Puchar Stanley'a: Colorado mistrzem, Tanguay bohaterem

Znakomite widowisko zafundowali fanom hokeja gracze Avalanche i Devils w ostatnim meczu sezonu 2000/01. Dzięki trafieniom 22-letniego Tanguaya (dwukrotnie) i Joe Sakica drużyna gospodarzy i jej kibice mogli cieszyć się ze zdobycia Pucharu Stanley'a.

Bohaterem wieczoru był grający 2 sezon w NHL Alex Tanguay, zdobywca 2 bramek i 3 punktów w najważniejszym meczu swojej krótkiej hokejowej kariery. Największe powody do zadowolenia może mieć jednak Rayman Bourque, 40-letni weteren ligi NHL, który zdobywając upragniony mistrzowski pierścień otrzymał zaszczyt uniesienia pucharu w górę jako pierwszy, pomimo że jest to normalnie przywilej kapitana zwycięskiego zespołu.

Reklama

Nagrodę Conn Smythe Trophy dla najlepszego gracza play-off otrzymał po raz 4 w karierze bramkarz Patrick Roy, jeden z najlepszych graczy na tej pozycji w historii NHL.

Gdy 247 dni temu rozpoczynał się kolejny sezon ligi NHL, któż mógł przypuszczać, że do wyłonienia mistrza potrzebny będzie 7 mecz wielkiego finalu. Już dawno ostatni etap rywalizacji nie był tak wyrównany, dramatyczny i porywajacy. Wspanialy spektakl w siedmiu odsłonach zawdzięczamy dwóm znakomitym zespołom - obrońcom mistrzowskiego tytułu sprzed roku, New Jersey Devils i najlepszej drużynie sezonu zasadniczego - Colorado Avalanche.

Finałowe starcie miało miejsce w wypełnionej do ostatnego miejsca hali Pepsi Center w Denver. Przy fantastycznej oprawie i ogłuszajacym dopingu oba zespoly pojawiły się na tafli.

Pierwszą tercję nieco lepiej rozpoczęli goscie, chociaż w poczynaniach hokeistów obu drużyn widać było przede wszystkim troskę o dobrą grę w obronie i niedopuszczanie przeciwnika do groźnych podbramkowych sytuacji.

200 sekund po rozpoczęciu spotkania, po rzuceniu przeciwnika na bandę, 2 minutami ukarany zostal Brylin. Gra w okresie przewagi nie została przez "Lawiny" wykorzystana, pomimo dobrego strzalu Chrisa Drury.

Po powrocie 5 gracza inicjatywę odzyskali goście, lecz w dobrej sytuacji nie trafił w światło bramki Elias. Kolejną dobrą sytuację zmarnował Gomez, którego 2 strzały wybronił Roy.

Po niespełna 8 minutach gry po szybkiej kontrze i objechaniu bramki prowadzenie ekipie z Colorado dał Tanguay, ktory wyczekał bramkarza Devils i strzałem ponad nim zaliczył pierwsze trafienie meczu. Uskrzydleni gospodarze zaczęli grać jak w transie i co chwile pachniało kolejnym golem.

Po kilku minutach "Diabły" ponownie zaatakowały jednak kilkoma efektownymi interwencjami ponownie popisal sie Roy. Kiedy jednak na lodzie pojawiała sie pierwsza formacja ofensywna gospodarzy znów pachniało bramką dla "Lawin".

Na 4 minuty przed końcem tercji kolejny raz sędziowie dostrzegli przewinienie kwalifikujące się do 2 minutowej kary i na ławce kar znalazł sie Gomez. Pomimo atomowego uderzenia Blake'a wynik w tym okresie się nie zmienił, a kiedy na lodzie było już po 5 graczy, potężny strzał Sykory trafił w słupek.

I tercja

bramki

1:0 Tanguay (Hinote) 7:58

strzały: 10:9

Drugą odsłonę spotkania lepiej rozpoczęli goście, uzyskując optyczną przewagę, nie udokumentowaną jednak celnymi strzałami. Bezbłędnie w tym okresie spisywali sie obrońcy i bramkarz "Lawin". Co więcej, kolejna niesamowicie szybka kontra wyprowadzona przez Sakica i dobitka Tanguay'a dały gospodarzom komfortowe, dwubramkowe prowadzenie.

Poddenerwowani gracze Devils faulowali i w końcu 3 okres gry w przewadze wykorzystał pupil kibiców w Pepsi Center, Joe Sakic, który strzałem w okienko pokonał po raz trzeci Brodeura.

"Diabły", mimo że w ekstremalnie niekorzystnej sytuacji, spróbowaly jeszcze zaatakować, ale wspierany niiewiarygodnym dopingiem publicznosci Roy raz za razem wychodzil obronną ręką z każdej sytuacji. Swoją szansę dostali goście, kiedy na półmetku meczu bramkę zdobył Sykora, wykorzystując okres, kiedy na tafli nie było ukaranego Erica Messiera.

Od tego momentu coraz goręcej zaczęło robić się pod bramką Avalanche, gdyż nie mający nic do stracenia podopieczni Larry'ego Robinsona zaatakowali wszystkimi siłami.

Po jednej z akcji w tercji Devils sędziowie przyznali kolejne kary ponownie dla Messiera oraz Arnotta i w tym momencie na lodzie obie drużyny grały po 4. Prawdziwego prezentu od obrońców gości nie zdolał wykorzystać Drury, bedący sam na sam z bramkarzem.

Po powrocie ukaranych zawodników znów zaatakowala ekipa z New Jersey. Szanse bramkowe mieli również po kolejnych szybkich wyjściach z własnej tercji gracze "Lawin". Do końca tercji trwała twarda, męska walka pod bandami, pełna efektownych zderzeń.

II tercja

bramki

2:0 Tanguay (Sakic, Foote) 24:57

3:0 Sakic (Tanguay, Hejduk) 26:16 w przewadze

3:1 Sykora (Elias, Arnott) 29:33 w przewadze

strzały: 7:12

Ostatnia częć spotkania rozpoczęła się od akcji obu zespołów w środkowej tercji lodowiska. Pierwszą dobrą akcję przeprowadził Alexander Mogilny, ale jego strzał bez problemu wyłapał Roy'a. Po chwili kolejny raz strzelał Sykora, a w odpowiedzi dobrą akcję rozegrał 2. atak gospodarzy.

Kolejne ataki gości rozbijały się o twardo grającą defensywę Avalanche. Zdecydowana gra w obronie zaowocowała karą dla Roba Blake'a. Tym razem jednak podopieczni Boba Hartley'a bronili sie skuteczniej niż w 2. tercji i nie dali Devils zdobyć kontaktowej bramki.

Wraz z uplywającym czasem coraz bardziej desperacko atakowała drużyna "Diabłów", lecz tak naprawdę ani jeden strzał nie miał szansy na pokonanie Patricka Roy'a. Podobnie jak w poprzednich częściach meczu drużyna z Denver starała się wykorzystać szybkość swoich napastników, wyprowadzając groźne kontrataki.

Na 9,5 minuty przed końcową syreną za niebezpieczne zagranie na lawkę kar wysłany został Colin White z New Jersey. Tym razem to goście mogli skontrować drużynę z Colorado, ale blokowany Sykora nie zdołał zagrać skutecznie. Kolejna dobra akcja tego gracza spowodowała konieczność nieprzepisowego zagrania Foote'a. Po raz kolejny jednak drużyna grająca w osłabieniu mogła zdobyć gola, lecz w sytuacji sam na sam Podein przegrał pojedynek z Brodeurem.

Kolejnym ukaranym w tej tercji graczem został kapitan "Diabłów", Scott Stevens. Nieustająca presja gości spowodowała jednak, że "Lawiny" ograniczały swoje poczynania jedynie do niedopuszczania do strzałów na bramkę Roy'a.

120 sekund przed końcem spotkania Brodeur opuścil swój posterunek wzamian za 6 napastnika, co jednak nic już w obrazie gry nie zmieniło. Puchar Stanley'a dla Avalanche!

III tercja

bez bramek

strzaly: 5:5

Zobacz rywalizację w play off

FINAŁ PUCHARU STANLEYA:

Colorado Avalanche - New Jersey Devils 3:1

Stan rywalizacji: 4-3

Dowiedz się więcej na temat: strzały | strzał | goście | Jersey | bramki | Puchar | NHL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje