Przekleństwo ostatniej akcji, magiczne ręce Szczęsnego

Piłkarska reprezentacja Polski nie może wygrać z Niemcami! Nawet wtedy, gdy ma w bramce cudotwórcę, i zdobywa gola na 2-1 w 90. minucie.

Reklama

Jakub Wawrzyniak poślizgnął się na boisku wiele razy. Ale ten wczorajszy raz, w doliczonym czasie gry z Niemcami zapamięta do końca życia. Razem z lewym obrońcą Legii Warszawa zapamiętają go dziesiątki tysięcy kibiców, bo kosztowało to reprezentację Polski gola na 2-2.

Gracze Franciszka Smudy już czuli, że dokonali rzeczy niezwykłej. Że w meczu z Polską piłkarze Niemiec po raz pierwszy zejdą z boiska pokonani. Opuszczający plac gry chwilę wcześniej Kuba Błaszczykowski wykonywał gesty radości i podzięki dla niebios, tak jakby zwycięstwo już stało się faktem. Przecież w 90. min zdobył z karnego gola na 2-1.

Tymczasem znowu się nie udało. W 17. meczu z Niemcami polscy piłkarze zaliczyli wczoraj piąty remis. Zawdzięczają go Wojciechowi Szczęsnemu, który bronił w niewiarygodnych sytuacjach: strzały z bliska i daleka, aż do rzutu karnego w 67. min. Polska prowadziła wtedy po golu Roberta Lewandowskiego jedynego gracza z pola dorównującego rywalom spokojem i ogładą. Reszta grała bardziej sercem i płucami, niż głową.

To był niezły mecz Polaków. Fenomenalny dla Szczęsnego, bardzo dobry dla Lewandowskiego, dobry dla Murawskiego i Dudki, niezły dla debiutującego Damiena Perquisa. Drużyna Smudy miała też antybohaterów jak Sławomir Peszko, który niczym jeździec bez głowy marnował jedną po drugiej sytuacje sam na sam z Timem Wise, a także Arkadiusza Głowackiego.

Co z tego, że wyszkolony lepiej od innych polskich obrońców, skoro w sytuacjach stresowych głowa odmawia mu posłuszeństwa. Najpierw niepotrzebnie faulował na rzut karny, a potem dostał czerwoną kartkę za bezmyślne przewracanie rywala 30 metrów od bramki Szczęsnego.

Jest coś niewytłumaczalnego w tych piłkarskich stosunkach polsko-niemieckich. Goście byli wczoraj drużyną lepszą, ale to gospodarze znaleźli się o włos od wygranej. Jak można było je oddać? - Smuda i jego piłkarze będą zapewne nad tym dumać jeszcze długo. Mieli przejść do historii i nie przeszli, ale mimo wszystko nie to było wczoraj najważniejsze. Selekcjoner mógł sprawdzić, jak jego gracze reagują na stres, choć trochę porównywalny z tym, z jakim zetkną się podczas Euro 2012. Niemcy to przecież rywal wywołujący w Polakach skurcz żołądka. Ten mecz, w sumie tak nieszczęśliwie zakończony, był dla piłkarzy Smudy nauką, jak znaleźć sposób na silniejszych od siebie i jak im sprostać.

Jedno wydaje się oczywiste. Los reprezentacji Polski na Euro 2012 nie leży w nogach, ale w rękach. W rękach Wojciecha Szczęsnego.

Wojciech Szczęsny o meczu z Niemcami

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama