużyny Paris Saint-Germain.

PSG zapłaciło za Ronaldinho ponad 5 mln euro i zaoferowało bajeczny kontrakt. 21-letni wówczas piłkarz chętnie zdecydował się na przeprowadzkę do drużyny, której gwiazdami byli Jay-Jay Okocha i Nicolas Anelka. Paryż i wielkie pieniądze mocno zaszumiały w głowie młodego Brazylijczyka, który wychowywał się długo w faweli. Chociaż trener Luis Fernandez i francuscy dziennikarze nie mieli wątpliwości, że to największy piłkarski talent swojej epoki, Ronaldinho nic sobie z tego nie robił. Genialne występy przeplatał słabymi, a gdy tylko mógł, czmychał na kilka dni do Brazylii.

Przeczytaj więcej o legendzie Paris Saint-Germain, Jay Jayu Okochy

Jak możecie się domyślić, w ojczyźnie Ronnie też nie był wzorem profesjonalizmu i wkrótce zaczęto o nim mówić jako o prawdziwym królu... nocnych klubów Paryża i Rio de Janeiro. Kiedy jednak genialny pomocnik pojawiał się na boisku, kibice mogli szykować się na prawdziwe przedstawienie. To przerzucił piętą piłkę nad głową przeciwnika, to znów strzelił cudowną bramkę z rzutu wolnego. No i oczywiście po każdej bramce rozbrajająco się uśmiechał. Piłka sprawiała mu wielką radość i wkrótce w Paryżu zaczęto mu wybaczać nocne wyskoki.

Gratulacje, jesteś piłkarzem Barcelony

Park Książąt (właśc. Parc des Princes - stadion PSG) stawał się dla sztukmistrza z Brazylii za małą areną do popisów, a wielcy futbolowego świata coraz częściej spoglądali na Paryż. Prawdziwa gorączka na punkcie Ronaldinho zaczęła się w lipcu roku 2002, gdy brazylijski dream-team z nim, Ronaldo i Rivaldo sięgnął w Korei i Japonii po złoty medal mistrzostw świata. Świat był w szoku, kiedy Ronnie zdobył cudownego gola z rzutu wolnego w meczu z Anglią z... 35 metrów. Widząc lekko wysuniętego Davida Seamana, brazylijski król posłał piłkę pięknym lobem prosto "za kołnierz" słynnego bramkarza.

Najlepsze bramki i akcje Ronaldinho:

Po sześciu latach o Ronaldinho przypomnieli sobie szefowie FC Barcelony. Prezydent "Blaugrany", Joan Laporta nie spełnił obietnicy sprowadzenia do Katalonii Davida Beckhama i zamiast niego postanowił sięgnąć po brazylijskiego czarodzieja z Paris Saint-Germain. - Na negocjacje z Laportą pojechał oczywiście Roberto i po kilku godzinach zadzwonił do mnie: "Jesteś piłkarzem Barcy, gratuluję" - powiedział. Pamiętam to do dzisiaj - przyznał Ronaldinho.

Wkrótce okazało się, że Laporta ściągając do Katalonii "małego Ronaldo" wykonał znacznie lepszy ruch, niż jego główny rywal - prezydent Realu, Florentino Perez, kupując Beckhama. Hiszpańskie powietrze wyraźnie służyło Ronaldinho i w krótkim czasie stał się on najjaśniej świecącą gwiazdą ligi hiszpańskiej. W połowie roku 2005 "Barca" sięgnęła po mistrzostwo La Liga, a brazylijski pomocnik został wybrany najlepszym piłkarzem świata.

Król futbolu gotowy na wszystko

W Katalonii stał się jednak Ronaldinho nie tylko piłkarzem kompletnym, ale i rozpoznawalnym na całym świecie popkulturowym idolem. Rzadko nazywano go jednak celebrytą, bo praktycznie w każdej reklamie ze swoim udziałem, popisywał się niewiarygodnymi umiejętnościami piłkarskimi. Pierwszy film, który przekroczył milion odsłon w historii serwisu YouTube przedstawia popisy Ronaldinho po tym, jak otrzymał on od firmy Nike najnowszy model piłkarskich butów.

Ronaldinho testuje nowy model butów NIKE:

- To fantastyczne, jak inteligentnym zawodnikiem jest Ronaldinho. Wydaje się być gotowy na każdą sytuację, im ważniejszy mecz, tym lepiej się spisuje - mówił o nim kolega z FC Barcelony, Eidur Gudjohnsen. - Kiedy z nim gram i widzę, co robi z piłką, to muszę z przykrością stwierdzić, że nic mnie już nie zaskoczy. Któregoś dnia Ronaldinho sprawi, że piłka zacznie mówić! - dodał znakomity islandzki napastnik.

W barwach FC Barcelony Brazylijczyk osiągnął dosłownie wszystko. Był u szczytu sławy i nawet nieudany mundial w 2006 roku nie zmienił tego, że do dzisiaj Ronaldinho jest wymieniany jednym tchem obok największych piłkarskich sław ostatnich dziesięcioleci. Po zwycięstwie Barcelony nad Realem Madryt w El Clasico, w roku 2005 był oklaskiwany przez fanów Realu na stojąco i sam dziękował im za uznanie, unosząc ręce w stronę trybun. Mało kto pamięta jeszcze, że rok później Ronaldinho dostał ofertę przedłużenia kontraktu z Barcą do... 2014 roku za sumę 10,5 mln euro za sezon.

Wysłannik z niebios

Na szczycie Ronaldinho utrzymał się do roku 2007. Potem stawał się coraz częstszym gościem nocnych klubów w stolicy Katalonii, znowu urządzał sobie niezapowiedziane wypady do Brazylii i w końcu zdecydował się odejść z Barcy. Bajeczną ofertę złożył właściciel Manchesteru City, Thaksin Shinawatra, ale Ronnie nie zamierzał przeprowadzać się do Anglii. Przystał dopiero na ofertę złożoną przez Silvio Berlusconiego, rządzącego włoskim Milanem.

Od lipca 2008 roku Ronaldinho jest piłkarzem "Rossonerich", ale w pierwszych dwóch sezonach - choć grał dobrze - rzadko zbliżał się do poziomu, jaki prezentował w barwach Barcelony. Przez kibiców na całym świecie ciągle jest uwielbiany, chociaż wydaje się, że berło króla futbolu na kilka lat przejął ostatnio Cristiano Ronaldo, a po nim Leo Messi. Na razie ci dwaj mistrzowie nie przeżyli jednak tego, co stało się udziałem ich poprzednika.

W jednym z meczów kibic podbiegł do Ronaldinho i uklęknął tuż przed nim składając mu hołd. To właśnie Ronaldo de Assis Moreira pokazał, że w dobie futbolu zdominowanego przez wielkie pieniądze można po prostu cieszyć się grą w jej najpiękniejszym wydaniu. Był jak wysłannik z niebios, który zstąpił na ziemię, by przypomnieć, że dla milionów kibiców piłka nożna to religia.

A to jedna z najpiękniejszych bramek Ronaldinho:

Czytaj inne teksty Bartka i dyskutuj z nim na blogu - Kliknij!

Dowiedz się więcej na temat: ziemie | Cristiano Ronaldo | ronaldinho | Rivaldo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje