Polska Ekstraklasa przyciąga jak magnes

Piłkarska Ekstraklasa, choć w powszechnej opinii słaba, przyciąga jak magnes. Frekwencja na polskich stadionach rośnie w niezwykle szybkim tempie.

Liczby i statystyki podsumowujące średnią liczbę widzów uczęszczających na spotkania Ekstraklasy są coraz bardziej imponujące. Zarządzająca ligą spółka Ekstraklasa S.A. ma powody do dumy i chętnie chwali się rosnącymi słupkami, pokazującymi, jakim zainteresowaniem cieszą się spotkania Lecha, Wisły, Legii i spółki.

Wzrost blisko o milion kibiców!

Reklama

Obecnie średnia widzów na meczu Ekstraklasy to około 8400 osób. Optymistyczne scenariusze zakładają, że w sezonie 2010/2011 na meczach ligi polskiej zjawi się łącznie ponad dwa miliony widzów! Ta z pozoru niewiele mówiąca liczba przemawia do wyobraźni dopiero wówczas, gdy zdamy sobie sprawę, że w ubiegłym sezonie Ekstraklasę na żywo obejrzało 1.183.156 kibiców. Spory progres, nieprawdaż?

Oczywiście, wzrost frekwencji na ligowych obiektach ma kilka powodów. Paradoksalnie jednym z nich nie jest poziom rozgrywek. Ten w opinii ekspertów z roku na rok się obniża. Co zatem zachęca polskich kibiców piłki nożnej do odwiedzania stadionów? Zachęcamy do lektury.

Kibice płacą, ale i wymagają

Niewątpliwie ważnym bodźcem do pojawienia się tłumów fanów na stadionach są... same stadiony. Nowopowstałe lub gruntownie przebudowane obiekty w większości zachęcają swoją funkcjonalnością, komfortem i bezpieczeństwem. To pokazuje, że ludzie mieli już dość zdezelowanych obiektów. Chcą płacić, ale za oglądanie widowiska w godnych warunkach.

Świetnym przykładem jest choćby Cracovia, która w trakcie przebudowy stadionu przy ulicy Kałuży grała w Sosnowcu i Nowej Hucie, gdzie liczba widzów rzadko przekraczała trzy tysiące. Po otwarciu nowego obiektu trybuny błyskawicznie się zapełniły. Na meczu otwarcia z Arką Gdynia zjawiło się 14 200 kibiców, obecnie średnia widzów na "Pasach" oscyluje wokół 9 tysięcy.

Podobna, niemal analogiczna sytuacja, jest z krakowską Wisłą. "Biała Gwiazda" także grała w Sosnowcu i Nowej Hucie, a od jesieni 2010 gra już przy ul. Reymonta. Z tą różnicą, że kibice do dyspozycji mają jedynie dwie z czterech trybun, a stadion nie jest jeszcze ukończony. Gdy tak się stanie, na hitowe mecze piłkarzy Roberta Maaskanta przychodzić będzie mogło nawet ponad 34 tysiące widzów (dotychczas pojemność obiektu ograniczona jest do 18 tysięcy).

Niech liga równa do Lecha

Zbawienny wpływ na ligową frekwencję mają mecze rozgrywane przez Lecha na Arenie Poznań, a także przez Legię na jej nowym obiekcie. Aktualny mistrz Polski dysponuje przygotowanym na mecze Euro 2012 40-tysięcznikiem, zaś Legia na wciąż przebudowywanym obiekcie przy Łazienkowskiej może przyjąć na razie 23 tysiące widzów. Co ważne, stadiony nie świecą pustkami. Na Lecha chodzi najwięcej widzów w lidze, zaś Legia w tej konkurencji plasuje się na drugim miejscu. Na tym nie koniec: jedenaście najlepszych wyników frekwencji obecnych rozgrywek to "dorobek" Lecha i Legii.

Nowy stadion otworzyła także Arka Gdynia, dotychczas z konieczności grająca na Narodowym Stadionie Rugby o pojemności 3000 widzów. Po przeprowadzce na nowy obiekt, na mecze broniącej się przed spadkiem Arki chodzi od 7 do 10 tysięcy kibiców. Komplet szykuje się zapewne w 24. kolejce Ekstraklasy, gdy na Stadionie Miejskim w Gdyni zjawi się drużyna Lechii Gdańsk.

Widzew i Górnik lepsze niż Odra i Piast

W porównaniu do ubiegłego sezonu wyższej frekwencji sprzyja sam skład ligi . Wiosną 2010 r. ligę opuściły Piast Gliwice i Odra Wodzisław, kluby na mecze których kibice nie walili drzwiami i oknami. W ich miejsce do Ekstraklasy trafiły kluby o znacznie większym potencjale kibicowskim - Widzew Łódź i Górnik Zabrze.

Wystarczy wspomnieć, że na decydujące o utrzymaniu w lidze mecze Odry i Piasta pod koniec zeszłorocznych rozgrywek przyszło odpowiednio 3500 i 4000 widzów. Najwięcej kibiców na spotkaniu ekipy z Wodzisławia zjawiło się 23 sierpnia 2009 r. na meczu z Legią - 5500. Piast grał przed 4,5 tysięczną publiką również w sierpniu, gdy do miasta przyjechał poznański Lech. Później było już tylko gorzej, zwłaszcza że z powodu braku podgrzewanej murawy część meczów gliwiczanie rozgrywali na stadionie Odry Wodzisław.

Pojawienie się w Ekstraklasie Widzewa i Górnika znacznie podniosło ogólną frekwencję ligi i poprawiło średnią na stadionach. Mecze łodzian na własnym stadionie ogląda średnio 8700 widzów (najmniej: 6000, najwięcej 10 000), zaś na spotkaniach przy ul. Roosevelta w Zabrzu stawia się niewiele mniej, bo średnio 8400 fanów futbolu. To dobre wyniki, zważywszy na to, że obydwa beniaminki grają na przestarzałych, niezadaszonych obiektach, gdzie mecze ogląda się mniej komfortowo niż na arenach zbudowanych w XXI wieku. Jeśli Widzew i Górnik doczekają się nowych stadionów, mogą z pewnością liczyć na znaczący skok frekwencji.

Kluby skazane na sukces

Co na temat szturmu kibiców na polskie stadiony sądzi prezes Ekstraklasa S.A. Andrzej Rusko? W rozmowie z INTERIA.PL wymienia trzy główne powody tendencji wzrostowej w lidze polskiej.

- Wzrosło poczucie bezpieczeństwa wśród polskich kibiców. Nie boją się iść na mecze z całymi rodzinami. Poza tym zachęca do tego infrastruktura, bo pojawiły się nowe stadiony. W końcu rośnie zainteresowanie piłką, bo zbliża się Euro 2012 - komentuje Rusko.

- Obserwujemy 70-procentowy wzrost frekwencji w Ekstraklasie. Rok temu na stadiony przychodziło średnio 5000 ludzi, teraz jest to prawie 8500. A to jeszcze nie koniec. Ta tendencja się utrzyma. Niebawem otwierają się kolejne nowe stadiony. Będą to obiekty we Wrocławiu, Gdańsku i Białymstoku. Na Jagiellonię będzie wreszcie mogło chodzić więcej niż 6 tysięcy widzów. Wrocław i Gdańsk też są skazane na sukces. Tam frekwencja powinna wynosić średnio 15-18 tysięcy - prognozuje prezes Ekstraklasy.

Na czym opiera swój optymizm? Chociażby na przykładach z ostatniego roku. Wymienia tutaj Cracovię i Lecha Poznań.

- Na Cracovii przed otwarciem obiektu przy Kałuży zjawiały się najwyżej 3 tysiące widzów. Na nowym stadionie - nie mówiąc już o spotkaniu z Arką, gdzie był komplet - średnia wynosi 8-9 tysięcy. Podobnie Lech, który ma 40-tysięczny stadion, który przeważnie wypełnia się w połowie. Tam 17-18 tysięcy na trybunach wygląda już przyzwoicie. Oczywiście, wszystko leży w rękach klubów, bo to od nich zależy, czy przyciągną kibiców na nowe obiekty - przyznaje.

Rusko: Uwolnić ligę od wulgaryzmów, nie demonizujmy kwestii braku sponsora

Ciesząc się ze wzrostu frekwencji nie można rzecz jasna popaść w samozachwyt, bo wciąż jest sporo do zrobienia. Andrzej Rusko bez wahania wskazuje na obecny problem numer jeden na polskich stadionach.

- Chodzi o uwolnienie ligi od wulgaryzmów, to nasz największy problem. Wulgaryzmy są wszędzie, ale to nie znaczy, że musimy się z tym godzić. Rozumiem, że można czasem przekląć pod nosem, ale czy kibice muszą obrażać przeciwników jeszcze przed meczem? Uważam, że stadiony są bezpieczne, bo nic złego się na nich nie dzieje, ale kolejnym naszym krokiem będzie próba wyeliminowania wulgarnych zachowań. Nie przez karanie, bo ono jest na końcu, ale przez wprowadzenie specjalnego programu - zdradza.

A co ze sponsorem tytularnym Ekstraklasy, którego liga nie ma od 2008 roku?

- Demonizujemy tę kwestię. Jest niewiele podmiotów, które mogą spełnić nasze oczekiwania. Kwota od sponsora musi iść w dziesiątki milionów złotych. Ekstraklasa musi być w cenie. Jestem spokojny o to, że będziemy mieli nowego sponsora. Ekstraklasą zainteresowanych jest sporo firm. Idziemy mocno do przodu! - zapewnia Andrzej Rusko.

Ekstraklasa - wyniki, strzelcy bramek, składy, tabela, terminarz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje