"Przebudzenie z pięknego snu"

Trener polskich szczypiornistów Bogdan Wenta nazwał ćwierćfinałową porażkę z Islandią (30:32) "przebudzeniem z pięknego snu". Faworyzowani Polacy źle zaczęli spotkanie i nie zdołali odrobić strat z fatalnej pierwszej połowy (14:19). Walczyć będą o miejsca 5-8.

- Nie wiem, co powiem zawodnikom w szatni. Pracuję z chłopakami od czterech lat, budowaliśmy swoje marzenie, swój sen. W środę nastąpiło brutalne przebudzenie. Dogramy turniej do końca, a później będziemy myśleć o przyszłości. Ta porażka będzie nas jednak bardzo dużo kosztowała. Dla niektórych zawodników może to być koniec sportowych marzeń olimpijskich - przecież następny turniej dopiero za cztery lata. Chcę jednak podziękować wszystkim za wysiłek, za starania, za walkę - powiedział trener Wenta.

Reklama

- O przegranej zadecydowały tragiczne 30 minut pierwszej połowy. Błędy w ataku zaowocowały kontrami dla rywali, źle pracowaliśmy w obronie. Brakowało przekazania obrotowego, co sprawiło, że straciliśmy wiele bramek. Pierwszy raz znaleźliśmy się w takiej sytuacji - ocenił szkoleniowiec.

- Byliśmy bardzo spięci i nie zrealizowaliśmy założeń taktycznych. Do piłki wybiegało zbyt wielu zawodników. W drugiej połowie strach przed przegraną zmobilizował zespół i dwukrotnie doszliśmy na jeden punkt. Zbyt indywidualne akcje sprawiły, że rywal znowu odskoczył. Jeśli dogonienie przeciwnika kosztuje 50 minut walki, to nie można sobie pozwolić na takie wpadki - dodał.

Zdaniem szkoleniowca Islandia na igrzyskach pokazała, czym jest gra zespołowa. Nawet w chwilach, kiedy mieli słabszy okres, potrafili kontynuować "swoją" grę. Polskiej drużynie brakowało tej konsekwencji.

- Za kilka dni przyjdzie czas na podsumowania. Nie umiem ocenić ilu zawodników z tej drużyny zostanie. Każdy musi wyrazić zgodę na ciężką pracę i wtedy będziemy harować razem. Słyszałem już jednak deklaracje, że to może być dla niektórych ostatni turniej. Zawodnicy muszą przemyśleć, czy dadzą radę utrzymać poziom przez kolejne cztery lata - wyjaśnił Wenta.

Trener bardzo zdenerwował się pytaniem, czy postawa któregoś z zawodników go rozczarowała.

- Takie pytania są nie na miejscu. To jest sport - wszyscy się starali, walczyli. To jest gra kontaktowa, walczymy razem i razem przegrywamy. Taka porażka bardzo boli, ale trzeba pohamować emocje. Przecież przez ostatnie cztery lata było wiele pięknych chwil. Zapewniam, że zawsze będę stał po stronie zespołu - powiedział twardo Wenta.

- Igrzyska to wyjątkowy turniej - rozgrywany raz na cztery lata, a Polska czekała na występ aż 28 lat. Dlatego porażka jest tak bolesna. To było widać po twarzach całej ekipy - podkreślił.

Od nowego sezonu Wenta będzie nie tylko selekcjonerem reprezentacji, ale i głównym szkoleniowcem czołowego klubu -Vive Kielce. Ma nadzieję, że jego praca przyczyni się do jeszcze większej popularyzacji dyscypliny. Sukcesy przyciągają bowiem nowych zawodników i jak wyjaśnił - w młodych rocznikach widzi ogromny potencjał.

- Może wyniki młodzieżówki nie są takie, jak byśmy się spodziewali, ale oglądając ich widać, że mają potencjał, doskonałe warunki fizyczne. Pytanie tylko jak będą się rozwijać - wyjaśnił.

Z Pekinu - Maciej Malczyk

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: sny | porażka | turniej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama