Polskie kluby piłkarskie zaczynają zarabiać

Wtorek, 20 września 2011 (15:10)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

W Lidze Mistrzów na próżno szukać polskiej drużyny, ale sytuacja finansowa klubów Ekstraklasy i tak systematycznie się poprawia. Przekonuje o tym najnowszy raport firmy "Ernst & Young", zgodnie z którym przychody Lecha Poznań przekroczyły 73 mln zł!

Zdjęcie

Lech Poznań jest najlepszym przykładem tego, ze na polskiej piłce jednak da się zarobić /PAP
Lech Poznań jest najlepszym przykładem tego, ze na polskiej piłce jednak da się zarobić
/PAP
Po raz trzeci z rzędu Lech Poznań zwyciężył w rankingu Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu przygotowanym przez firmę doradczą Ernst & Young. "Kolejorz" jest zdaniem ekspertów najbardziej stabilnym finansowo klubem w Polsce, co potwierdził wypracowując wysoki zysk w roku 2010, pomimo kosztów sięgających 68 mln zł. Obok Lecha jeszcze 3 kluby Ekstraklasy wypracowały w roku 2010 zysk netto. Raport Ernst & Young zaprzecza stereotypowemu wyobrażeniu o tym, że polska piłka nożna nie jest biznesem, na którym da się zarabiać.

Ekstraklasę czeka coraz lepsza przyszłość

Dominacja Lechitów w tegorocznej edycji raportu nie była jednak aż tak bezdyskusyjna jak rok wcześniej. Mistrz Polski z sezonu 2009/10 zajął pierwsze miejsce w kategorii "sytuacja finansowa", ale przegrał w pozostałych dwóch podkategoriach rankingu z Legią Warszawa i... Jagiellonią Białystok, które w rankingu ogólnym zajęły miejsca drugie i czwarte. Na najniższym stopniu podium uplasował się aktualny mistrz Polski - Wisła Kraków.

Reklama

Z raportu Ernst & Young wynika, że Ligę Zawodową Piłki Nożnej czeka coraz lepsza przyszłość, dzięki modernizacji stadionów i coraz wyższemu poziomowi sportowemu. Już wkrótce, przychody klubów niektórych klubów odnoszących największe sukcesy mogą przekraczać 80 milionów złotych.

- Siła Ligi przekłada się bezpośrednio na siłę jej klubów i odwrotnie - bez mocnych finansowo klubów nie ma silnej Ekstraklasy - mówi Andrzej Rusko, Prezes Zarządu Ekstraklasy S.A. - Wiemy doskonale, że bez odpowiedniego zaplecza finansowego nie będzie sukcesów sportowych. Dlatego robimy wszystko, by w każdym roku przychody klubów były jak największe - dodaje Andrzej Rusko.

- Nasza liga jest w tej chwili w fazie przejściowej. Znajdujemy się w samym środku, tzw. infrastrukturalnej rewolucji. W poprzednim raporcie obserwowaliśmy jej negatywne finansowe i medialne skutki. Sześć klubów, w tym trzy największe, grało na przebudowywanych stadionach lub wręcz poza swoimi obiektami. W minionym sezonie na nowo ukończonych stadionach grały już Lech Poznań, Cracovia, Arka Gdynia i Zagłębie Lubin. Jednak zarówno Legia, jak i Wisła nie mogły jeszcze w pełni korzystać z całkowicie zmodernizowanych stadionów - komentuje wyniki raportu Krzysztof Sachs, Partner Ernst & Young i inicjator raportu. - Za postępem infrastrukturalnym idzie postęp sportowy. Lech Poznań znakomicie prezentował się w Lidze Europy rok temu, a teraz będziemy mieli w tych rozgrywkach aż 2 drużyny. Powinno wpłynąć to na kolejność przyszłorocznego rankingu i wyniki tych klubów - dodaje Sachs.

"Kolejorz" nad kreską

Wyniki tegorocznego raportu pokazują, że na piłce nożnej, wbrew powszechnej opinii, można w Polsce zarabiać. Lech Poznań osiągnął w minionym roku zysk netto w wysokości 7,5 mln zł przy przychodach wynoszących ponad 73 mln zł. Wpływy do klubowej kasy "Kolejorza" były o 35,8% wyższe niż w roku 2009. Tak ogromny skok zawdzięcza Lech występom w Lidze Europy, które dały mu wysokie przychody z dnia meczu, sprzedaży Roberta Lewandowskiego do Borussi Dortmund oraz nagrodom od UEFA za udział w rozgrywkach europejskich. Źródła przychodów Lecha były bardzo zdywersyfikowane, a za jego finansową siłą stoją również: wysoka płynność finansowa i niski dług.

- Od 3 lat Lech rozwija się w sposób bardzo zrównoważony. Każdego roku przynosi właścicielom zyski. To sprawnie działające przedsiębiorstwo i należy życzyć takiego zarządzania wielu innym klubom naszej ligi. Niestety brak sukcesu sportowego w lidze w sezonie 2010/11 może zachwiać dominującą pozycją "Kolejorza" w rankingu. Właściciele jednak podjęli działania naprawcze. Na przykład zaniechali wielkich transferów i postawili na wprowadzanie do pierwszego składu młodych zawodników.- komentuje Krzysztof Sachs.

Drugim najlepiej zarządzanym od strony finansowej klubem w Polsce okazało się klub KGHM Zagłębie Lubin, a trzecim Cracovia Kraków. Tuż za podium rankingu finansowego uplasował się chorzowski Ruch, który w porównaniu z poprzednią edycją raportu poprawił swoją pozycję aż o 12 miejsc - głównie dzięki sprzedaży kluczowych zawodników i znakomitej rentowności (Ruch wypracował po Lechu drugi najwyższy zysk netto w lidze - 1,7 mln złotych).

Jeśli chodzi o samo kryterium przychodów, to po Lechu klubem, który generował największe wpływy był aktualny mistrz Polski - krakowska Wisła. Do wysokich przychodów "Białej Gwiazdy" przyczyniły się przede wszystkim wpływy z transferów.

- Podsumowując część finansową rankingu, należy zwrócić uwagę na znaczny wzrost przychodów klubów Ekstraklasy, jednakże idący w parze z pogarszającą się rentownością klubów. Budżety

(czyli koszty) klubów rosły dużo szybciej niż przychody. Sytuacja taka zmusza właścicieli do dalszego dokapitalizowania klubów, bądź udzielania im pożyczek. W tegorocznym rankingu właśnie powiększanie się zadłużenia klubów jest szczególnie niepokojące - mówi Krzysztof Sachs.

Legia detronizuje Lecha w... mediach

Najbardziej medialnym klubem Ekstraklasy w roku 2010 była Legia Warszawa, która pokonała pod tym względem występującego w pucharach Lecha (drugie miejsce), Wisłę Kraków i Jagiellonię Białystok.

- W analizie medialności braliśmy pod uwagę takie czynniki jak liczba transmisji w telewizji, frekwencja na stadionach, publikacje w mediach czy wartość medialna koszulki klubowej - mówi Krzysztof Sachs. - Medialność klubów jest kategorią niezwykle ważną, bo mocno związaną z potencjałem przyciągania sponsorów - dodaje.

Legia zdominowała ranking medialności zajmując 7 pierwszych miejsc w 10 kryteriach. Warszawianie mogą się pochwalić największą oglądalnością swoich meczów, najbardziej wartościową koszulką klubową i największą liczbą wydanych kart kibica (113 tys.!). Natomiast największą frekwencję na stadionie miał oczywiście poznański Lech. Legia pod tym względem była druga, a trzecie miejsce zajęła Wisła Kraków. Bardzo ciekawa jest też sytuacja czwartej w rankingu medialności, Jagiellonii Białystok. Jest to klub, którego stadion jest w przebudowie, więc frekwencja na meczach nie dorównuje pierwszej trójce. Natomiast bardzo dobrze klub ten wypadł w takich kategoriach, jak: liczba transmisji w TV, frekwencja na meczach wyjazdowych (wyższa niż u mistrza Polski!) czy wartość klubowej koszulki.

Ciekawą kategorią rankingu jest obecność poszczególnych klubów w prasie - wyraźnie zaznacza się tu dominacja klubów z dużych aglomeracji miejskich (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań). - Nasz ranking medialności pokazuje 2 bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze: wraca w Polsce moda na rodzimą piłkę ligową. Po drugie: najlepsze warunki do rozwijania naprawdę dobrych klubów są w wielkich miastach. Z ligowej mapy konsekwentnie znikają małe miejscowości i jest to proces raczej nieodwracalny - komentuje Krzysztof Sachs.

"Jaga" i Wisła mistrzami efektywności

Ostatnią kategorią rankingu mierzoną przez ekspertów Ernst & Young była efektywność - czyli zdolność generowania sukcesu sportowego na bazie posiadanych zasobów. Niespodziewanie zwycięzcą rankingu efektywności została Jagiellonia Białystok, która wypracowała bardzo dobry wynik w Ekstraklasie i niezły w Pucharze Polski i Młodej Ekstraklasie. Grała ponadto w europejskich pucharach i odnotowała bardzo znaczący wzrost wartości pierwszej jedenastki. Osiągnęła też trzeci co do wielkości wskaźnik relacji kosztów operacyjnych do zdobytego punktu, co pokazuje bardzo efektywne zarządzanie klubowym budżetem. Doradcy Ernst & Young podkreślają jednak, że ranking efektywności w tym roku trochę rozczarowuje:

- Mimo, że wartość pierwszych jedenastek całej ligi wzrosła o 7%, to bardzo pogorszył się wskaźnik "koszty operacyjne / punkt". Za jeden zdobyty punkt w Ekstraklasie trzeba zapłacić 594 tys. zł w porównaniu do 475 tys. w roku 2009 - podkreśla Krzysztof Sachs. - Dodatkowo, znaczny wzrost liczby widzów nie przełożył się na relację liczby sprzedanych karnetów do pojemności stadionu. Oba wskaźniki nie uległy znacznej poprawie, frekwencja pozostała na poziomie 67%, natomiast liczba karnetów wzrosła z 29% do 31% pojemności stadionów. To potwierdza pewne zagrożenia dotyczące przyszłości naszej ligi - kluby będą musiały się bardzo starać, aby zapełnić nowe obiekty - szczególnie czterdziestotysięczniki w Poznaniu, Gdańsku i Wrocławiu.