Pyrek kontra Rogowska - gwiazdy i rywalki

Jednego możemy być pewni: Robert Korzeniowski nie zdobędzie tytułu podczas sierpniowych lekkoatletycznych mistrzostw świata. Smutne, ale prawdziwe.

Naszą największą medalową szansą w Helsinkach będzie więc duet tyczkarek Monika Pyrek - Anna Rogowska. Obie wyrastają na największe gwiazdy polskiej "Królowej Sportu".

Reklama

Na rozegranych w miniony weekend mistrzostwach Polski w Białej Podlaskiej lepsza okazała się Pyrek, wygrywając z rezultatem 4,70 m. To takie małe wyjście z cienia zawodniczki broniącej barw grupy lekkoatletycznej Elite Cafe. - To były perfekcyjne skoki. Bardzo się cieszę, że udowodniłam, przede wszystkim sobie, że to nie jest tak wysoko - powiedziała Pyrek w rozmowie z INTERIA.PL tuż po konkursie MP.

Na stadionie AWF w Białej Podlaskiej Pyrek (rekord życiowy 4,72 m) tuż po zapewnieniu sobie złotego medalu, próbowała skoczyć 4,80 m, o cztery centymetry wyżej od obowiązującego rekordu kraju należącego oczywiście do Rogowskiej. Nie udało się. - Byłam już zmęczona. W pierwszej próbie jeszcze mocno zaatakowałam, a później emocje już nieco opadły - powiedziała nam Pyrek. - Wierzę jednak, że nie tylko ja mogę to skoczyć. Myślę, że zarówno dla mnie jak i Ani Rogowskiej to jest realny wynik. Podobnie uważa zawodniczka SKLA Sopot: - Już wielokrotnie pokonywałem tę wysokość na treningu, więc trzeba tylko przełożyć to na skakanie na zawodach.

Jeszcze kilka lat temu liczyła się tylko jedna z nich - Pyrek. To ona zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w Edmonton w 2001 roku i aż do lata ubiegłego roku wydawała się być jedną reprezentantką Polski zdolną do pokrzyżowania szyków najlepszym. Rogowska, która była do tamtego sezonu w cieniu starszej o dziewięć miesięcy rywalki, zdetronizowała Pyrek wówczas, gdy było to najbardziej widoczne - w Atenach.

Na oczach milionów widzów 23-letnia wówczas blondynka lepiej wytrzymała presję psychiczną. W trzeciej próbie na 4,55 cm Rogowska zdołała pokonać poprzeczkę, praktycznie zabierając olimpijski medal koleżance z kadry. To był przełomowy moment, bowiem trudno się dziwić, iż od tego momentu zainteresowanie widzów oraz mediów skupiło się głównie na brązowej medalistce olimpijskiej.

Pyrek twierdzi jednak, że odpowiada jej pozycja tej mniej popularnej. - Bardzo dobrze. Świetnie czuję w tej roli. Przynajmniej nie mam tego wszystkiego na głowie - wyjaśniła gdynianka obecnie reprezentująca MKL Szczecin.

Obie nie darzą się wielką sympatią. W Białej Podlaskiej nawet nie podeszły do siebie po zakończonym konkursie, a tuż przed dekoracją stały w ogóle nie odzywając się do siebie. Ta "krajowa" rywalizacja chyba jest dla nich ważna, choć obie nie przyznają się do tego,

- Jak działa na mnie Monika? To naprawdę nie jest dla mnie ważne. Wiem jak siebie zmobilizować do wysokiego skakania i naprawdę niepotrzebne mi są w tym inne zawodniczki - powiedziała INTERIA.PL Anna Rogowska, która niedawno w tradycyjnym konkursie na molo uzyskała 4,77 m. Wynik ten jednak został uznany za nieregulaminowy.

Podobnie wypowiada się Pyrek. - Nigdy nie staram się walczyć z Anią. Walczę ze sobą i ze swoimi słabościami. Jestem świadoma swojej wartości i wiem jak jestem przygotowana.

Nasze medalowe nadzieje udanie rozpoczęły sezon 2005 i są optymistkami przed imprezą sezonu. - Wszystko wygląda na o wiele wyższym poziomie niż w zeszłym roku i w tej chwili cały czas się poprawiam jeżeli chodzi o technikę skoku - wyjaśniła Rogowska. - Przede mną najbliższy start 5 lipca . Potem jadę na dwutygodniowy obóz, już przygotowujący do MŚ.

- Na początku było trochę problemów, bo po powrocie z ciepłych Włoch, trafiliśmy na pogodę 15 stopni w Polsce i trochę technicznie się pogubiłam. Teraz doszłam do siebie i ten wynik (4,70 podczas MP - przyp. red.) potwierdza, że już jest lepiej - powiedziała Pyrek. - Nie ukrywam, że jeszcze mam problem z rozbiegiem, ale myślę, że w następnych zawodach zostanie on wyeliminowany.

W tyczce od pewnego czasu prym wiedzie niesamowita Jelena Isinbajewa. To do niej należy rekord świata - 4,92. - Na hali było widać, że z tą wysokością się po prostu bawi. Jeżeli nie będzie w tym roku żadnej niespodzianki, to powinna wielokrotnie poprawić rekord świata - stwierdziła Rogowska.

W pokonanie Isinbajewej nie wierzy także Pyrek. - Myślę, że Isinbajewa pokona w tym roku 5 metrów, a ja jeszcze nie jestem przygotowana do skakania takich rekordów. Więc świadomie twierdzę, że ona nie jest do ogrania w tym roku - powiedziała INTERIA.PL. - Moim celem jest pokonanie innych Rosjanek, Swietłany Fieofanowej i Tatiany Polnowej.

10 sierpnia w na stadionie Helsinkach rozegrany zostanie finał konkursu skoku o tyczce kobiet. - Isinbajewa, Rogowska, Pyrek - tak na pytanie o wymarzoną pierwszą trójkę mistrzostw świata odpowiada Anna Rogowska, jedna z naszych największych nadziei na podium. Pyrek jest ostrożniejsza: - Nie chcę zapeszać. Nigdy, nigdy niczego nie spekuluję wcześniej. Wierzę, że będzie szczęśliwie dla mnie.

Witek Cebulewski

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ z pojedynku Moniki Pyrek i Anny Rogowskiej

Dowiedz się więcej na temat: rekord | isinbajewa | biała podlaska | 'Gwiazdy' | pyrek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy