Pyrek: Aż odbiera mi mowę

- To największe szczęście w moim sportowym życiu - powiedziała Monika Pyrek, która w piątkowym konkursie skoku o tyczce MŚ w Helsinkach zdobyła srebrny medal. Dzień wcześniej Monika obchodziła swoje 25. urodziny!

- Cieszę się tak bardzo, że aż odbiera mi mowę. Los mi się pozytywnie odpłacił za to co stało się w Atenach, za to moje nieszczęście. Wielu ludzi uważało wówczas, że zachowuję się jak gwiazdeczka, a ja naprawdę to przeżyłam - wyjaśniła zawodniczka grupy Elite Cafe. - Myślałam nawet poważnie o zakończeniu kariery, jednak dzięki trenerowi Kaliniczence pozostałam w sporcie.

Reklama

Według Polki warunki atmosferyczne w trakcie konkursu były bardzo trudne. - Jeszcze nigdy w takich nie startowałam. Nie było ani momentu ciszy. Cały czas był wiatr, czasem w twarz, a to jest najgorsze.

Na 4,50 Pyrek zanotowała pierwszą zrzutkę w konkursie. - Powiem szczerze, że się przestraszyłam, bo spodziewałam się, że łatwo pokonam tę wysokość. No i później 4,60, a przy tej pogodzie to było jak 4,80.

Właśnie tyle wynosi rekord Polski, ale dla Pyrek to nie jest najważniejsze. - Tyle razy byłam już rekordzistką Polski, więc nie ma to dla mnie większego znaczenia - przyznała.

Srebrna medalistka współczuje Annę Rogowskiej, która tym razem nie zdołała pokonać nawet 4,50 i zajęła szóstą lokatę. - Podeszłam do niej po trzeciej próbie i... naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć. To nie jest wysokość, na której zawodniczka tego formatu powinna odpadać - dodała Pyrek.

Witold Cebulewski, Helsinki

Dowiedz się więcej na temat: pyrek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje