Real gotowy do szturmu na Barcelonę

Real jest już gotowy do szturmu na Barcelonę. Tylko czy Barcelona jest gotowa, by odeprzeć atak Realu?

Z zatrudnieniem Josego Mourinho nadeszła wreszcie długo oczekiwana zmiana w Realu Madryt. Już nie prezes wybiera piłkarzy, ale trener. Agent Ernesto Bronzetti nie ma wątpliwości, że "Mou włożył ręce do ognia po Carvalho". Florentino Perez nie chciał w Realu starego stopera Chelsea (32 lata), ale uległ swojemu trenerowi wobec 30 mln euro, których żądał Inter za trzy lata młodszego Maicona.

Reklama

Z czwartego transferu ery Mourinho (di Maria, Pedro Leon, Khedira, Canales został kupiony wcześniej) ucieszy się z pewnością kapitan Iker Casillas, który niedawno ze zdumieniem skonstatował, że gdyby nie 37-letni Jerzy Dudek, on byłby najstarszy w całej kadrze królewskiej drużyny. A przecież w maju skończył dopiero 29 lat.

Carvalho kosztował 8 mln euro i z wszystkich graczy FC Porto, z którymi "The Special One" wygrywał Ligę Mistrzów sześć lat temu, on jest najmocniej przywiązany do trenera. W Madrycie podpisał kontrakt na dwa lata, będzie to jego szósty i siódmy rok pracy z Mourinho. Wobec chronicznych kłopotów ze zdrowiem Pepe i braku doświadczenia Garaya, może okazać się absolutnie niezbędny. Czy Real według Mourinho jest już definitywnie gotowy do zdetronizowania Barcelony? Być może klub z Madrytu zatrudni jeszcze napastnika, lub piłkarza, który mógłby zastąpić kontuzjowanego Kakę. Do 28 listopada (termin Gran Derbi na Camp Nou) Brazylijczyk raczej się nie wyleczy.

Znacznie mniej zdecydowany od Mourinho wydaje się jego największy rywal Pep Guardiola. A przecież trener Barcelony stracił dwóch piłkarzy, których chciał zatrzymać (Yaya Toure i Dmytro Czyhryńskiego). Klub dostał za nich 45 mln euro, był gotów je wydać na Cesca Fabregasa, ale Arsenal - znając wielką determinację Barcy w walce o wychowanka - żądał jeszcze więcej.

Guardiola ma teraz kilka dni do namysłu, czy chce w drużynie 21-letniego Masuta Özila (Werder jest ponoć skłonny go sprzedać za kilkanaście mln). Wygląda jednak na to, że trener Barcy zdecyduje się załatać dziurę w składzie kimś młodym-zdolnym z "La Masia". W ankiecie dziennika "Marca" ponad 54 proc kibiców opowiada się za szansą dla wychowanka, ale z kolei aż 83 proc. czytelników katalońskiego "El Mundo Deportivo" jest zdania, że Niemiec odniósłby sukces w Barcelonie.

"Mamy kadrę utalentowaną, ale szczupłą" - powiedział właśnie Eric Abidal. Nic w tym nowego, wszyscy mówią to samo. Defensywny pomocnik Liverpoolu Javier Mascherano sam zgłosił się do gry u boku Leo Messiego (ustami swojego agenta). Podobno kosztowałby "zaledwie" połowę tego, co Cesc.

A zaczęło się tak efektownie. Ledwo skończył się poprzedni sezon, a trener Barcy dostał w prezencie Davida Villę, jako "premię za mistrzostwo". Zakupu dokonał jednak odchodzący prezes Joan Laporta, a 40 mln euro to wciąż najwyższa kwota transferowa tego lata. Następca Laporty Sandro Rosell sprowadził jedynie obrońcę Adriano z Sevilli, który będzie tylko rezerwowym.

Czy batalia o Fabregasa była osobistą klęską Rosella? Może jednak nie postąpił aż tak głupio, teraz musiałby za gracza Arsenalu dać co najmniej 50 mln. Za rok Fabregas (ma kontrakt w Londynie do 2014) będzie tańszy, a jego przyjazd do Katalonii bardziej uzasadniony. Ogromny wydatek, jakim było rok temu sprowadzenie Zlatana Ibrahimovicia nauczyło ostrożności i Guardiolę i jego szefów. A może drugi sezon Szweda w Barcelonie ten brak przezorności jednak uzasadni?

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: Jose Mourinho | Real

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje