Prezes PZPS: Mam kaca moralnego

Z dużym dystansem i pewnym niesmakiem przyjął prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosław Przedpełski decyzję Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Delegatów o zatwierdzeniu zmian w statucie. Sam wstrzymał się od głosu.

Poprawki do statutu były jedynym punktem poniedziałkowych obrad zgromadzenia w Warszawie, w którym uczestniczyło 54 delegatów.

Reklama

"Mam kaca moralnego, bo trochę, jako związek, poddaliśmy się zewnętrznym sprawom. To wszystko nie jest naszą inicjatywą, są to zmiany wymuszone przez audyt, przez układ podatkowy. Tak nie powinno być. Jeśli jednak chcemy, by wszystko było prawidłowo rozliczane przez Urząd Skarbowy, muszą się pewne zapisy znaleźć w statucie. Jestem tego przeciwnikiem, ale takie są w tej chwili realia życia w Polsce i trzeba było to zatwierdzić" - zaznaczył Przedpełski.

Najwięcej wątpliwości wzbudzają zapisy o "zakupie ubiorów dla osób realizujących cele statutowe", czy "organizowanie dla ekipy zajęć pozasportowych w trakcie zgrupowań w celu umożliwienia odpowiedniego odpoczynku i przygotowania do zawodów".

"Wiem, że to wszystko jest bez sensu. Zajmowanie się tym, czy możemy rozliczyć proporczyki dla działacza FIVB, mija się z celem. Sam się z tym źle czuję. My doskonale wiemy na co możemy wydawać pieniądze i chyba robimy to dobrze skoro mamy takie sukcesy i coraz więcej osób zajmuje się siatkówką" - dodał prezes PZPS.

Przedpełski zdaje sobie sprawę z tego, że związek wprowadzeniem takich zmian narażony został na ataki z różnych stron i środowisk.

"Przedstawione to zostanie tak, jakby działacze byli leśnymi dziadkami, czekającymi tylko na to, by sobie kupić garnitur. To przecież totalna bzdura, a dla mnie w takiej sytuacji praca przestaje być przyjemna. Mnie stać przecież na garnitur i nie muszę tego zaznaczać w statucie" - skomentował.

Krytycznie wypowiedział się także w stosunku do zakupu biletów na imprezy kulturalne dla członków ekipy podczas zgrupowań.

"Jeżeli psycholog przychodzi i mówi, że drużynie potrzebny jest inny relaks niż tylko leżenie w łóżku, to co mamy zrobić? Zawodnicy mają sami sobie wyjście sponsorować? Mamy wtedy nie iść do cyrku, czy kina? Musimy dbać o to, by zespół był zgrany, a właśnie w taki sposób też to robimy" - podkreślił i dodał, że takimi sprawami powinni zajmować się ludzie, którzy się na tym znają, a nie urzędnicy.

"Rozliczajcie nas za wyniki, a nie za to, czy pomógł zawodnikowi film animowany, czy teatr. Zostawmy to ludziom, którzy się na tym znają. Czy sportowiec ma tylko trenować od rana do wieczora? Chcielibyśmy mieć jakąś pulę do wykorzystania i rachunkami powinniśmy udowodnić, że pieniądze zostały prawidłowo wydane. A czy poszły one na imprezy kulturalne, czy na sprzęt, powinno być sprawą drugorzędną. Nie zapominajmy, że w siatkówce psychika gra bardzo dużą rolę i musimy dbać także o relaks psychiczny zespołu. Nie dajmy się zwariować" - zaapelował.

Przedpełski z dużym dystansem podchodzi do zmian w statucie i wielokrotnie podczas obrad Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Delegatów podkreślał, że taka sytuacja mu nie odpowiada. Poprosił nawet obecnego na sali prawnika, by wypowiedział się w kwestii konieczności ich wprowadzania. Ten jednak rozwiał wątpliwości prezesa i dobitnie zaznaczył, że jest to niezbędne.

"Za chwilę może się okazać, że przyjdzie urzędnik i powie, że czegoś jeszcze nie ma w statucie, a my "na hurra" znowu się zbierzemy i będziemy musieli ustalić kolejny punkt. Uważam, że to nie jest dobre rozwiązanie" - skomentował prezes PZPS.

Do głosowania uprawnionych było 54 delegatów. Za zmianami głosowało 36 osób, przeciw było dziesięć, a osiem, w tym Przedpełski, wstrzymało się od głosu.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: ZGROMADZENIA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama