Powrót syna Barcelony

Nie było w Barcelonie piłkarza oczekiwanego bardziej niż Cesc Fabregas. Od lat klub zabiegał o odzyskanie wychowanka i wreszcie dopiął swego. Za 29 mln euro, plus 6 mln w zależności od jego osiągnięć i 5 mln, które zapłaci sam piłkarz.

Najdłuższy transferowy serial w Europie dobiega końca. Cesc Fabregas z magicznym nr 4 na plecach zostanie zaprezentowany fanom Barcelony w poniedziałek, by już w środę przeżyć na Camp Nou swoje pierwsze Gran Derbi (w rewanżowym meczu Superpucharu Hiszpanii). Może nie wyjdzie na boisko nawet na minutę, ale to nie ma znaczenia. "Nadszedł w końcu dla nas ten wielki dzień" - napisali na Twitterze jego koledzy Gerard Pique i Carles Puyol, jeszcze zanim oba kluby potwierdziły transfer oficjalnie.

Dedykacja na koszulce okazuje się być proroctwem

Reklama

Dla Barcelony i jej fanów jest to prestiżowe zwycięstwo, temat powrotu Cesca do domu dyskutowany był przez lata. Aż trudno uwierzyć, że we wrześniu 2003 roku prezes Joan Laporta pozwolił odejść 16-latkowi za kilkaset tysięcy funtów. Wtedy wychowankowie nie grali jeszcze w Barcelonie głównych ról, a Laporta był zajęty transferem Ronaldinho.

Dziś wszystko jest inaczej. Chłopaki z "La Masia" podbijają świat prowadzeni przez starszego kumpla Pepa Guardiolę. Był on idolem także dla Cesca, już w 2001 roku podarował mu swoją koszulkę z numerem 4, na której napisał: "Kiedyś z tym numerem będziesz grał w Barcelonie ty". Zdarzyło się to tuż po rozwodzie rodziców Cesca, kiedy trenujący w "La Masia" talent przeżywał bardzo ciężkie dni. Dziś jego powrót do domu jest wielkim, osobistym triumfem także dla trenera Barcy. Nikt nawet nie pyta już: "Gdzie jest właściwie miejsce dla Fabregasa w tym katalońskim gwiazdozbiorze"?

Nie będzie grzał ławy, bo zmienią taktykęna tylko 3 obrońców!?

Piłkarz za 40 mln euro, o tak gigantycznym talencie, miałby być rezerwowym? Chyba nie. Podobno Guardiola myśli o zmianie ustawienia zespołu z 4-3-3 na 3-4-3, by w drugiej linii przed Sergio Busquetsem, Xavim i Andresem Iniestą grał właśnie niedawny kapitan Arsenalu. Wszyscy liczą też na gole Cesca. Już w "La Masia" jako 14-latek w zespole z Pique i Leo Messim potrafił zdobyć 30 bramek w sezonie, ustawiany na pozycji defensywnego pomocnika.

Cesc odchodził z Katalonii, by grać. Arsene Wenger obiecał mu podstawową jedenastkę "Kanonierów", gdy chłopak miał 16 lat i 177 dni. Słowa dotrzymał. Odkąd Fabregas stał się gwiazdą Premier League uwierzył jednak, że może być nią też na Camp Nou. Trzy lata temu, gdy Guardiola usiadł na ławce trenerskiej Barcelony, zaczął na poważnie starania o powrót Cesca. Miało do niego dojść dwa lata temu i przed rokiem - kiedy po mundialu w RPA Fabregas przemawiał do fanów reprezentacji Hiszpanii, Pique i Puyol zrobili mu psikusa zakładając koszulkę Barcy. Przedwcześnie.

O Cesca zabiegało kilka innych wielkich klubów, na czele z Realem Madryt. Fabregasa obiecał kibicom z Santiago Bernabeu poprzedni prezes Ramon Calderon, kiedy wygrywał wybory w 2006 roku. Miał sprowadzić Arjena Robbena (udało się), Kakę (zrobił to dopiero Florentino Perez) i właśnie młodego Katalończyka. Cesc był jednak zbyt mocno związany z Barceloną, by brać pod uwagę grę dla "Królewskich". Na Camp Nou bywał przecież już w czasach, kiedy nosił pieluchy, a prowadzał go tam dziadek.

By wyrwać się do Barcy strajkował!

Kapitan Arsenalu do końca chciał być lojalny wobec Wengera, ale ostatnio jego opór narastał. Klub z Londynu nie wygrywał trofeów, podczas gdy Barcelona przeżywa złote lata. Decydujące znaczenie miała podobno rozmowa z Guardiolą, który osobiście wytłumaczył Cescowi, że on, koledzy z drużyny i wszyscy fani czekają na niego. Fabregas zaczął cichy strajk w Londynie, by dać do zrozumienia, jak bardzo chce wrócić do domu. Zobowiązał się nawet, że 5 mln euro zapłaci Arsenalowi z własnej kieszeni (z przyszłych zarobków w Katalonii).

Wenger długo się opierał, w końcu jednak musiał spasować. Nowym kapitanem Arsenalu ma zostać Robin van Persie. Tymczasem Fabregas wracając do korzeni zaczyna nowy rozdział. Mając 24 lata chce być jednak graczem zupełnie dojrzałym. Choć w Katalonii wszyscy pamiętają go jako Cesca, poprosił, by na koszulce, nad magicznym numerem 4, z którym grał kiedyś Guardiola, pojawił się napis "Fabregas".

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje