Prezes PZN: Byłem w strachu

Kiedy mówiłem, że związku nie stać na wysokie wynagrodzenie Blecharz i Żołądź odpowiadali, że czeka na nich wiele uczelni. Mogłem nie ulegać szantażowi, ale bałem się, że odejdą i podpisałem zgodę na stutysięczne premie - powiedział dla "Rzeczpospolitej" Paweł Włodarczyk.

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego przyznał, że wiedział, że nie będzie w stanie wypłacić obiecanych pieniędzy, ale mimo to podpisał zgodę na premie za IO w Sal Lake City i MŚ w Predazzo dla zespołu szkoleniowego Adama Małysza. Przez ostatnie dwa lata fizjolog i psycholog otrzymywali miesięcznie 7 tysięcy złotych i kwota ta dwukrotnie przewyższała pensję trenera kadry skoczków Apoloniusza Tajnera.

Reklama

- Dzisiaj jest awantura o to, że nie podpisałem z nimi umowy, ale co byłoby dwa lata temu gdybym tak zrobił. Byłem w takim strachu, że nie powiedziałem Tajnerowi o wynagrodzeniach i premiach dla doktorów. Obawiałem się jego reakcji - żali się Włodarczyk

- Prezes Włodarczyk przeliczył się z możliwościami. Trenerzy i konsultanci są nagradzani przez Polski Komitet Olimpijski. Nie wykluczało to dodatkowej motywacji od związku, ale była ona stanowczo za wysoka - skomentował sytuację minister sportu Adam Giersz.

INTERIA.PL/Rzeczpospolita
Dowiedz się więcej na temat: premie | Włodarczyk | PZN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama