"Powinniśmy dać Otylii święty spokój"

- W takiej sytuacji nie ma dobrych rad. Myślę, że najważniejsza jest kultura ludzka i to, co każdy z nas ma w sercu. Znam Otylię, jestem jej kibicem, ale jak Boga kocham, sam nie wiedziałbym chyba, jak się w tej sytuacji zachować - powiedział na łamach "Super Expressu" psycholog sportowy, Maciej Andryszczak.

Otylia Jędrzejczak powoli dochodzi do siebie po tragicznym w skutkach wypadku samochodowym w którym zginał jej brat Szymon.

Reklama

- Każdy przypadek jest inny. I nie można ich porównywać. Na przykład Jacek Krzynówek. Przed eliminacyjnym meczem mistrzostw świata z Irlandią zmarł mu ojciec. Jacek zagrał znakomity mecz, zdobył gola. Ale powtarzam, każdy przypadek jest inny. I wszystko zależy od samego człowieka. Co do Otylii... Za mało wiemy, żeby wysuwać jakiekolwiek wnioski. Oczywiście rola psychologa będzie olbrzymia, ale ile czasu będzie potrzeba, nikt nie jest w stanie teraz przewidzieć - stwierdził Andryszczak.

- Sport może jej dać chwilę zapomnienia, a może też spowodować zamknięcie się w sobie. Najważniejsze, żebyśmy pamiętali o jednym. Traktujmy Otylię jak zwykłego człowieka, który może mieć chłopaka, własne słabości, wzloty i upadki. Tymczasem wszyscy patrzą na nią jak na sportowego herosa. Wiem na pewno, że powinniśmy dać Otylii święty spokój. Pozwólmy jej zapomnieć o tragedii, jaką przeżyła. Im mniej się będzie na ten temat mówiło, tym lepiej. Zamiast o tym niepotrzebnie rozmawiać, pójdźmy do kościoła, zapalmy świeczkę, pomódlmy się. Bądźmy przy niej myślami. To wystarczy! - zakończył Andryszczak.

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: spokój

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje