Polska bohaterka zdana na samą siebie

- To niezwykle trudny technicznie tor. Jedna z saneczkarek złamała na nim nogę, a druga doznała wstrząsu mózgu - powiedziała "Przeglądowi Sportowemu" reprezentantka Polski w skeletonie Monika Wołowiec.

- Na szczęście ja zakończyłam trening bez poważnej kontuzji i będę mogła w czwartek wystartować. Szkoda tylko, że jestem tutaj bez trenera - dodała Polka, która na co dzień mieszka w Stanach Zjednoczonych.

Reklama

30-letnia zawodniczka w Turynie jest zdana na samą siebie. - Od czasu do czasu pomoże mi ktoś z ekipy. Włóczę się sama z wielką torbą sprzętu i ważącym 28,5 kilograma skeletonem. Nie ma kto nagrywać na wideo moich przejazdów, bym mogła przeanalizować błędy -podkreśliła Wołowiec.

Zjeżdżam więc w rynnie złą linią, obijając się o lodowe ściany i dach z drewna. W pierwszych ślizgach jeździłam na ślepo, na szczęście ostatni był już poprawny, uzyskałam siódmy czas - dodała zawodniczka, która na własny koszt przygotowywała się do igrzysk.

Polka wystąpi już dziś popołudniu. Początek rywalizacji skeletonistek, które pojadą w dwóch ślizgach, o godz. 17.30. Wołowiec wystartuje z numerem 15.

Przegląd Sportowy/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: szczęście

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje