Porażka z Blackburn dobrą lekcją

Porażka Wisły Kraków z Blackburn Rovers 1:2 nie powinna nikogo dziwić. W końcu oba kluby dzieli przepaść zarówno organizacyjna, jak i sportowa. Dziwić natomiast może sposób, w jaki Wisła dała sobie wyrwać zwycięstwo lub co najmniej remis.

Po bardzo dobrej pierwszej połowie (Wisła prowadziła 1:0), w której Polacy grali bez kompleksów i długimi momentami nawet przeważali, na drugą część gry wyszli z jednym celem: obronić korzystny wynik. Zbyt głębokie cofnięcie przed własne pole karne co chwilę przynosiło groźne akcje ze strony Blackburn.

Reklama

Dlaczego Wisła się cofnęła? "Nie wiem" - przecząco kręcił głową Dragomir Okuka. "Trener kazał się nam trochę cofnąć i próbować kontrataku" - wyznał Dariusz Dudka i szybko dodał, że wycofanie było jednak zbyt głębokie, tzn. nie takie jakie zalecał Okuka.

Z wypowiedzi tych wynika, że poważny błąd popełnił szkoleniowiec "Białej Gwiazdy", zalecając drużynie obronę korzystnego wyniku. Tylko że bronić się to trzeba umieć, a nie tylko pozorować defensywne ustawienie, co prezentowali wicemistrzowie Polski.

Nawet wyrównująca bramka Blackburn nie zmieniła stylu gry krakowian, którzy wciąż próbowali gry z kontrataku i chętnie przyjmowali gości na swojej połowie. Konsekwencją takiego zachowania był drugi gol dla gości, którzy zasłużenie zdobyli w Krakowie trzy punkty.

Uważam, że utrata bramki w 88. minucie jest niczym innym jak frajerstwem. Klasowa drużyna w ostatnich sekundach meczu stara się przenieść ciężar gry jak najdalej od własnej bramki, a jeśli tego nie potrafi, to wślizgami lub solidnymi wykopami oddala grę z własnego pola karnego. Jednak wiślacy pokazali, że nie potrafią skutecznie się bronić.

Atakować też nie potrafią, ale to mniej dziwi, bo w kadrze krakowian graczy ofensywnych (napastników) jak na lekarstwo.

W czwartek na stadionie w Krakowie widziałem tylko jednego piłkarza w czerwonej koszulce, który chciał i umiał coś zrobić w ofensywie. To oczywiście Kuba Błaszczykowski. Na grę tego młodego chłopaka, który jeszcze dwa lata temu grał w IV lidze, aż miło popatrzeć. Niezła szybkość, dobry drybling oraz niesamowite serce do gry. Gdyby Wisła miała przynajmniej pięciu takich Błaszczykowskich, meczu z Blackburn na pewno by nie przegrała.

Nie ma co rozpaczać nad porażką ze średniakiem z Anglii. Mecz z Blackburn wiślacy powinni potraktować jako pożyteczną lekcję. Przecież w słabej polskiej lidze niczego już się nie nauczą, a potyczkę z Wyspiarzami zapamiętają na długo z wielu powodów. Nauczą się choćby tego, że mecz trwa 90 minut, a nie 88...

Andrzej Łukaszewicz, Kraków

Dowiedz się więcej na temat: Wisła | Blackburn Rovers | porażka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje