Rewolucyjny pomysł Lepistoe

Za nami półmetek 56. Turnieju Czterech Skoczni. Po zawodach w niemieckim Oberstdorfie i Garmisch - Partenkirchen skoczkowie przenieśli do Austrii, gdzie odbędą się decydujące dwa konkursy.

"Wyniki konkursów w Oberstdorfioe i Ga-Pa oddają układ sił. Pod względem sportowym to były udane zawody. Z naszego punktu widzenia początek w Oberstdorfie był niedobry, w Garmisch wypadliśmy lepiej, ale nie można powiedzieć, że było już całkiem dobrze" - ocenił na łamach "Rzeczpospolitej" trener polskiej kadry Hannu Lepistoe.

Reklama

"Chcieliśmy być mocni od początku sezonu. Popełniliśmy jednak błąd i teraz za niego płacimy. Nie wiem, jak długo będziemy płacić, bo nie miałem wcześniej takich doświadczeń, a ja kiepsko typuję. Jednak już latem zdawaliśmy sobie sprawę, że zima będzie trudna, i zdecydowaliśmy się ćwiczyć na granicy obciążeń" - stwierdził fiński szkoleniowiec.

Adam Małysz narzekał na, jego zdaniem, niskie noty jakie dostaje od sędziów za swoje skoki. Z liderem naszej kadry zgadza się Lepistoe.

"Jestem zaskoczony tymi notami. Ja w ogóle nie rozumiem decyzji sędziów. Jeden ocenia skok na 19 punktów, drugi na 17, pierwsza nota oznacza bardzo ładny skok, druga dostateczny. Moim zdaniem jedyny sposób rozwiązania problemu to zlikwidowanie ocen. Należałoby dodawać wyłącznie odległość, ale pewnie Norwegowie będą mieli inne zdanie. Przy obecnym rozwoju techniki można już mierzyć skoki z dokładnością do 10 cm, więc czemu nie spróbować? Poza tym sprawdziliśmy: wyrzucenie not za styl nie wpływa bardzo na kolejność w konkursach" - podkreślił.

"Po konkursie w Oberstdorfie wszyscy mówili, że Turniej Czterech Skoczni wygra Thomas Morgenstern. Po następnym wszystko wygląda inaczej. W całym turnieju wszystko musi do siebie pasować: technika, psychika, warunki oddawania skoku. Wystarczy jeden mały błąd skoczka, taki jaki przydarzył się Morgensternowi, i już spadasz na ósme miejsce. Janne Ahonen chyba lepiej radzi sobie z rosnącą presją. Jest najbardziej stabilny, chociaż nie wygrywa. Wskazałbym na niego, jako głównego kandydata do zwycięstwa. Gregora Schlierenzauera nie znam na tyle, by oceniać, czy odniósł trochę przypadkowe zwycięstwo, czy też zostanie na szczycie dłużej" - mówił trener Polaków.

"Tak jak swego czasu Małysz, Ahonen przez dwa lata nie stał na podium. Teraz znów mu się udaje i nikt nie wie dlaczego. Sam Ahonen się zastanawia. Mówił mi, że nie zmieniał wiele w treningu. Nagle wszystkie elementy znów poukładały się w całość. Taki jest ten sport. Jedni, jak Adam i Janne, wychodzą z kryzysów, a inni, jak Jakub Janda - nie. Czech zupełnie się pogubił. Próbował już wszystkiego, bez efektu" - zakończył Lepistoe.

Rzeczpospolita/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama