Polska nie sprostała Islandii

Piłkarze ręczni podzielili los siatkarzy i nie zagrają o medale igrzysk olimpijskich w Pekinie. Polacy w środowym ćwierćfinale przegrali z Islandią 30:32 (14:19).

Walkę o miejsca 5-8. załatwił Polakom Islandzki bramkarz Bjorgvin Pall Gustavsson do spółki z naszymi graczami. Na najważniejszy mecz ostatnich kilkunastu lat wyszli z miękkimi nogami, bez pomysłu i woli walki. Przestraszeni stawką, bo przecież nie rywalem? Zmęczeni? Tak, jakby Islandczyków chcieli przejść spacerkiem.

Reklama

Czołowa ekipa świata nie ma prawa prezentować takiego poziomu, jaki pokazali Polacy w pierwszej połowie.

Różnica między drużyną Bogdana Wenty a Islandczykami była taka, że oni grali w obronie, a my w obronie tylko staliśmy. Dzięki temu rywale mieli 70-procentową skuteczność swoich akcji, dlatego Islandzki bramkarz Gustavsson obronił aż 10 na 24 rzuty. Przegrywaliśmy cały czas, cały czas tracąc coraz więcej. Dwie trzy cztery bramki, a końcówce pięć! 19 bramek straconych do przerwy to kompromitacja, zwłaszcza na takim poziomie. Na igrzyskach zdarzyło się to - nie licząc słabszych od reszty stawki Chińczyków i Brazylijczyków - tylko Rosjanom. Nieodpowiednie podejście do meczu, kompletny brak koncentracji, najlepiej było widać w ostatniej akcji przed przerwą. Wykorzystując osłabienie rywala Mateusz Jachlewski zdobył 14. gola i przegrywaliśmy różnicą czterech trafień pięć sekund końcem. Ale to wystarczająco długo by Islandczycy kolejny raz ośmieszyli polską obronę i zdobyli 19. gola.

Drugą połowę zaczęliśmy nieźle. Bomba Karola Bieleckiego i gol z szybkiego ataku Mariusza Jurasika i przegrywaliśmy już tylko trzema bramkami. I tak fajnie było przez minutę, bo Islandczycy jeszcze szybciej sprowadzili nas na ziemię. Łatwa bramka z drugiej linii i kontra wyprowadzona po tym, jak rywal dostał od naszego zawodnika podanie do ręki. I znów traciliśmy pięć goli. Mozolne próby zbliżenia się do Islandczyków były równie nieskuteczne co irytujące. Jakimś nadludzkim wysiłkiem udało się złapać kontakt bramkowy (tylko 22:23 w 43. minucie), ale za chwile znów strata wynosiła trzy gole. Trzy minuty przed końcem przegrywaliśmy 27:30 i Grzegorz Tkaczyk przestrzelił. W tym momencie było jasne, że Polacy nie zagrają o medale. Z poczuciem, że zmarnowaliśmy coś, co było na wyciągnięcie ręki. Kolejna taka okazja prędko się nie powtórzy.

lech

Polska: Sławomir Szmal, Marcin Wichary - Bartłomiej Jaszka 4, Krzysztof Lijewski 2, Mateusz Jachlewski 6, Grzegorz Tkaczyk 6, Karol Bielecki 3, Artur Siódmiak, Bartosz Jurecki 3, Mariusz Jurasik 4, Tomasz Tłuczyński 2 (w tym 2 z karnego), Marcin Lijewski.

Islandia: Bjorgvin Pall Gustavsson - Logi Geirsson 4, Sigfus Sigurdsson 1, Asgeir Orn Hallgrimsson, Arnor Atlason 3, Gudjon Valur Sigurdsson 5, Snorri Steinn Gudjonsson 5, Olafur Stefansson 4, Alexander Petersson 6, Sverre Andreas Jakobsson, Robert Gunnarsson 3, Ingimundur Ingimundarson 1.

Sędziowali Gilles Bord i Olivier Buy (obaj Francja). Kary: Polska - 6, Islandia - 16 min (w tym czerwona kartka za trzy kary dwuminutowe Sverre Andreas Jakobsson).

Dowiedz się więcej na temat: bramkarz | medale

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje