Raiders o krok od Superbowl !

Jeszcze tak hucznego rozpoczęcia meczu na stadionie Network Associate Coliseum w Oakland nie bylo. Zaraz po odśpiewaniu hymnu USA, tuż nad stadionem przeleciały odrzutowce zapierające dech w piersiach i ogłuszające swoim hukiem. Odpowiedź futbolistów z Oakland na taki początek, mogła być tylko jedna - koncertowa gra.

Oto, Raiders zagrali swój najlepszy mecz dekady, pokonując Miami Dolphins 27-0. Nadkomplet 64 tysięcy entuzjastycznie reagujących fanów zespołu Sebastiana Janikowskiego, głośnością dopingu niemal dorównywał myśliwcom.

Reklama

Trener Jon Gruden, mimo że jest najmłodszym trenerem w NFL, perfekcyjnie pod względem taktycznym rozpracował rywali. Formacja defensywna "Jeźdźców", zagrała po mistrzowsku po raz pierwszy w tym sezonie nie pozwalając rywalom na zdobycie punktów. Już w czwartej minucie stadion szalał, po tym jak Tory James przerwał atak Delfinow, przechwycił piłkę i po 90-jardowym sprincie zdobył przyłożenie. Sebastian Janikowski celnie strzelił na dodatkowy punkt co dało gospodarzom prowadzenie 7-0. Chwile później "Jeźdźcom" udało się doprowadzić piłkę na 36 jard i na boisko wyszedł owacyjnie witany Janikowski. Sebastian wziął rozbieg, a Shane Lechler idealnie ustawił mu piłkę. Seb kopnął potężnie piłkę, a ta niczym wystrzelona jak z armaty wylądowała wysoko, ale miedzy słupkami.

Podwyższając na 10-0, wałbrzyszanin jakby dodał wigoru Raidersom którzy od tego momentu grali jak natchnieni. Druga kwarta to już całkowita dominacja "Jeźdźców". Nasz jedynak w NFL pięknym strzałem z 33 jardów wyprowadził swój zespół na prowadzenie 13-0.

Na sześć sekund przed przerwa Sebastian Janikowski stanął przed szansa na pobicie życiowego rekordu w NFL. Dotychczas najdalej z 54 jardów, Sebastianowi udało się trafić do zawieszonej ponad 3 metry nad ziemią bramki. Mimo gorącego dopingu, piłka po uderzeniu Polaka spadła około pół metra od celu.

- Tuż po uderzeniu, wiedziałem, że strzał będzie za krótki. Zobaczysz na video moją reakcję. Natychmiast po strzale odwróciłem się. Nawet nie liczyłem, że tak niewiele będzie brakowało. Za bardzo podszedłem pod piłkę. Odległość była duża, ale prowadziliśmy wtedy już 20-0, więc ryzykowałem. Myślałem - albo wejdzie albo nie. Przy strzale z takiego dystansu trafienie dobrze w piłkę ma kluczowe znaczenie, tym razem nie wyszło, ale ten rekord będzie mój - odgrażał się po meczu Sebastian.

Po przerwie Raiders grając konsekwentnie w obronie, kontrolowali do końca sytuację nie pozwalając Delfinom na zdobycie choćby honorowych punktów.

Polski Kanonier miał wielki udział w tym triumfie - zdobył 10 punktów, walnie przyczyniając się do awansu swojej drużyny. Po raz pierwszy od 10 lat Raiders zagrają o mistrzostwo AFC. Ich przeciwnikiem będzie zwycięzca meczu Tenesse Titans - Baltimore Ravens.

Gdy wygrają Titans, Raiders zagrają w Tenneesse, w przypadku wygranej Ravens zagrają w Oakland co przy tak gorącej publiczności postawi ich w roli zdecydowanych faworytów.

Po meczu w szatni rozpromieniony właściciel Raiders, Al Davis podszedł do mających boksy koło siebie Shana Lechlera i Sebastiana Janikowskiego, wyściskał ich po czym dostojnie powiedział - Po tylu latach, to dzięki wam dwaj debiutanci w NFL, doprowadzicie Raiders do Superbowl, jestem bardzo z was dumny.

Trener Jon Gruden twierdził, że nieco przecenił rywala, ale wyszło to na dobre. Dziękował również kibicom - Takiego futbolowego widowiska jeszcze nie widziałem, fajerwerki, myśliwce, no i ten niesamowity doping, pod wpływem którego dostaje gęsiej skórki.

Dziękuje bardzo kibicom za tak gorący doping. Publiczność mamy wspaniałą, aż chce się dla niej pracować.

Sebastian jak zawsze znalazł chwile dla nas, nawet się cieszył, że po polsku porozmawiamy o meczu.

- Gratulujemy Sebastian, robisz furore w NFL. To Twoj pierwszy rok w lidze i od razu masz wielka szanse zagrać w Superbowl. Tylko jedno zwyciestwo dzieli was od finału w Tampa-Bay, czy czujesz się gwiazdą?

- Czuję się na pewno znakomicie. Fajnie byłoby awansować i wygrać Superbowl. W takiej formie jak jesteśmy teraz, będzie bardzo trudno nas zatrzymać. Dlatego właśnie nie spekulujemy z kim chcielibyśmy grać. Pewnie, że lepiej byłoby grać u siebie, bo mamy najlepszych kibicow w NFL. Robią taki kocioł na stadionie, że rywale pękają jeden po drugim.

- Czy przed meczem z Miami, mieliście jakieś specjalne formy przygotowań ze względu na wagę spotkania?

- Ciężko trenowaliśmy jak zawsze, tak dwa tygodnie temu jak i miesiąc temu. Może nieco więcej oglądaliśmy video z meczów Dolphins. Miami to była i jest bardzo dobra drużyna i musieliśmy się przygotować. Zrobiliśmy to perfekcyjnie, grając z nimi wiedzieliśmy czym nas mogą zaskoczyć. Pokazaliśmy im kto jest lepszy.

- Trener Gruden nie dał wam pobalować w Sylwestra, już raniutko musieliście się stawić na treningu.

- Nie było mowy o balowaniu, byłem w domu z kolegami graliśmy w bilarda. To jest zawodostwo, tu żartów nie ma. Rano musiałem się stawić na treningu, za to przecież mi płacą.

- Zawsze mówiłeś, że kochasz Florydę, dziś jednak skrupułów nie miałeś.

- Nie myślałem nawet o tym podczas meczu. To prawda ze lubię bardzo Florydę, ale finał Superbowl jest w tym roku na Florydzie. Na razie więc koncentrujemy się na najbliższym meczu aby tam awansować. Chciałbym zostać już na Florydzie po wygranym Superbowl i tam świetować zakończenie wspaniałego sezonu.

Chris Reiko, Oakland INTERIA.PL

W półfinale National Football Conference Minnesota Vikings pokonali New Orleans Saints 34-16. Dwoma przyłożeniami dla gospodarzy popisał się Randy Moss. Vikings spotkają się w finale konferencji ze zwycięzcą pojedynku Philadelphia Eagles - New York Giants.

Dowiedz się więcej na temat: miami

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje