Prezes zalecał "koks"

Prezes jednego ze związków sportowych nakłaniał zawodników do brania środków dopingujących. Co więcej, brał od nich za to pieniądze...

Rzecz dotyczy Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego (PZKFiTS) i jego prezesa Pawła Filleborna.

Reklama

Byli jego podopieczni podpisali się pod oskarżeniem, które wpłynęło do rzeszowskiej prokuratury. Prokuraturę zawiadomił Stanisław Jedliński, prezes firmy "Sportatut", która produkuje odżywki dla sportowców. Firma jest również sponsorem dwóch zawodników i to od nich dowiedziała się o niecnych praktykach prezesa związku.

Mistrz świata na dopingu

W 2002 roku Mariusz Strzeliński zdobył złoty medal mistrzostw świata w kategorii 90 kg. Jego radość nie trwała długo - we krwi kulturysty wykryto aminoglutetimid i został on zawieszony na dwa lata.

- Teraz już od ponad dwóch lat jestem poza tym środowiskiem. Prowadzę własną działalność, sklep z odżywkami - powiedział INTERIA.PL Strzeliński. Zapytaliśmy dwukrotnego mistrza świata, jakie środki znajdowały się na liście, którą otrzymywał od prezesa związku.

- Nie otrzymywaliśmy jej, tylko kupowaliśmy za 1000 dolarów. Znajdowały się na tej liście: hormon wzrostu, insulina, aminoglutetimid, testosteron, winstrol, primobolan oraz kilka innych - powiedział nam były kulturysta.

- Wszystkie te środki są anaboliczne i nie można ich stosować bez konsultacji z lekarzem, bo może być to bardzo groźne. Za zażywanie tych środków wymierzane są najcięższe i najdłuższe kary - powiedział INTERIA.PL pracownik z Zakładu Badań Antydopingowych.

Jeśli są one tak niebezpieczne dla zdrowia, to dlaczego zawodnicy decydowali się je zażywać? - Ze strony prezesa Filleborna były zapewnienia, że nic mi się nie stanie, że nie są to środki szkodliwe dla zdrowia, a tym bardziej nie będzie żadnej wpadki na zawodach - powiedział nam Strzeliński.

- Jednak zaliczył pan wpadkę. Dlaczego? - zapytaliśmy. - Aminoglutetimid cztery miesiące wcześniej został wciągnięty na listę środków zabronionych. Nasz prezes jednak pewnie o tym nie wiedział, a może nie chciał wiedzieć - stwierdził były zawodnik. - Dziś w związku dzieje się to samo co kilka lat temu, tzn. wciąż prezes sprzedaje swoje cudowne diety. Nie wszyscy chcą jednak o tym mówić, bo się boją - zakończył Strzeliński.

Zasłabł na ulicy

Inny z zawodników, były wicemistrz świata Piotr Głuchowski, również korzystał z "porad" prezesa. W 1998 roku, kiedy odprowadzał dziecko do żłobka, zasłabł na ulicy i wpadł w śpiączkę. Było to następstwo przedawkowania insuliny. Wtedy o mały włos nie stracił życia. Tylko szybka interwencja lekarzy w stołecznym szpitalu sprawiła, że dziś może głośno mówić o całej sprawie.

- Brałem wszystko zgodnie z zaleceniami, które kupiłem od prezesa. Trzy dni przed mistrzostwami Europy zasłabłem w żłobku odprowadzając dziecko. Obudziłem się po trzech godzinach w szpitalu. Lekarze stwierdzili spadek poziomu cukru we krwi, co spowodowała insulina - powiedział nam Piotr Głuchowski .

- Czy musiał pan brać? Czy prezes zmuszał do brania?

- Nie zmuszał, ale dla nas, wtedy młodych ludzi, był wielkim autorytetem. Przedstawiał nam, że bez "tych rzeczy" sport wyczynowy nie istnieje. Aby robić dalsze postępy trzeba brać. Podawał przykłady gwiazd kulturystki, podawał siebie jako przykład i obiecywał, że po tych ilościach nic nam się nie stanie.

- Czy aby osiągnąć sukces w kulturystyce, koniecznie jest branie dopingu?

- Ja do pewnego czasu nic nie brałem, a zostałem mistrzem Europy. Do pewnego momentu nie trzeba brać, ale jak mówił nam prezes, aby wejść na wyższy poziom, powinno się "wspomagać"...

- Czy wiedział pan, że zalecane preparaty mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia

- Wiedziałem tylko tyle, co wyczytałem w pismach. Jednak prezes tłumaczył nam, że w pismach wyolbrzymiają ten problem, a po dawkach, jakie on zalecił, na pewno nic nam się nie stanie.

Piotr Głuchowski obecnie nie startuje w zawodach kulturystów. Prowadzi sklep z odżywkami oraz gra w filmach. Ostatnio zagrał rolę "Kafara" w serialu "Glina", emitowanym jesienią 2004 roku w TVP.

Wątek korupcyjny

Do sprawy dopingowej doszedł również wątek korupcyjny. Wszechmocny prezes miał zażądać od sponsora Mariusza Strzelińskiego 30 tys. zł w zamian za załatwienie skrócenia dyskwalifikacji. Dodatkowe 30 tys. prezes firmy Olimp Laboratories, dawniej Sportatut, miał zapłacić za przejście Piotra Głuchowskiego na zawodowstwo.

- Paweł Filleborn złożył mi propozycję korupcyjną, dotyczącą przejścia Piotra Głuchowskiego na zawodowstwo i skrócenia kary Mariusza Strzelińskiego. Jak podałem w zawiadomieniu, które złożyłem w prokuraturze, zażądał kwoty po 30 tys. zł za każdą z tych spraw - powiedział Stanisław Jedliński, sponsor zawodników.

Co na to prokurator?

"Z dotychczasowych zeznań świadków nie wynika, by pan Filleborn zmuszał kogoś do przyjmowania środków dopingujących. Jeśli jednak uda nam się potwierdzić autorstwo tzw. rozpisek (plan diet dopingowych), możemy mu ewentualnie postawić zarzut zachęcania do zażywania środków szkodliwych dla zdrowia" - powiedział 2 grudnia dla "Życia Warszawy" prokurator badający sprawę, Jerzy Bułaś.

Nam nie udało się skontaktować się z panem Bułasiem. Dowiedzieliśmy się, że przebywa na zwolnieniu lekarskim i dopiero w przyszłym tygodniu wyda decyzję w sprawie prezesa Filleborna.

Od INTERIA.PL:

Wszyscy oskarżający zawodnicy przyznają się do brania środków dopingujących. Nie jest to dla nich żadną tajemnicą i mówią o tym głośno. Zapytaliśmy jednego z nich, czy w kulturystyce, aby osiągnąć sukces na arenie międzynarodowej trzeba brać doping. - Nie trzeba. Można osiągnąć sukces bez dopingu, ale wymaga to więcej czasu i więcej treningu. Wszystko to osiąga się o wiele dłużej i nie wiem czy efekt byłby taki sam, jak po wspomaganiu - wyznał były kulturysta.

Dowiedz się więcej na temat: środki | zdrowie | koks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje